Wszystkie wpisy, których autorem jest administrator

DT 31 grudnia 2014

Dmytro Tymczuk

Bracia i siostry, podsumowanie 2014 roku

Mijający rok otworzył klatkę piersiową Ukrainy, zmuszając ją do tego, by dotknęła świata bezbronnym, otwartym sercem. Nie mamy już sił na połowiczne uczucia i tonacje. Mamy siły wyłącznie na miłość i nienawiść. Jednak zarówno ta pierwsza, jak i ta druga są przejmująco szczere.

 

Złe wieści:

  1. Upadek dyktatury Janukowycza, mający miejsce ubiegłej zimy, nie doprowadził do całkowitego „resetu” państwa.

Ludzie u władzy, schematy korupcyjne, a w dużym stopniu również świadomość poszczególnych współobywateli – to wszystko już było, nic się nie zmienia. Nareszcie jesteśmy narodem, ale pasożyty przeszłości jeszcze niszczą korzenie nacji.

Najgorsze jest to, że wielu Ukraińców nie odczuwa, iż władze, które sami sobie wybrali po Majdanie, reprezentują naród. Konsekwencją tego jest brak zaufania do władz, a przecież każdy rozumie, że tylko zaufanie może spowodować chęć „zaciskania pasa” i przetrwania ciężkich, ale koniecznych reform.

Nie ma wątpliwości, że gdyby dzisiejsza władza wykonawcza od pierwszych dni pokazała, że w sposób bezkompromisowy walczy z korupcją oraz innym brudnym „dziedzictwem przeszłości”, gdyby odrzuciła wszystkie zakulisowe gry i intrygi, a zamiast permanentnego ględzenia zdecydowanie działałaby na Donbasie, ‒ zwykli Ukraińcy udzieliliby kredytu zaufania, koniecznego do przeprowadzenia reform. Tak się nie stało. To bardzo źle.

 

  1. Na pewien czas straciliśmy Krym.

Teraz mówimy, że w marcu tego roku, w warunkach porewolucyjnej Ukrainy nie można było zorganizować czynnego oporu i zapobiec okupacji półwyspu. To prawda. Jednak należy też pamiętać, iż aneksja Autonomicznej Republiki Krymu rozpoczęła się na długo przed Majdanem. Najważniejszymi kartami przetargowymi Kremla były tu: wpływ mediów, kształtowanie opinii publicznej na Krymie, propaganda i agitacja. Gdyby nie narkotyzujące działanie propagandy i bezczynność Kijowa na froncie informacyjnym, trwająca przez wszystkie lata niepodległości Ukrainy, Moskwa nie miałaby żadnych szans na pozyskanie Krymu.

Jest to bardzo bolesna lekcja na przyszłość, jednak wnioski z niej musieliśmy wyciągnąć wczoraj.

Nie mam wątpliwości, że półwysep wróci pod jurysdykcję Ukrainy. W ukraińskiej armii mówią jednak: „pod lejtnantem, który leży bezczynnie, koniak nie płynie”. Musimy działać – właśnie na froncie informacyjnym, równolegle szykując zasoby do odebrania – także siłą – terenów okupowanych.

 

  1. Działania wojenne na Donbasie.

Zobaczyliśmy prawdziwą twarz naszego „przyjaciela” – Rosji. W imię chorych ambicji gospodarza Kremla Rosja zalała naszą ziemię krwią naszych braci. Tragedia jednak polega nie tylko na tym, że Putin jest krwawym maniakiem. Tragiczne jest to, że absolutna większość Rosjan wiwatuje i cieszy się z powodu tej krwawej jatki i modli się do swego fuhrera – wariata. Dziś Rosjanie są nacją, znarkotyzowaną przez wspomnianą wyżej propagandę osób, pozbawionych zdrowego rozsądku. Wyjście z tego stanu będzie bardzo bolesne. Tam tylko jednostki zasługują na miano ludzi.

Mówiąc w ten sposób, ani przez chwilę nie uważam się za rusofoba. Mam pełne prawo do tego, żeby Rosjan określać właśnie w ten sposób. Urodziłem się w Rosji, więc z bólem i rozpaczą obserwuję tę apoteozę szaleńczej drapieżności oraz samobójczej ślepoty swej ojczyzny (pisząc „ojczyzna” celowo używam małej litery, ponieważ za prawdziwą Ojczyznę dumnie uważam Ukrainę – kraj, skąd pochodzą moi miłujący wolność przodkowie).

Złe jest również to, iż nie ma nawet cienia zakończenia wydarzeń na Donbasie – Putin się nie wycofa. Wszelkie „rozmowy pokojowe” – to tylko iluzja. Udając stabilizację sytuacji na Donbasie (wyłącznie po to, by spróbować osłabić sankcje Zachodu, wymierzone przeciwko Rosji), Kreml przerzuca swe krwawe show do innych regionów Ukrainy. W najbliższym czasie zagrożenie terrorystyczne ze strony piesków Moskwy będzie wzrastało – i we wszystkich zakątkach naszego kraju. Niestety, nie mamy, co się spodziewać rychłego zakończenia tej podłej wojny Federacji Rosyjskiej przeciwko nam.

To jest ta godzina, kiedy linia frontu nie biegnie już przez Donbas, ale przez cały kraj. Każdy Ukrainiec jest żołnierzem na tym froncie. Jakkolwiek dumnie to zabrzmi, ale zwycięstwo zależy od każdego z nas.

 

Dobre wieści:

  1. Majdan zwyciężył.

Mogliśmy przez wiele lat opiewać niepodległość Ukrainy, gadać o samoidentyfikacji i tożsamości, spierać się o miejsce naszego kraju na świecie. Cóż, bez Majdanu Ukraina nadal byłaby smutnym odłamkiem Związku Sowieckiego, dzieckiem ZSRR, zmarłym tuż po porodzie. Majdan tchnął w Ukrainę duszę.

Mówią, że Majdan pokazał coś całemu światu. Myślę, że chodzi nie o świat, lecz o nas samych. Ukraińcy sami sobie odpowiedzieli na najważniejsze pytanie „postsowieckie”: czy są niewolnikami, czy też są gotowi do tego, by budować wolny kraj wolnych ludzi? Odpowiedź była dumna, przekonująca i robiąca wrażenie. Taka odpowiedź każe kroczyć w jednym kierunku – do przodu. Chociażby w imię nieśmiertelnych Bohaterów Niebiańskiej Sotni.

 

  1. Wydarzenia na Donbasie i na Majdanie były tragiczne, jednak przy tym wyszły na jaw najlepsze cechy Ukraińców.

Pierwsza z nich – to niekończąca się i bezgraniczna miłość do swego kraju. Ochotnicy, wolontariusze, bohaterowie w mundurach Sił Zbrojnych i Gwardii Narodowej – to wszystko są przedstawiciele jednego Legionu, a imię mu – Patrioci. Nie wiem, czy Ukraina może istnieć bez ropy i gazu, ale gdyby nie patriotyzm – zginęłaby na pewno. To państwo oraz jego synowie i córki są godni tego, żeby być z nich dumnym.

Czy może rzucić taki kraj na kolana jakiś pojedynczy schizofrenik, będący głową ogromnego państwa, mający niezliczoną armię, trzymający za pazuchą kij z bronią jądrową? Sądzę, że jest to pytanie retoryczne.

 

  1. Przetrwaliśmy.

Nie tylko w sensie wojskowym, ale też gospodarczym. Były wszelkie przesłanki ku temu, żeby Ukraina zbankrutowała, spadła w przepaść gospodarczą. Ukraina się cofnęła, ale nie spadła. Stoimy jeszcze na skraju przepaści, jednak w sercach Ukraińców żyje nadzieja na to, że dzień jutrzejszy będzie lepszy od tego, który mija. To jest najważniejsze.

 

  1. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Agresja Rosji zmusiła nas do działania, zajęliśmy się tym, czym należało się zająć wiele lat temu.

Dbamy o dywersyfikację w dostawach energii, zmniejszamy zależność gospodarczą od Rosji, w końcu uczymy się działać samodzielnie, nie słuchając, co na to nasz „Wielki Brat”.

Na całym świecie te działania są określane jako „obrona interesów narodowych i bezpieczeństwa narodowego”. Z ogromnym opóźnieniem i nie bez powodu (bądź co bądź, tragicznego), ale wreszcie zaczęliśmy dbać o swoje interesy.

 

  1. Zrozumieliśmy, że nie jesteśmy sami.

Po długich namysłach Europa i USA dali takiego klapsa gospodarce rosyjskiej, że ona odczuła to dość boleśnie. Nie możemy nie doceniać tych kroków Zachodu. Trzeba też brać pod uwagę, jak bardzo gospodarka i energetyka Europy są związane z FR. Bierzmy pod uwagę także mocne lobby Moskwy na Zachodzie. Należy też uwzględnić to, że Ukraina, apelująca do świata o ukaranie Rosji za agresję, sama jakoś nie bardzo się rusza, żeby to uczynić. Ukraina nadal aktywnie handluje z Rosją, w ONZ dotychczas nie ma dokumentu ukraińskiego, oskarżającego FR o agresję (tam jest tylko nagranie ustnego oświadczenia stałego przedstawiciela Ukrainy w ONZ).

