DT 15 września

Bracia i siostry, podsumowanie 15 września

 

Złe wieści:

1. Miniony weekend pokazał: podczas gdy po kraju krążą plotki o jakichś tajnych rozmowach Kijowa z Moskwą o „pokojowym rozwiązaniu konfliktu na Donbasie”, tenże Donbas stał się areną tak bardzo „pokojowego” konfliktu, że nie każda woja jest w stanie za nim nadążyć.
Wojska rosyjsko-terrorystyczne próbują „wycisnąć” ukraińskie jednostki i pododdziały z zajmowanych stanowisk – przede wszystkim w okolicy Doniecka, Awdiejewki, Debalcewa, Wołnowachy i Szczęścia. Ostrzeliwania i szturmy nie ustają. Wojna dywersyjna trwa pełną parą. Sytuacja jest napięta na terenie od Morza Azowskiego do Doniecka: przeciwnik walczy o pas Szyrokine-Telmanowo-Dokuczajewsk-Marjinka-Krtasnogorówka. Nad Mariupolem wisi zagrożenie od północy.
Wojska ukraińskie wytrzymują ten napór. Jednak jest już jasne: niestety, nie ma co liczyć nawet na bardzo wątły pokój.

2. Dowód na to: dziś wybitny lalkarz Putin wsunął swą łapkę do lalki-marionetki lidera DRL Purgina i ogłosił jego ustami: szumnego projektu Prezydenta Poroszenki, dotyczącego „specjalnego statusu” poszczególnych powiatów Donbasu oni (czytaj: Kreml) nie wezmą nawet darmo. „Jest to ustawa dla Ukrainy. Dla Donieckiej Republiki Ludowej ustawy tworzy nasz parlament”, – ogłosiła lalka o twarzy Purgina.
Proszę Państwa, o jakim „pokojowym uregulowaniu konfliktu” mówimy? Dopóki Purgin, cierpiący na autyzm geopolityczny, się nie nauczy wysławiać sam, dopóty wszystkie rozmowy pokojowe nie są warte nawet tyle, co jednorazowa maszynka do golenia, na którą Purgina, sądząc z jego permanentnego zarostu, nie stać.

3. Historia, związana z powrotem z misji ONZ śmigłowców spółki „Śmigłowce ukraińskie”, o czym długo rozmawiali różni eksperci i politycy, zamieniła się w teatr absurdu. Jest to tak bardzo zadziwiająca historia, że nie wolno jej pominąć milczeniem.
O co chodzi? W trakcie OAT nagle przypomniano sobie, że Ukraina ma śmigłowce w misjach ONZ. Oczywiście, wynikł rezonans, dotyczący ich powrotu na Ukrainę.
Spółka „Śmigłowce ukraińskie”, zarządzająca tymi maszynami, przekazanymi jej przez Ministerstwo Obrony i MSW, wskazywała kilka czynników. Po pierwsze, wydzierżawiła śmigłowce w postaci złomu, spółka więc musiała sama doprowadzić je do stanu używalności (co kosztowało ponad 400 milionów hrywien). Po drugie, Ministerstwo Obrony otrzymywało z tytułu dzierżawy 3 miliony 570 tys. hrywien miesięcznie (dodajmy do tego darowiznę od spółki w wysokości 14 milionów hrywien, przeznaczoną na budowę mieszkań dla wojskowych). Po trzecie, jak informowała spółka, sankcje karne ONZ za wycofanie śmigłowców z misji wskutek zerwania kontraktu będą stanowiły nie mniej, nie więcej – 400 milionów hrywien. Wszystko to, zdaniem przedstawicieli spółki, powinno skłonić wymagających natychmiastowego wycofania śmigłowców z misji do tego, by usiedli i rozważyli wszystkie „za” i „przeciw”.
Niestety, nikt nie dyskutował i nie rozważał. Cóż, nie będziemy się kłócić – w państwie trwa wojna, jakie mogą być kłótnie. Spółka „Śmigłowce ukraińskie” wymóg spełniła i zaczęła wycofywać helikoptery na Ukrainę (na dzień dzisiejszy jest ich osiem). Tu się jednak zaczyna rzecz najciekawsza.
21 sierpnia spółka podpisała aneks do Umowy dzierżawy o zwrocie 8 wydzierżawionych śmigłowców Ministerstwa Obrony Ukrainy „za porozumieniem stron” i próbowała oddać helikoptery wojsku. W odpowiedzi – cisza. Próby odnalezienia tych, którzy przyjmą śmigłowce, powrotowi których towarzyszy tyle hałasu, spełzły na niczym. Ponadto, resort wojskowy ignoruje też prośby o wykorzystanie śmigłowców w celu ewakuacji rannych, przy czym spółka bierze na siebie obsługę helikopterów. W związku z
powyższym 12 września spółka zwróciła się do Sądu Gospodarczego Miasta Kijowa z prośbą (proszę pomyśleć nad treścią) o zmuszenie dowództwa Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy do odebrania śmigłowców z dzierżawy!