Musimy doceniać wszelkie kroki naszych partnerów zagranicznych, popierających nas. To właśnie jest owo ramię, którego oparcia tak bardzo dziś nam potrzeba.

…Przyjaciele, Bracia i Siostry! Składam serdeczne życzenia z okazji zbliżającego się Nowego Roku! Niech przyniesie on nam to, na co mamy nadzieję i w co wierzymy dziś. Życzę sukcesów wam i waszym rodzinom, powodzenia – każdemu, sprawiedliwości – wszystkim, a naszej ziemi – długo oczekiwanego pokoju i rozkwitu!

Szczęśliwego Nowego Roku! I – Chwała Ukrainie!

DT 8 listopada 2014

 DmytroTymczuk:

Słów kilka o sytuacji w strefie OAT (Operacji Antyterrorystycznej)

 

W ciągu kilku ostatnich dóbobserwowaliśmy, że na Donbasie przeciwnik kończy tworzenie szturmowych grup taktycznych. Tak, właśnie szturmowych – skład, lokalizacja i działania owych grup nie każą przypuszczać, że wojska rosyjsko-terrorystyczne szykują się do obrony. W chwili obecnej owe grupy są prawie w stu procentach gotowe do natarcia. Jednocześnie Rosja aktywnie przerzuca swe pododdziały blisko granicy państwowej z Ukrainą. W związku z tym, powstają dwa pytania. Po pierwsze, czy mamy się spodziewać szeroko zakrojonego natarcia wojsk rosyjsko-terrorystycznych na Donbasie? Po drugie, czy Rosja otwarcie wtargnie na Ukrainę?

Zacznę od ostatniej sprawy. Fakt, że Rosjanie przerzucają w pobliże granicy zespoły operacyjno-taktyczne i wyrzutnie rakiet, świadczy o tym, że Putin bierze pod uwagę wersję otwartej agresji wobec Ukrainy (być może będzie to przez niego traktowane, jako „obrona ludności miejscowej Donbasu, która powiedziała swe zdanie w wyborach do »DRL« i »ŁRL«”) [od redakcji strony Duszków: takie działania nie są niczym nowym – 17 września 1939 r. Związek Sowiecki napadł na Polskę „broniąc” Ukraińców i Białorusinów]. Jednak scenariusz ten na pewno nie jest uznawany za „podstawowy”. Przygotowania w tym zakresie są prowadzone na zasadzie „dodatkowego ubezpieczenia” oraz w celu wywierania presji na Kijów, by zapobiec jego aktywnym działaniom ofensywnym przeciwko terrorystom.

Takie wnioski można wyciągnąć, wychodząc z tego, że:

1) Oficjalnie Moskwa nie uznała „DRL” i „ŁRL” za twory quasi-państwowe. Moskwa jedynie „uszanowała wolę południowego wschodu Ukrainy” w trakcie pseudo-wyborów (zresztą, to sformułowania pozwala Putinowi na to, by – w razie konieczności – rzucił się do „obrony” owej „woli”).

2) przybywające na Donbas pododdziały armii FR przebierają się w mundury miejscowych bojówkarzy; owe mundury mają dystynkcje ugrupowań bandyckich. Rosjanom są zabierane dokumenty – wobec tego można twierdzić, że Rosja jest ukierunkowana na kontynuowanie działań w ramach ukrytej inwazji.

Podsumujmy: nie można w stu procentach wykluczyć otwartej inwazji Rosji; może ona nastąpić w wypadku rozpoczęcia natarcia wojsk rosyjsko-terrorystycznych na Donbasie, ich przegranej i odpowiednich sukcesywnych działań szturmowych wojsk ukraińskich.

Słów kilka o o przygotowaniach do natarcia ugrupowań wojsk przeciwnika na Donbasie.

Po pierwsze, co do ich składu. My, Grupa „Opór informacyjny”, nie możemy się zgodzić z twierdzeniami struktur zachodnich oraz niektórych przedstawicieli ukraińskich struktur państwowych co do tego, że na Donbasie „działają” tylko instruktorzy z FR, zajmujący się szkoleniem bojówkarzy. Informacja, którą mamy, potwierdzająca się niemal co godzinę (nawiasem mówiąc, także na podstawie zeznań żołnierzy FR, wziętych do niewoli), świadczy o tym, że na Donbasie działają nie tylko najemnicy rosyjscy, ale i pododdziały FR. Są to jednostki GRU, pododdziały wojsk powietrzno-desantowych, pododdziały wojsk lądowych FR (z Południa i Centrum). Apelujemy, więc, do urzędników, by w sposób przemyślany mówili o tym, kto działa na Donbasie. Nie trzeba udawać, że przeciwko nam walczą tylko miejscowi bandyci, a Rosja nie prowadzi ukrytego natarcia, a jedynie „pomaga”. Mówienie w ten sposób nie odpowiada rzeczywistości.

Po drugie, co do planów natarcia. Każdy rozumie, że, jeżeli są tworzone grupy szturmowe, znaczy to, że w dowolnej chwili mogą być one użyte „zgodnie z przeznaczeniem”. Ponadto, wróg nie wierzy w to, że wojska ukraińskie rozpoczną natarcie w najbliższym czasie, w przeciwnym razie prowadziłby coś, co przypomina działania obronne. Bardzo dziękujemy w tym miejscu Europie, cały czas usilnie zmuszającej Kijów do „przestrzegania warunków rozejmu”, chociaż wiemy już, że „rozejm” – to stałe ostrzeliwanie przez bojówkarzy i Rosjan wojsk ukraińskich i terenów Donbasu. Od rozpoczęcia tzw. „rozejmu” mieliśmy już prawie 2,5 tys. ostrzałów naszych stanowisk, wskutek czego poszerza się terytorium, kontrolowane przez terrorystów. Z naszej strony mamy już ponad 100 ofiar.

Jesteśmy pewni, że planom przeciwnika, dotyczącym natarcia, można się przeciwstawić jedynie pokazując siłę z naszej strony. Kijów może nie być gotowy do szturmu z powodów politycznych, w tym także z obawy przed otwartą agresją FR i nie chcąc konfliktu z nastawioną pokojowo Unią Europejską. W tej sytuacji należy zdecydowanie wzmacniać linię obrony i odpowiadać na ostrzeliwania, przeciwstawić się próbom natarcia i „wymiatania” naszych wojsk z zajmowanych przez nie stanowisk. Trzeba też prowadzić działania uprzedzające skupienie się żołnierzy i techniki przeciwnika w pobliżu stanowisk naszej armii.

Należy wreszcie zrozumieć, że „rozmowy pokojowe”, – to zasłona dymna, która pozwala na to, że wojska rosyjsko-terrorystyczne, korzystając na pasywności sił OAT, coraz bardziej się „rozpełzają” po terytorium regionu. Jeśli ktoś chce się bawić w „pokój”, nie ma sprawy, można rozmawiać nawet codziennie. W praktyce jednak nie powinno to przeszkadzać wojskom ukraińskim w podejmowaniu odpowiednich i symetrycznych działań wobec przeciwnika. Oczywiście, zadziała to tylko wtedy, jeżeli nie mamy zamiaru wyjść na spotkanie okupantów z kwiatami i pieśniami o „wielkiej przyjaźni bratnich narodów”.

***

Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy mówi, że „O otwartym natarciu bojówkarzy na razie nie ma mowy. Jest zrozumiałe, że wojsk, znajdujących się na terenie Ukrainy, jest za mało do urzeczywistnienia natarcia na wielką skalę. Wedle zasad sztuki wojskowej, napadający ma posiadać czterokrotnie lub nawet pięciokrotnie większą armię, niż ci, którzy się bronią. Terroryści takiej przewagi nie mają. Przewaga siły jest po stronie żołnierzy ukraińskich”.

Nie możemy się sprzeczać z RBNiO (poza tym, że na poziomie „złotego standardu” stosunek liczebności armii broniącej się do atakującej stanowi 1:3, na poziomie strategicznym jest to 1:2, może być także mniejszy). Nie będziemy się sprzeczali, tylko popatrzymy na mapy, sporządzone przez RBNiO w dniach 5 września i 6 listopada. I się zastanowimy.

Rozumiem, że struktury państwowe nie chcą wzniecać paniki. Jest to odpowiednie działanie. Wypada jednak, byśmy właściwie oceniali sytuację i wyciągali stosowne wnioski – mając nadzieję na lepsze, szykując się do gorszego.

Mapa wrześniowa:

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=586360038159322&set=pcb.586360351492624&type=1

Mapa listopadowa:

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=586360124825980&set=pcb.586360351492624&type=1

 

DT 6-12 października

Bracia i siostry, podsumowanie 6-12października.

Złe wieści:

1. Terroryści mają zamiar żyć długo i szczęśliwie pod postacią nowotworu złośliwego na ciele Ukrainy. Aktywnie szykują się do zimy, po drodze korzystając z tzw. „zawieszenia broni” w celu osiągnięcia maksymalnie możliwej integracji z Rosją. Moskwa po cichu popiera takie dążenia marginesu Donbasu – przecież o to właśnie chodziło, gdy się pojawił konflikt.
Otóż, 7 października „DRL” ogłosiła o powstaniu swego „Banku narodowego” (bardziej na miejscu byłoby określenie: „Pierwszy Rosyjski Bank Terrorystyczny”). Później „premier DRL” A. Zacharczenko oświadczył, że system bankowy „DRL” zostanie połączony z rosyjskim, dzięki czemu, jak uściśliło to przedziwne stworzenie, „zaczną być wypłacane emerytury i pensje, gospodarka się zaktywizuje”. Wcześniej „Minister Edukacji Narodowej DRL” I. Kostienok palnął, że „DRL” utworzyła rachunki korespondencyjne w
bankach rosyjskich i „może wykonywać praktycznie wszystkie operacje finansowe”.

Mówiąc prościej, terroryści po raz kolejny otwarcie ogłaszają (a media rosyjskie z radością transmitują takie odezwy): jesteśmy projektem Moskwy, finansuje nas Moskwa i będziemy żyli, siedząc na jej karku. Świat nie reaguje na to, że Rosja otwarcie wspiera finansowo terroryzm, który sama powołała do życia.

2. Rada Najwyższa Ukrainy zmieniła granice rejonów (pol. powiatów): Nowy Ajdar, Sławianoserbsk, Popasna i Perewalsk w obwodzie ługańskim. Sens jest zrozumiały: chodzi o przyłączenie do terenów, kontrolowanych przez władze, miejscowości w tych powiatach, których centrum znałazło się na terenie okupowanym.

Ten krok władz świadczy (nie wprost) o tym, że nikt nie ma w planach wyzwolenia Donbasu w najbliższym czasie.Nie o to jednak chodzi. Z jednej strony, jak mądrze zauważają władze lokalne, zmiana granic powiatów pozwoli na to, że na tereny kontrolowane przez władze ukraińskie zostaną skierowane pieniądze, przeznaczone na wypłatę pensji, rent i emerytur. Z drugiej strony, tego jednak za mało, by się zatroszczyć o „tereny przyfrontowe”. Jeżeli Ukraina będzie zwyczajnie wypłacała pensje i emerytury, zasiłki i stypendia, a nie będzie próbowała z ludźmi rozmawiać i przekonywać ich do swoich racji, tereny te pozostaną beczką prochu, gdzie ludzie z pianą na ustach nadal będą „doili” Kijów, marząc o „ŁRL” i przyłączeniu się do Rosji.

Nawet jeżeli na razie „zamrozimy” konflikt na Donbasie, „teren przyfrontowy” powinien zostać objęty szczególną uwagą. Należy przeprowadzić całkowitą lustrację lokalnych organów władzy i stróżów prawa, mają tu panować szczególne warunki ekonomiczne, a władze powinny wspierać powstawanie firm i lokalny biznes. Przy tym należy działać w ten sposób, by ludność miejscowa zmieniała swe poglądy na proukraińskie, tworząc organizacje i ruchy, popierające jedność Ukrainy. Będzie to podstawą do tego, by
twierdzić, że „teren przyfrontowy” jest obrazkiem „sukcesu” Ukrainy, w przeciwieństwie do bandyckiego, głodnego i bezrobotnego piekła „ŁRL” i „DRL”.
Dziś na tzw. „tereny wyzwolone” z Doniecka i Ługańska wyjeżdżają setki i tysiące fachowców, pragnących jednej rzeczy: spokojnej pracy. Powinniśmy im to umożliwić. Powinniśmy stworzyć wszelkie warunki do tego, żeby każdy mieszkaniec Donbasu marzył o życiu na Ukrainie (niestety, we wszystkich miejscowościach regionu takich osób jest na razie mniej, niż 50% ogółu mieszkańców). W walkach o Donbas jest to nie mniej ważne, niż czołgi i miotacze min.

3. Trwa negatywny rezonans wokół śledztwa, dotyczącego wydarzeń pod Iłłowajskiem. Jest aktywnie omawiane oświadczenie Prokuratury Generalnej Ukrainy o tym, że tragedia wydarzyła się z powodu dezercji 5. Batalionu Terenowego. Media przerzuciły odpowiedzialność za tę tragedię na [byłego] Ministra Obrony W. Hełeteja i Kierownika Sztabu Generalnego Mużenkę. Mówi się, że o masowym wtargnięciu wojsk rosyjskich, które później otoczyły Iłłowajsk i nasze pododdziały, było wiadomo jeszcze 23 sierpnia,
ale Sztab Generalny nie podjął żadnych działań.

Swoje myśli o tym, jak toczy się śledztwo, wypowiedziałem wcześniej. Mogę tylko dodać to, co wynika z naszych, – czyli Grupy „OI” – informacji. Ministerstwo Obrony i Sztab Generalny dowiedziały się o inwazji rosyjskiej nie w ostatniej chwili – tu nasze dane pokrywają się z tym, o czym mówi Jurij Butusow. Śledztwo powinno jedynie ustalić dokładną godzinę nadejścia danych wywiadowczych i wyjaśnić, dlaczego generałowie byli bezczynni.

Nie znaczy to jednak wcale, że dowódcy pododdziałów, które się wycofały na setki kilometrów, mają zostać uznani za bohaterów i nagrodzeni medalami. Ewidentna generałów nie wyklucza możliwości zbadania win dowódców ogniwa średniego, a być może, także młodszego. Wówczas będzie można mówić o sprawiedliwości.

O oświadczeniach Prokuratury Generalnej Ukrainy. Ta instytucja nie jest prawdą w ostatniej instancji. Prawda w ostatniej instancji – to Sąd Najwyższy. Śledztwo nie zostało zakończone. Kiedy nam zostanie odczytana cała lista oskarżonych, kiedy się dowiemy, jakie są wnioski organów ochrony prawa na podstawie wyników pracy sądu i – co najważniejsze! – kiedy swój wyrok ogłosi sąd, jedynie wówczas można będzie sądzić o obiektywności oceny prawnej tych wydarzeń. Mam wielką nadzieję na to, że
śledztwo i sąd będą obiektywne – są wszelkie podstawy do tego, by mieć taką nadzieję. Wydarzenie to osiągnęło bardzo duży rezonans (co jest w pełni usprawiedliwione).

 

Dobre wieści:

1. Prezydent Petro Poroszenko ogłosił, że na Donbasie zostały utworzone trzy linie obrony, aby wyznaczyć, na jakiej linii przecinają się wojska nasze i rosyjsko-terrorystyczne. Prezydent powiedział, że „nie można wpuścić terrorystów i dywersantów, burzących życie Ukraińców w pokoju”.

Nawiasem mówiąc, o konieczności utworzenia linii obrony mówiliśmy na początku „zawieszenia broni”, czyli ponad miesiąc temu. Gdyby te działania zostały rozpoczęte, możzbyt krwawe i burzliwe „zawieszenie broni” się nie skończyłoby się dla nas utratą nowych terenów (proponuję, żeby Państwo porównali mapy konfliktu, tworzone przez RBNiO na początku września i dzisiaj). Jeżeli natomiast umysły naszych strategów oświeciła myśl o podjęciu decyzji tak banalnej – jest to już sukces.

2. Putin nakazał wycofanie wojsk rosyjskich znad granicy z Ukrainą.

Ogólnie biorąc, Kreml już nie po raz pierwszy od początku wojny wydaje takie nakazy i rozkazy, mimo to na Donbasie po tych decyzjach jakoś dziwnie przybywa rosyjskich wojaków i broni. Jednak tym razem co najmniej od dwu tygodni obserwujemy częściowe wycofanie się pododdziałów rosyjskich z terenu Ukrainy, co daje powód do optymizmu. Obecnie na Donbasie rozrabiają głównie ugrupowania dywersyjno-wywiadowcze GRU FR i fachowcy spośród kadry wojskowej FR, będący w składzie tychże ugrupowań.

To zrozumiałe, że nikt już nie wierzy w to, iż Putin pragnie pokoju – wierzą mu chyba jedynie idioci. Jednak, jeżeli wiemy, że w ciągu kilku godzin Moskwa nie da rady zwiększyć liczby swych wojskowych na Donbasie, możemy w tym czasie utworzyć ugrupowanie, które będzie konieczne do utrzymania obrony (dopóki Kijów się nie zdecyduje na aktywne działania). Potem należy obserwować tereny przygraniczne FR i to, czy nie zaczęły się tam nowe „manewry szkoleniowe”.

3. Ministerstwo Obrony Ukrainy omawia z organizacjami społecznymi wspólny plan działania w celu utworzenia Sytemu Obrony Terytorialnej (SOT). Zostanie podpisane memorandum o wspólnych działaniach – jego tekst został już skierowany do Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. Tworzona jest lista organizacji społecznych, które w przyszłości stworzą podstawę SOT.
Sam pomysł utworzenia „pełnowartościowego” SOT zamiast naprędce tworzonych batalionów terenowych, natychmiast wysyłanych „na front” jest najzupełniej dobry. Powstaje jednak kilka pytań co do wdrożenia tego pomysłu.

Jest zrozumiałe, że SOT ma być tworzony w trakcie reformy całego sytemu bezpieczeństwa narodowego i obrony państwa, być częścią tego systemu, uzupełniając armię i Gwardię Narodową jako podstawowe formacje wojskowe. Mechanizm tworzenia pododdziałów SOT ma być ustalony na mocy ustawy, z podaniem zasad naboru, ulg i wynagrodzenia dla żołnierzy, walczących w jednostkach sytemu, a ich przygotowanie ma się odbywać w ramach tzw. aktywnej rezerwy. Należy też opracować system przygotowania i współpracy tych pododdziałów z formacjami zbrojnymi.