Konia z rzędem temu, kto pomoże ogarnąć ten marazm. Nie mogę pojąć, po co trzeba było zrywać umowę z ONZ i skazywać się na kary (dodam, że w ten sposób spółki ukraińskie mogą „wyfrunąć” z tego dość prestiżowego rynku, wskutek czego do ONZ trafią śmigłowce z Rosji). Dodatkowo: Ukraina podpadła jako „kraj, nastawiony na odbudowę pokoju”, po to tylko, żeby się przekonać, iż wojsko ukraińskie tych śmigłowców nie potrzebuje. Gdyby to było z korzyścią dla frontu – nie ma sprawy. Natomiast kto
w tej sytuacji odpowiada za absurd? Niestety, odpowiedzi brak.

 

Dobre wieści:

1. Na Ziemi Lwowskiej rozpoczęły się ukraińsko-amerykańskie szkolenia wojskowe „Rapid Trident”, w których uczestniczą żołnierze z 15 krajów świata.
Nie wiem, czy należy komentować, jakie to ma znaczenie wojskowo-polityczne dla Ukrainy. Tak czy siak, jest to wsparcie „wojskowe” z Zachodu. Nie na darmo na Kremlu przed rozpoczęciem manewrów były rytualne skomlenia o „destabilizacji sytuacji w regionie”.
Cieszy również to, że – jak informuje Ministerstwo Obrony – w trakcie szkoleń będzie rozpracowywany scenariusz „wojny hybrydowej”, którą to wojnę Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie. Będzie też mowa o tym, jak należy się przeciwstawić prowokacjom oraz agresji informacyjnej.

2. Obserwujemy przypadki „przyjacielskiego ognia” na linii formacji rosyjsko-terrorystycznych. Terroryści strzelają do pododdziałów armii rosyjskiej i do siebie nawzajem. Używają do tego nie tylko broni palnej, ale też artylerii.
Wg naszych informacji, można mówić o bardzo słabej współpracy na linii „DRL” -„ŁRL” oraz tych formacji z wojskami rosyjskimi. Jest to słaby punkt przeciwnika i należy to wykorzystać (oczywiście, nie w warunkach „zawieszenia broni”). Źle, że współpraca naszej armii i oddziałów ochotniczych również jest daleka od ideału, o czym mówiliśmy od wiosny.

3. Media europejskie dziś poinformowały: UE może nasilić sankcje przeciwko Rosji i – to ważne – nareszcie uznać „DRL” i „ŁRL” za organizacje terrorystyczne. Informując o tym, wydanie „Bild” przywołało tajny protokół ze spotkania ambasadorów krajów UE.
Sankcje przeciwko FR – to jak masło do kaszy – nie będzie za dużo. Uznanie terrorystów za takowych pociągnie za sobą to, że Rosja będzie uważana za państwo, popierające terroryzm. Jest to duże osiągnięcie, zważywszy na to, że Moskwa dotąd nie została oficjalnie uznana za agresora. Powoli, bardzo powoli, ale Kijów jednak osiąga cele w swej polityce zagranicznej – gdy mowa o wojnie na Donbasie. I to cieszy.