Sporą część odpowiedzialności za SOT należy przełożyć na barki władz lokalnych – właśnie dlatego jest to obrona terytorialna. Wszyscy powinni znać swoje prawa, funkcje i ponosić swą część odpowiedzialności. Wówczas unikniemy machnowszyczyzny.

Zamiast tego Ministerstwo Obrony i Sztab Generalny proponują kontynuowanie dzisiejszej wymuszonej improwizacji i chcą, aby obroną terytorialną zajęli się aktywiści (Ukraina, dzięki Bogu, nie narzeka na brak patriotów). Państwo mówi, że gdzieś tam, w czymś tam pomoże. Ludzie kochani, przecież już i tak wojna jest na barkach wolontariuszy. Chyba już dość – obywatele są zmęczeni stawianiem sobie pytań w rodzaju: po co nam jest potrzebne państwo i po co płacimy podatki? Państwu tak się spodobało to, że za nie działają patrioci, iż nadal jest gotowe ujeżdżać tego „woła roboczego”. Właśnie to jest przerażające – wygląda na to, że wojna niczego nie nauczyła naszych urzędników wojskowych.

4. Prezydent Ukrainy podpisał Ustawę lustracyjną. Parlament podjął w pierwszym czytaniu projekt Ustawy o utworzeniu Narodowego Biura Antykorupcyjnego.
Tego oczekiwaliśmy od razu po Majdanie. Trudno powiedzieć, ile w tych wydarzeniach jest lukru przedwyborczego – by się przypodobać wyborcom, a ile prawdziwego pragnienia władzy, by wyleczyć najcięższe choroby przewlekłe Ukrainy. Zrobiono pierwszy krok, jesteśmy u początku drogi. Wszystko inne zależy od nas.

 

DT 9 października

Wiadomości grupy „Opór informacyjny” z dnia 9 października

Wojska rosyjsko-terrorystyczne nie chcą zachowywać „trybu ciszy”. W ciągu minionej doby odnotowano ponad 30 ostrzeliwań i prób szturmu stanowisk wojsk ukraińskich.
Wczoraj wieczorem została odbita próba szturmu lotniska w Doniecku. Dziś wieczorem wojskowi ukraińscy odbili atak 50 terrorystów, którzy atakowali stanowiska naszych sił w pobliżu miejscowości Nowołaspa.

Również w ciągu ostatniej doby:
– pięciokrotnie – koleno z miotaczy min i broni strzeleckiej – zostało ostrzelane lotnisko w Doniecku i punkt oporu w pobliżu miejscowości Orłoiwanówka;
– trzykrotnie zostały zaatakowane stanowiska w okolicy miejscowości Czernuchino;
– stanowiska sił OAT zostały ostrzelane w pobliżu miejscowości Popasna, Szczęście, Dolneciepłe, Rzadkodąb, Nikiszyne, Nowoorłówka, Złote, Zamożne. Terroryści atakowali  ogniem salwami, z miotaczy min i broni strzeleckiej.

W Doniecku odnotowano działalność 2 grup specjalnych GRU FR. W pierwszej grupie działa 7 specjalistów ds. dywersji. W drugiej grupie – 5 specjalistów d.s. informacyjno-psychologicznych. Miejsc lokalizacji grup strzeże ochrona, składająca się z rosyjskich wojskowych.
Do miejscowości Gorłówka przybyła grupa rosyjskich najemników w liczbie 40 osób. Wszyscy członkowie grupy – to uczestnicy działań wojennych z FR.

Przez przejście graniczne „Izwaryne” na teren Donbasu weszła kolejna kolumna. Składa się ona głównie z autobusów z najemnikami, wyszkolonymi przez ośrodek GRU FR w Rostowie nad Donem. W ciągu ostatnich dwu dób na teren Ukrainy wjechało nie mniej, niż 40 autobusów z bojówkarzami, wyszkolonymi w Rosji.

Przybywające z Rosji zapasy broni są aktywnie przerzucane w okolice lotniska w Doniecku. Przywozi się tu 50-60% wszystkich min, pocisków artyleryjskich i odrzutowych, przybywających z FR.

W fabryce maszyn w mieście Śnieżne została utworzona pracownia remontu i odbudowy techniki wojskowej, przybywającej z Rosji. Przybywająca tu technika została użyta w walkach pod Ługańskiem, Donieckiem, Amwrosijówką, Kutiejnikowo i Starobieszewo. Kwatera główna ds. remontu techniki bojowej bojówkarzy została utworzona na terenie OSA „Maszyny Węglowe” w Doniecku.
Do Rosji jest wywożony jednie uszkodzony sprzęt bojowy, wykorzystany przez armię rosyjską w trakcie jej działań wojennych na Donbasie. W tym celu z Rosji przyjechały brygady ewakuacyjne. Natomiast sprzęt bojowy, przekazany przez Rosję bojówkarzom, bandytom zaproponowano remontować samodzielnie.

 

DT 30 września

Bracia i siostry, podsumowanie 30 września

 

Złe wieści:

1. Równo 11 lat temu, 30 września 2003 roku, Rosja próbowała ukraść kawałek terytorium Ukrainy, rozpoczynając budowę tamy od swojego Kraju Krasnodarskiego do ukraińskiej wyspy Tuzła. Celem było „przyłączenie” wyspy do FR. Że niby do 1925 roku Tuzła była częścią Półwyspu Tamańskiego, a została wyspą w efekcie silnego sztormu. Oddawać!

Wtedy obeszło się bez konfliktu zbrojnego. Ale taka jest logika procesu: jeśli jedno państwo otworzyło buźkę, by zjeść terytorium innego, swojej paszczy już nie zamknie, dopóki nie dostanie w zęby. Co właściwie dzisiaj obserwujemy.

Najstraszniejszą pomyłką jest brak wyciągania wniosków z lekcji historii. Czymkolwiek się skończy dzisiejsza krwawa epopeja z agresją rosyjską – trzeba o tym pamiętać co chwila. Beznadziejna sytuacja gospodarcza, problemy socjalne i in. nie służą jako usprawiedliwienie dla odsuwania armii na drugi plan. Teraz mamy ukradziony Krym i płonący Donbas.

2. Rosja kontynuuje gromadzenie wojsk przy granicy z Ukrainą. Pojawiają się nowe regularne grupy dywersyjno-wywiadowcze specnazu, które jutro ewidentnie będą już na terytorium Ukrainy.
Dzisiaj rano otrzymaliśmy informację o przerzucie do samej granicy rosyjskich rakiet i wyposażenia. Pierwotnie nasze źródła informowały nas o tym, że są to pociski balistyczne. Po weryfikacji okazało się, że Rosjanie przy granicy rozmieścili baterię kompleksów „Toczka-U”.

Zamysł jest jasny. Z zajętych stanowisk w pobliżu miejscowości Pietrowka obwodu rostowskiego użycie rakiet jest możliwe chyba że w kierunku terytoriów kontrolowanych przez terrorystów. To oznacza, że Rosjanie w rzeczywistości będą niszczyli domy cywilów na Donbasie przy tym dziko wołając, że to „przestępstwa ukraińskich wojskowych”.

 

Dobre wieści:

1. W Słowiańsku lokalni aktywiści zablokowali miejski komitet wykonawczy, protestując przeciwko mianowaniu na zastępców mera W.Radczenki i i posła Partii Regionów W. Lacha. Aktywistów poparli żołnierze batalionu ochotniczego „Sicz”.
Nawiasem mówiąc, to ten sam Radczenko, który był naczelnikiem milicji na Krymie pod koniec dyktatury Janukowycza. Towarzysz udanie wydał milicję krymską w ręce okupantów rosyjskim w marcu tego roku, a potem uciekł na swa ojczyznę – do Słowiańska, aby tu szkodzić Ukrainie już na stanowisku zastępcy mera. Nieźle, nic dodać, nic ująć.

Te wydarzenia miały miejsce akurat po publikacji sprawozdania grupy „Opór Informacyjny” o „oswobodzonych terytoriach”, gdzie wskazaliśmy na aktualne zagrożenie „wypłynięcia” starych kadr na posady na szczeblu lokalnym. Ale jeśli miejscowi patrioci przeciwdziałają temu świństwu to znaczy, że nie wszystko stracone.

Nawiasem mówiąc, dowiedziawszy się o wydarzeniach w mieście, zadzwoniłem do aktywistów ze Słowiańska. Mówią: Radczenko i Lach to wierzchołek góry lodowej, bagno jest ogromne, trzeba czyścić i czyścić. I przyznają: gdyby nie chłopcy z batalionu „Sicz”, byłoby nam ciężko – lokalni stróże prawa zabiją za Radczenkę i nawet nie mrugną. Trzymajcie się chłopaki, wasz front jest nie mniej ważny niż linia ognia. Powodzenia!
A do władzy pytanie: czy mamy oczekiwać na powrót Janukowycza na fotel prezydenta, czy ktoś „na górze” nareszcie zacznie przeciwdziałać „zmartwychwstaniu” łajdaków ze starej władzy?

2. Gwardia Narodowa otrzymała100 jednostek nowej techniki, w planach kupno jeszcze 500. Wśród zakupionej techniki są samochody ciężarowe, pojazdy opancerzone „Kuhuar” i „Spartan”, KrAZy. Również Rada Ministrów obiecuje, że wszystkim żołnierzom Gwardii Narodowej do 10 października będzie zapewniona odzież zimowa.
Co do techniki, to komentarz jest zbędny – w wojskach od pierwszych dni konfliktu obserwowany był ostry niedobór, zatem 100 jednostek to już jest sukces. A co do gotowości do zimy, za wcześnie na oklaski. Dotąd także Ministerstwo Obrony przyrzekało, że do 10 października wszystko będzie przygotowane do chłodów. W oparciu o to, co obserwujemy, można mieć wątpliwości, czy takie zapewnienia mają szansę się ziścić. Jednak zobaczymy. Jeżeli proces przygotowania do zimy będzie zerwany, to wszystkie opowieści o jakichkolwiek pozytywnych zmianach kierownictwa wojskowo-politycznego i wojskowego państwa w Ministerstwie Obrony są nic nie warte. To będzie oznaczało, że czyścić stajnie Augiasza nikt nawet nie miał zamiaru.

3. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy większością głosów odrzuciło propozycję Rosji co do rezolucji, która miała podkreślić „aktywizację nazizmu” na Ukrainie.
Mówiąc prościej: ZPRE wysłała (wiadomo gdzie, nie używamy tu słów obraźliwych) rosyjską posłankę O. Kazakową, która z pianą na ustach wymagała wyrażenia „zaniepokojenia aktywizacją wsparcia organizacji neonazistowskich” na Ukrainie. W Europie nie zrozumiano poglądów oratorki z państwa nazistowskiego, wysłanniczki bliźniaka Hitlera o nazwisku Putin, co do oskarżeń „o nazizm” ofiar putinowskiej agresji na Ukrainie.

 

DT 29 września

Bracia i siostry, podsumowanie 29 września

 

Złe wieści:

1. Na całego kontynuowana jest krwawa „walka o pokój” na Donbasie. W ciągu ostatnich trzech godzin (od 18.00 do 21.00) zanotowaliśmy 11 ostrzałów stanowisk wojsk ukraińskich przez wojska rosyjsko-terrorystyczne.
Bojówkarze, także wcześniej nie wyróżniający się adekwatnością, doszli do granic cynizmu. Dzisiaj zanotowaliśmy kilka przypadków, które się nie mieszczą w głowie. Wykorzystując to, że wojska ukraińskie otwierają ogień w odpowiedzi na ostrzały podczas szturmów, bandyci podprowadzają bliżej do naszych pozycji wyrzutnie rakietowe „Grad” i „walą” w kierunku kontrolowanych przez nas dzielnic. I jak tu udowodnić, że to nie Ukraińcy niszczą cywilów?
Dla propagandy rosyjskiej świadczone są wszystkie możliwe usługi. Łącznie z najkrwawszymi, które szczególnie podobają się Kremlowi.

2. Główny Urząd Dochodzeniowy Komitetu Śledczego Rosji wszczął sprawę karną co do „ludobójstwa rosyjskojęzycznych mieszkańców Obwodów Donieckiego i Łuhańskiego Ukrainy”.
Rosyjscy śledczy „odkryli”, że kierownictwo Gwardii Narodowej i ruchu „Prawy Sektor” nakazywało swoim podwładnym likwidację rosyjskojęzycznych obywateli zamieszkujących wschód Ukrainy. Z użyciem „Gradów”, artylerii i amunicji kasetowej. Ogólnie rzecz biorąc: zbrodnie rosyjskich najemników, armii i bojowników prorosyjskich Moskwa przypisała wojskom ukraińskim.
Tutaj nawet nie ma sensu się kłócić – kremlowscy klauni już nie wiedzą jak się tu bardziej poznęcać. Mamy tylko jedno pytanie: dlaczego te zbrodnie mają miejsce wyłącznie na terytorium kontrolowanym przez „DRL” i „ŁRL”? Robiąc dwa kroki od linii frontu w głąb Ukrainy, próżno szukać przedstawiciela „ludności rosyjskojęzycznej”, któremu z powodu posługiwania się językiem rosyjskim dzieje się krzywda. Nikt nawet nie depcze mu po nogach w tramwaju, nie mówiąc już o innych prześladowaniach.

3. Krzyki i jęki określonej części społeczeństwa wywołał demontaż pomnika Lenina w Charkowie. Prezydent miasta H. Kernes (nazywany przez mieszkańców miasta Giepą), całe życie miotający się między mądrymi i pięknymi, zaprzysiągł, że postawi demontowany pomnik ponownie. Jedni wylewają morze łez (wujka Wowę obrażono), a inni tańczą jigę.
Nie rozumiem, po co ta histeria? Gdyby miłośnicy Lenina, włączając w to Kernesa, tak dbali o pomnik, to sami dawno by przenieśli go tam, gdzie jest jego miejsce – np. na dziedziniec siedziby partii komunistycznej, a najlepiej na włości Symonenki – miejsca tam wystarczy. Ale dlaczego pomnik jednego z najkrwawszych i najbardziej autorytarnych „wodzów” w historii świata, który z głębi duszy szkodził Ukrainie, ma stać w centrum ukraińskiego miasta, do tego w postaci obrzydliwej i bezgustownej rzeźby? Szczególnie smutne jest to, że chodzi o Charków – wielkie miasto, bez którego nie można sobie wyobrazić historii naszego kraju. Myślę, że tym, którzy jęczą po stracie komunistycznej padliny, nic nie przeszkadza, żeby zebrali manatki i pojechali doi kraju, gdzie w samym centrum stolicy do tej pory jest adorowana na wpół rozłożona mumia Włodzimierza Iljicza. Na Ukrainie nadszedł czas zerwania z tą nekrofilią.
Tym, którzy utrzymują, że demontaż pomnika Lenina w żaden sposób nie wpływa na pomyślność narodu, odpowiem wprost. Nasz dzisiejszy świat – to świat symboli. Dopóki w głowach tkwią postacie z nudnej i tragicznej przeszłości, budowanie jasnej przyszłości nie ma sensu.

 

Dobre wieści:

1. Według danych ukraińskich wojskowych w ciągu ostatnich dwóch tygodni z niewoli uwolniono 468 naszych obywateli. A w ciągu ostatniego miesiąca uwolniono ponad 1000 cywilów i wojskowych, którzy znaleźli się w niewoli.
Niestety nie widzimy szczególnego pozytywu w obecnym „rozejmie” – Moskwa i terroryści ani nie myślą o powstrzymaniu krwawej jatki, urządzonej przez nich na Donbasie. Ale jeśli ten dziwny „rozejm” daje możliwość choćby skutecznego rozstrzygnięcia kwestii jeńców – dobre i to.

2. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy oświadczyła, że zgromadziła materiał dowodowy, pozwalający na postawienie przed sądem byłego prezydenta W. Janukowycza i jego szajki. Pozostaje dostarczyć oskarżonych do sądu.
Generalnie nie zawadziłoby przeprowadzenie pokazowego procesu zaocznego. Chodzi nawet nie o to, aby ocenić znaczenie historyczne tego potwora, którego już nawet Putin nie wyciąga na publikę jako „legalnego prezydenta Ukrainy”, bo z Janukowycza można już tylko kpić. Chodzi o to, żeby został pokazany mechanizm poniżenia mieszkańców Ukrainy i o nazwanie winnych z imienia i nazwiska.
Czy obecna władza ukraińska da radę dotrzeć do ostatniego trybiku w systemie Janukowycza i wyciągnie go na powierzchnię, żeby zniszczyć? Zobaczymy. Od Majdanu minęło ponad pół roku, demony przeszłości znów wyłażą na powierzchnię.

3. I znowu Charków. Tutaj wszczęto pierwszą sprawę karną za przekupywanie wyborców. W pomieszczeniu jednej ze szkół mieszkańcom tego miasta rozdawano paczki żywnościowe z dołączoną do nich ulotką z życzeniami od jednego z kandydatów do parlamentu, obecnego radnego rady miasta, znanego miejscowego działacza Partii Regionów.
Powiem szczerze – nasi politycy powinni się uczyć, że sympatie wyborców zdobywa się dzięki rozważnym decyzjom i mądrym działaniom, a nie paczkom. Wówczas polityka ukraińska zamieni się z targowiska w realną działalność państwową dla dobra narodu i państwa. Do tego oczywiście daleko, ale kto wie „Viam supervadet vadens” – Pokona drogę ten, kto nią idzie.

 

DT 24 września

Bracia i siostry, podsumowanie 24 września

 

Złe wieści:

1. Wojska rosyjsko-terrorystyczne grają rolę frywolnej i zagadkowej dziewczyny z utworów Turgieniewa. Po pewnym obniżeniu liczby ostrzałów pozycji wojsk ukraińskich i obiektów cywilnych w ciągu wczorajszego dnia, od wczorajszego wieczora bojówkarze wzięli się za „rozejm” od nowa: szaleli w nocy, a dzisiaj w ciągu dnia intensywność ostrzałów znowu spadła.
W ciągu dnia napięta sytuacja utrzymywała się w rejonie miejscowości Donieck, Pisky, Kamianka, gdzie dokonywano ostrzałów pozycji i posterunków wojsk ukraińskich.
Wydaje się, że dzisiejszy spadek intensywności działań bojówkarzy nic nie oznacza. Jutro lub nawet tej nocy będą wariowali z nową siłą. O żadnym „pokoju” nie może być mowy.

2. Nie zdążyliśmy nawet zakomunikować o otrzymanej przez bojowników na Donbasie instrukcji od rosyjskiego Sztabu Generalnego nt. fałszowania „dowodów przestępstw” ukraińskich wojskowych, jak rosyjskie media zalały właśnie te „dowody”.
Tutaj mamy i kobiety ciężarne w mogiłach zbiorowych, i masowe rozstrzeliwania cywilów, brakuje tylko wizytówki propagandy FR w rodzaju ukrzyżowanych dzieci, albo lepiej – zbiorczego obrazku: ukrzyżowanych ciężarnych dzieci, żeby było bardziej przekonująco. „Winni” tych straszliwych zbrodni, według terrorystów i rosyjskich mediów, to Prawy Sektor i Gwardia Narodowa, a jak tu nich.

Widzimy, jak zawzięcie wykonują rozkazy Kremla zarówno lokalni bojówkarze, jak i dziennikarze rosyjscy. Mechanizm produkcji kłamstwa funkcjonuje jak w zegarku. Co ciekawe, lokalni terroryści poprzez te prowokacje pieką dwie pieczenie na jednym ogniu: dyskredytują ukraińskich wojskowych i jednocześnie spychają na nich swoje własne podłe przestępstwa.

3. Dzisiaj OBWE zaprzeczyło oświadczeniu centrum prasowego naszej komendantury operacyjnej „Północ” i RBNiO Ukrainy o tym, że auto misji OBWE zostało ostrzelane w obwodzie ługańskim.
Nie dotykalibyśmy tego tematu, gdyby przedwczoraj informacja o incydencie nie doszła do nas kanałami grupy „Opór Informacyjny” – upewniając się, że taką informacją dysponują nasi wojskowi, nie komunikowaliśmy o ostrzale pozostawiając to prawo oficjalnym organom. I tutaj masz ci los – OBWE się od tego odżegnuje.

Zupełnie dopuszczam, że pomyliliśmy się i my, i komendantura operacyjna „Północ”, i RBNiO. Wszystko jest możliwe. Ale problem polega na tym, że to jest już nie pierwszy przypadek dziwnego zachowania i oświadczeń obserwatorów OBWE w kontekście wydarzeń na Donbasie. Być może, te dziwactwa wyjaśnia fakt, że w OBWE „kwestią ukraińską” zajmują się między innymi obywatele Rosji?

Oto np. „skuteczny monitoring” granicy Ukrainy z Rosją zapewniają obserwatorzy OBWE, których prowadzi Departament Zagrożeń Przygranicznych OBWE. Na jego czele stoi Aleksiej Łyżenkow – wychowanek MSZ FR i przestarzałego propagandysty Ławrowa. Przepraszam, jak mamy to rozumieć?

Wydaje się, że ze strony Europy byłoby bardziej na miejscu, gdyby podobne stanowiska obecnie zajmowali przedstawiciele niezaangażowanej w konflikt strony trzeciej. Bo pojawia się zbyt wiele niewygodnych pytań.

 

Dobre wieści:

1. Według naszych danych ku końcowi dobiegają działania dotyczące gwarancji obrony Mariupola, od którego wojacy Putina z pewnością nie prędko się odczepią. Także podjęto działania co do zapewnienia obrony obwodu chersońskiego na granicy administracyjnej z Krymem. Choć warunki do ataku na kontynent dla okupantów nie są tutaj sprzyjające, to diabli wiedzą, jak mogą się zachować. Stworzenie pasa obronnego pokrytego obroną przeciwlotniczą jest najlepszym sposobem „rozejmu” z Rosjanami i
bojownikami.

Cieszy to, że nasze kierownictwo wojskowe nie myli rozmów o wirtualnym „pokoju”, „wycofaniu wojsk” i „stanie wstrzymania ognia”. Możliwe, że po raz pierwszy widzimy kroki wyprzedzające działania przeciwnika, a nie partyzantkę sytuacyjną po tym, jak dobrze rozgrzany kogut, precyzyjnie wycelował i z całych sił dziobnął nas.

2. Prezydent P. Poroszenko podpisał ustawę o zwolnieniu pomocy charytatywnej dla OAT od podatku dochodowego dla osób fizycznych. Jednocześnie stworzono rejestr wolontariuszy OAT.
Nie można powstrzymać krzyku radości: niemożliwe! Operacja antyterrorystyczna trwa już pół roku, wolontariusze tyleż samo czasu wyręczają w rozwiązywaniu zadań struktury państwa, a tu władza poszła na rękę wolontariuszom tak szybko i sprawnie. Cisną się łzy wzruszenia.

Sarkazm na bok: ta decyzja jest potrzebna i bardzo dawno oczekiwana. U nas czemuś państwo, niepragnące lub niepotrafiące stworzyć skutecznego mechanizmu zabezpieczenia tyłów dla wojska, dodatkowo stwarza różnego rodzaju przeszkody dla patriotów rozwiązujących ten problem. Wygląda to trochę idiotycznie. Wyjaśnienie tej sytuacji, nawet skrajnie powolne, nie może nie cieszyć.

Nawiasem mówiąc, ucieszyło także zarządzenie prezydenta o wysłaniu wojskowych z komendy uzupełnień do strefy prowadzenia operacji antyterrorystycznej w obwodzie donieckim i ługańskim. A na ich miejsce do komend uzupełnień powołano wojskowych uczestniczących w OAT, którzy zostali ranni.

Ach, gdyby tak jeszcze został utworzony  korpus z głównych „bohaterów” tej wojny – osób, zabezpieczających tyły, już dawno byśmy pili herbatę na ruinach Kremla.

3. Rozwiązanie sytuacji na Ukrainie będzie głównym priorytetem działań nowego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, który 1 października obejmie stanowisko. O tym oświadczył „przyszły” sekretarz generalny NATO.
Nadzieję daje adekwatność, z którą pan Stoltenberg wyjaśnił swoje podejście. Jest to zarówno rozumienie niedopuszczalności zmian granic państwa przy pomocy siły wojskowej, jak i uświadomienie zagrożenia, jakie dla całego cywilizowanego świata niesie w sobie agresja Rosji. Niech mu Bóg pomaga.

 

DT 23 września

Bracia i siostry, podsumowanie 23 września

 

Złe wieści:

1. Ostrzeliwania Donbasu są kontynuowane. Punkty zapalne na dziś – to Donieck, Debalcewe, Awdiejówka.

Wcześniej w środowisku analityków grupy „Opór Informacyjny”(dalej będziemy stosowali skrót OI – red.) wynikło przypuszczenie, że cała terrorystyczna krwawa gra wokół lotniska w Doniecku – to przykrywka po to, aby wojska rosyjskie mogły się zgromadzić w okolicy Jasinowatej-Pantełejmonówki, by potem uderzyć w Awdiejówkę. Niewykluczone, że ta wersja ma rację bytu.

Ostrzeliwanie przez bojówkarzy dzielnic mieszkaniowych w miastach Donbasu ma na celu ważną sprawę: pielęgnowanie nienawiści do wojsk ukraińskich i umocnienie ludności w przekonaniu, że to Ukraińcy strzelają. My oraz Państwo od dawna wiemy o tej podstępnej taktyce, ale, jak świadczą o tym kwerendy, prowadzone przez członków grupy „OI”, ludność miejscowa, pozbawiona swobodnego dostępu do informacji, przeważnie jest święcie przekonana, że ostrzeliwania – to sprawka „banderowców”.

2. 2 listopada bojówkarze „DRL” mają zamiar przeprowadzić na okupowanym terenie wybory „przewodniczącego republiki” oraz do tzw. „parlamentu”. Przy tym „premier »DRL«” A. Zacharczenko oświadczył, że terroryści nie dopuszczą do tego, by na Donbasie odbyły się wybory do Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy (wyznaczone na dzień 26 października).

Mieszkańcy okupowanych terenów niedługo będą umierali z głodu, a te ludziska do tej pory nie mogą się uspokoić. Wg naszych informacji, miejscowi „komendanci” w miastach, znajdujących się pod kontrolą „DRL” otrzymali rozkaz sporządzania list wyborczych i prowadzenia „działań wychowawczych” oraz grożenia represjami w przypadku niestawienia się na „ich” tzw. wybory. To nas dziwi: przecież jest jasne jak słońce, że „przewodniczący republiki” tych żołnierzy frontu alkoholowego zostanie mianowany w Moskwie. Więc po co cały ten cyrk?

3. W Administracji Obwodowej Dniepropietrowska (odpowiednik Urzędu Wojewódzkiego) dziś usłyszeliśmy: w kostnicach miast obwodowych, znajdujących się w pobliżu strefy operacji antyterrorystycznej, leżą zwłoki ponad tysiąca zabitych ukraińskich żołnierzy, do tej pory nie zidentyfikowano 552 z nich.

Nie wiem, skąd się wzięły te liczby, jednak nie o to chodzi: rzeczywiście, wielu poległych żołnierzy nie zidentyfikowano i uważa się ich za „znikłych bez wieści”, szczególnie po wydarzeniach końca sierpnia. Na świecie przyjął się pogląd, że wojna się nie kończy dopóty, dopóki nie zostanie pochowany ostatni poległy żołnierz. Jeżeli się uważamy za państwo i społeczeństwo cywilizowane, to – umawiając się co do pokoju na Donbasie – nie możemy zapominać o poległych bohaterach.

Jeżeli nie będziemy znali i pamiętali imion tych, którzy walczyli o niepodległość i jedność terytorialną Ukrainy, czego będzie warta ta niepodległość?

 

Dobre wieści:

1. Obserwujemy, że intensywność ostrzeliwania przez bojówkarzy stanowisk wojsk ukraińskich wyraźnie zmalała. Potwierdza się informacja o tym, że wojska rosyjsko-terrorystyczne wycofują z „linii frontu” artylerię kalibru ponad 100 milimetrów. Ze swej strony wojska ukraińskie również wycofują działa.

Co prawda, bojówkarze wycofują wojska tylko w niektórych miejscach. Niestety, nie możemy mówić o tym, że warunki zawieszenia broni są całkowicie przestrzegane przez obie strony. Widać jednak początek działań pozytywnych, chociaż nie wykluczamy, że wojska rosyjskie i terroryści jedynie symulują proces de-eskalacji konfliktu.

2. Minister obrony Ukrainy W. Hełetej oświadczył, że resort zmienia „koncepcję armii ukraińskiej”. „Całkowicie zmieniamy koncepcję armii, aby zrozumieć, czego Ukraina potrzebuje naprawdę”, – powiedział minister.

Na początek, co zrozumiałe, potrzebna jest nowa Doktryna Wojenna – dobrze, że Rada Ministrów już zleciła jej przygotowanie. Tutaj się zaczyna to, co najważniejsze – dokładna analiza i połączenie reform wszystkich rodzajów wojska, służb specjalnych i wywiadu.

Krym i Donbas kazały nam się boleśnie przekonać o tym, że konfliktów, aktualnych dla Ukrainy dziś, nie sposób rozstrzygnąć siłami jednego resortu. Jest to możliwe jedynie z włączeniem wszystkich zasobów i resortów (do czego tak bardzo nie nawykły nasze „resorty siłowe”). Procesy reform armii, floty, milicji, Straży Granicznej, służb specjalnych, wywiadu wojskowego Ukrainy powinny być ściśle ze sobą związane, ponieważ współpraca nie będzie możliwa, jeżeli reformy będą przebiegały w każdym resorcie z osobna.

Czy to się uda – oto jest pytanie. Niestety, każdy z wymienionych resortów jest przyzwyczajony do przeciągania liny w swoją stronę i całkowitego zamknięcia się przed „konkurentami”. Bez pokonania tych niezdrowych tendencji nie możemy mówić o samowystarczalnej i skutecznej reformie bezpieczeństwa państwa.

3. Bardzo nas ucieszyły wyniki badań socjologicznych, przeprowadzonych przez Rosyjską Służbę Socjologiczną przy Fundacji ds. Walki z Korupcją. Jak wynika z informacji socjologów, w obwodach odeskim i charkowskim 34% mieszkańców widzi przyszłość Ukrainy jako wspólną z Europą, podczas gdy wspólnie z Rosją chce być tylko 17% badanych. 87 % badanych uważa, że ich region może być tylko na terenie jednej i niepodzielnej Ukrainy. Bez komentarza.

4. Nie zaszkodzi trochę się pośmiać. W Federacyjnej Agencji Kosmicznej FR ogłoszono, że na początku lat 20 i 30 tego stulecia Rosja planuje „na poważnie się zająć sprawą zagospodarowania Księżyca”.

Rozumiem, że po tym, jak rosyjscy podatnicy mają teraz na karku Krym i po próbach „zagospodarowania” Donbasu Kreml szuka nowych przestrzeni dla „ruskiego miru”. Od razu przypomina mi się stary dowcip ukraiński, który przytoczymy tu w tłumaczeniu. Mały chłopiec przybiega do taty i krzyczy: „Tato, Moskale polecieli w kosmos!”, na co ojciec z radością w głosie: „Tak? Wszyscy?”

Panowie lokatorzy Kremla – jeżeli się wybieracie na Księżyc, to wyślijcie tam najpierw Putina – bardzo proszę. Zrobimy zrzutkę, żeby to radosne wydarzenie nastąpiło przed końcem lat 20. Ukraińcy nie są przeciwni ekspansji kosmicznej Rosji – byle była to podróż w jedną stronę. Prosimy: nie wracajcie.

 

DT 22 września

Bracia i siostry, podsumowanie 22 września

 

Złe wieści:

1. Mamy coraz więcej dowodów na to, że „DRL” i „ŁRL” pod kierownictwem Moskwy usilnie przygotowują się do dalszego prowadzenia działań bojowych. Są tworzone centralizowane magazyny broni, amunicji, paliwa. Tworzone są miejsca do remontu techniki wojskowej i wyposażenia. Z Rosji przybywają fachowcy różnych specjalności – od osób, remontujących urządzenia łącznościowe, aż do fachowców, zdolnych prowadzić walkę radioelektroniczną.

Kijów zaś łapie się „dialogu pokojowego” jak tonący brzytwy. W tym samym czasie Putin przeprowadza w Moskwie posiedzenie Rady Bezpieczeństwa FR, na którym omawia się kwestię przestrzegania ustaleń pokojowych przez Ukrainę. Niestety, Putina jakoś nie interesuje temat „zachowania” jego wojska i bojówkarzy.

2. W mediach pojawiła się budząca niepokój informacja: Oleg Tatarow, za czasów Janukowycza będący kierownikiem Głównego Urzędu Śledczego MSW Ukrainy, może zostać zastępcą gubernatora (ukraiński odpowiednik wojewody) obwodu chersońskiego.
Nie są to pierwsze próby podjęcia gierek zakulisowych, aby u władzy znów się znaleźli ludzie z epoki „złotego sedesu”. Niestety, nawet w takich dziedzinach, jak kontrwywiad wojskowy, pojawiają się nazwiska osób, które dawno powinny siedzieć na więziennej pryczy. Te „bekania” dyktatury są lobbowane, jak się okazuje, na samej górze.

A propos, jeden z posługaczy Janukowycza, mający naszywki generała SBU, niedawno złożył pozew sądowy przeciwko grupie „Opór Informacyjny” – nie spodobała mu się lustracja ludowa. Zresztą, szczegóły tej sprawy podamy później.

 

Dobre wieści:

1. W Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony ogłoszono, że kierownictwo „ŁRL” i „DRL” nareszcie zaczęło się stosować do punktów planu pokojowego. Dowodem na to jest informacja, że „nasi pogranicznicy w ciągu ostatniej doby nie zauważyli żadnego samolotu bezzałogowego”.
Może to i prawda – miejmy nadzieję, że tak. O „nastawieniu pokojowym” terrorystów napisałem wyżej. Na pewno o takowym nie świadczy fakt, że stanowiska sił ukraińskich w ciągu ostatniej doby zostały ostrzelane ponad 40 razy. Będziemy oczekiwali porannych informacji – dzisiaj wieczorem terroryści ostrzeliwali Donieck, Szczęście, Mariupol.

2. Coraz ostrzejsza staje się walka wewnątrz ugrupowań terrorystycznych.
W miejscowości Antracyt „komendantem” „ŁRL” został były miejscowy dzielnicowy, od dawna związany z lokalnymi kryminalistami. Bardzo się to nie spodobało prorosyjskim Kozakom-bandytom. Na gruncie „konfliktów kadrowych” dało się zauważyć kilkukrotną wymianę ognia między bojówkarzami.
W miejscowości Krasny Łucz sytuacja trochę podobna, ale tu jest odwrotnie: Kozacy „mianowali” swego atamana na stanowisko dyrektora generalnego przedsiębiorstwa „Donbasantracyt” – ta sytuacja nie odpowiada wielu miejscowym „autorytetom” kryminalnym. Wygląda na to, że walka o koryta różnego rodzaju i kalibru stała się modna wśród terrorystów.

Diagnoza jest oczywista: pająki w słoiku zaczęły się pożerać nawzajem.

3. W szkołach ukraińskich uczestnicy OAT prowadzą „pogadanki o męstwie”. W naszym kraju dzieci mają możliwość poznawania bohaterstwa nie z książek, a dzięki spotkaniom z bohaterami walczącymi o dobro Ojczyzny. Przykre, że to było potrzebne Ukrainie w „postępowym” wieku XXI. Wspaniałe jednak, że Ukraina ma takich synów, których łączy niegasnąca miłość do Ojczyzny i jej mieszkańców.

Ciekaw jestem, czy wracający do Rosji ranni komandosi rosyjscy też mają takie pogadanki w szkołach? Mają zapewne dużo do opowiedzenia o tym, jak ciężko jest okupować kraj, gdzie zwyciężyła Rewolucja Godności, jak niełatwa jest walka z tymi, którzy bronią swej ziemi. Niech opowiedzą rosyjskim dzieciakom o koszmarach donbaskich. Od razu przypominam sobie kawał o notatce, którą nauczycielka przekazała rodzicom dziecka: „Państwa syn zrobił kupę na pogadance o męstwie”

4. Poseł Parlamentu Europejskiego Wan Baalen (Holandia) w wywiadzie dla DW oświadczył: UE i NATO mają niezaprzeczalne dowody, że na Ukrainę wprowadzono wojska rosyjskie, chociaż władze FR temu zaprzeczają. „Jeżeli wojsk FR na Ukrainie nie ma, to skąd się biorą zwłoki rosyjskich żołnierzy? Skąd są dowożeni ranni do szpitali wojskowych w Rostowie i Sankt-Petersburgu? Zaprzeczanie jest nonsensem”, – oburzył się europoseł. Konkluzja była następująca: „Mamy do czynienia z prawdziwym kłamstwem i
agitpropem, w które, niestety, wielu wierzy”.

Nareszcie w Europie zaczynają używać pojęć i określeń, które Ukraina tak długo przesyłała na Zachód. Jest to naszym oczywistym zwycięstwem w walce informacyjnej przeciwko bardzo podstępnemu, fałszywemu i podłemu wrogowi.

 

DT 17 września

Bracia i siostry, podsumowanie 17 września

 

Złe wieści:

1. Mamy do czynienia z negatywnymi zjawiskami wokół głośnej ustawy P. Poroszenki o „statusie szczególnym” rejonów Donbasu.
Wg naszych informacji, ustawa wywołała burzę emocji zarówno w „DRL”, jak i w „ŁRL” – te uznały ustawę za „zwycięstwo” nad „juntą ukraińską”. Nie o terrorystów jednak tu chodzi – ich zdanie od dawna nie interesuje nikogo – ani w Kijowie, ani w Moskwie. Ważne było, jak zareaguje Kreml – nie w oficjalnych oświadczeniach MSZ FR, a w tajnych rozkazach Szojgu dla wojsk rosyjskich na Donbasie. Sądząc z wydarzeń ostatniej doby, gdy teren lotniska w Doniecku szturmował specnaz GRU, jeżeli nie wydano im rozkazu do aktywnych działań, to do „zawieszenia broni” – również.

Oznacza to, że w Moskwie ustawa została uznana nie za osiągnięcie celu strategicznego, ale za etapowy sukces w agresji. To z kolei oznacza, że nie możemy odetchnąć pełną piersią, by móc rozwiązać konflikt na drodze pokojowej (uspokajając społeczność międzynarodową i mając minimalne szanse na sukces), nie mamy też czasu na przygotowanie kardynalnego siłowego rozwiązania problemu. Jest jednak szansa, że w najbliższych godzinach wojska rosyjsko-terrorystyczne otrzymają rozkaz uspokojenia się,
jednak prawdopodobieństwo jest równe temu, że Wałujew zajdzie w ciążę.

Tak czy siak, należy czynić to, o czym rozmawialiśmy wcześniej – tworzyć ścisłą obronę i zlokalizować źródło choroby. Zadziwiają rozmowy o tym, że wojskowi nie mają sprzętu inżynieryjnego – nie ma czym kopać rowów. Na ten przypadek Bóg przewidział mobilizację wysiłków. Od 15 lat nasz kraj jest w stanie permanentnej budowy, nawet w najmniejszym miasteczku są firmy budowlane, mające buldożery i koparki – więc w czym problem?

2. Jeszcze parę słów o tej ustawie. Tak, taka ustawa – to hańba dla Ukrainy – nie można temu zaprzeczyć. Trzeba jednak się przyznać do tego, że większą hańbą byłoby oddanie co najmniej całego Donbasu (nawiasem mówiąc, to zagrożenie nadal istnieje), przy czym stracilibyśmy o wiele więcej ludzi.

Putin kontynuuje swą grę, jednak spora część jego wojsk została wycofana z Ukrainy jeszcze przed uchwaleniem tej ustawy. Niestety, nasze władze owiały mrokiem tajemnicy wiele szczegółów dialogu z Moskwą wokół Donbasu, ludzie więc nie rozumieją, do czego została zobowiązana Rosja.

Za najważniejszy problem władzy ukraińskiej uważam to, że po 20 sierpnia wszystkie resorty siłowe otrzymały wskazówkę, by filtrowały informację o sytuacji w strefie konfliktu, przenikającą do mediów i nie dopuszczały negatywnej. W ten sposób władze wykopały sobie dołek: po przekonaniach, że wszystko OK i sytuacja jest „pod kontrolą”, ciężko jest wytłumaczyć, że tak naprawdę nie mamy możliwości sukcesywnej walki, dopóki Putin wspiera bojówkarzy. Ta ustawa się pojawiła, żeby jakoś wybrnąć z
sytuacji.
Otrzymawszy negatywny rezonans społeczny, władza pobiera lekcję prawdy. Nie wiem, czy dobrze ją odrobi.

3. W tym czasie, gdy wojska rosyjskie zabijają Ukraińców na Donbasie, garstka posłów ukraińskich, występująca pod nazwą „Ugrupowanie poselskie „O pokój i stabilność””, utworzona z posłów Partii Regionów i Partii Komunistycznej Ukrainy, polazła do Rosji.
W Dumie Państwowej FR otrzymała oklaski na stojąco. Historia powszechna nie zna zbyt wielu przypadków, gdy do stolicy państwa-agresora przybywają na klęczkach posłowie z państwa-ofiary agresji, by rozmawiać o „pokoju i współpracy”. Przewodniczący Dumy Siergiej Naryszkin, ocierając łzy radości, ściskał im dłonie i prosił, by przyjeżdżali ponownie.
Ci klowni rozmawiali o „odbudowaniu zaufania między naszymi państwami”. Płaczę razem z Naryszkinem. Widzę taki obrazek: w jakimś zaułku dwumetrowy typ spod ciemnej gwiazdy podrzyna gardło krewnemu przewodniczącego Dumy Państwowej FR, jednocześnie ze smutkiem w głosie pytając o to, jak mają z Naryszkinem „odbudować zaufanie”. Masz ci los – nie wiem, jak rozwikłać ten problem natury filozoficznej.

 

Dobre wieści:

1. Tymczasowa Komisja Śledcza Rady Najwyższej w swoim sprawozdaniu o wykorzystaniu środków, przekazanych na potrzeby wojska z budżetu i zebranych przez obywateli, poinformowała o podstawowych brakach w systemie wyposażenia armii – braku unifikacji, ignorowaniu realnych potrzeb żołnierzy, biurokracji i formalizmie. O tym poinformowała szefowa komisji I. Geraszczenko.
Zapomniano o bardzo ważnym aspekcie – totalnej korupcji. Największe walki z nią są jeszcze przed nami.
Jednak to, że system wyposażenia wojska nareszcie jest na celowniku władzy – bardzo dobrze. Oczywiście, trwa kampania wyborcza i wielu polityków wykorzysta ten temat, by się „pokazać”. Moim zdaniem, nie jest to aż takie ważne. Jeżeli z tego będzie chociaż jakikolwiek realny pożytek w postaci zmiany sytuacji – niech się tak stanie.

Dziś już dla nikogo nie jest tajemnicą, że bez pomocy wolontariuszy sytuacja w strefie konfliktu byłaby bardzo zła – resorty państwowe, delikatnie mówiąc, nie dają sobie rady. Jestem przekonany, że po tym, jak pomogą wolontariusze, przekazując kamizelki kuloodporne, wyposażenie, amunicję, etc., rozpocznie się oficjalne śledztwo w sprawie: kto i dlaczego jest winien temu, że „dziury” w wyposażeniu struktur państwowych łatają wolontariusze.

Wolontariat – to nasza siła i duma. Jednak nie warto zapominać, że ci ludzie wykonują pracę za innych. Ich wysiłek nie powinien usuwać odpowiedzialności z tych, którzy przerzucili swe funkcje na barki wrażliwych obywateli, pobierają pensję i zbijają bąki (pod warunkiem, że nie mają nic innego ciekawszego do roboty – z punktu widzenia prawa karnego). W innej sytuacji zabezpieczenie tyłów wojska zawsze będzie chore.

2. A propos, o ciekawszej pracy. W Dniepropietrowsku SBU zatrzymała oficera komisji wojskowej, biorącego łapówki i zwalniającego od mobilizacji obywateli, niechcących walczyć. Cena sprawy stanowiła 6 tys. hrywien. Po uiszczeniu tej kwoty lokalni pacyfiści otrzymywali zaświadczenie o niezdolności do służby w armii czynnej.

Czy wobec tego nie można przeprowadzić pokazowego procesu sądowego? Na fali mobilizacji komisje wojskowe przekształciły się w firmy komercyjne (zresztą, tak było wcześniej na każdym kroku), tylko cenniki usług na drzwiach nie wisiały. Należało bić tych gagatków po lepkich łapkach jeszcze w marcu – może wówczas mobilizacja przebiegałaby w sposób bardziej cywilizowany.

3. Do parlamentu USA wniesiono projekt ustawy o nowych sankcjach przeciwko FR i o wsparciu Ukrainy – tu jeden z punktów przewiduje przekazanie Ukrainie broni.
Na mocy ustawy, prezydent USA zostanie upoważniony do przekazania Ukrainie środków przeciwdziałania broni ofensywnej, włącznie z bronią przeciwczołgową, środki wywiadowcze (łącznie z samolotami bezzałogowymi), amunicję dla żołnierzy etc.
Rozumiemy, że projekt ustawy – to jeszcze nie ustawa. Jednak fakt pojawienia się takiego dokumentu w parlamencie USA – na tle stałej śpiewki UE o braku możliwości przekazania Ukrainie broni – daje nadzieję.