Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Duszek Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, wartości, intencje
DUSZKI.PL
a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-)
Dzisiaj jest: 2017-10-21 06:41:50 Aktualizacja dnia: 2017-10-18 16:02:22
Duszka
MiloscMilosc Gdy oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo chciał(a)byś porozmawiać o czymś ważnym lub choćby tylko o wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku - od 0 do 201 lat ;-)
[an error occurred while processing this directive]
Strona główna Teksty i inne Intencje Dla Gości Dla Duszków Poczta Duszków Kontakt i Info
Modlitewnik Archiwum Dodaj intencję Galeria i eKartki O Duszkach Forum Księga Gości
Rocznica 12 lat oficjalnego działania Duszków w dniu 01.11.2017 i 11 lat strony Duszki.pl! (*):-) Serdecznie zapraszamy!
UWAGA! Ten serwis, strona i podstrony mogą używać cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)!

Rozważania Duszyczki Perełki

Materiały nadesłane przez Duszyczkę Perełkę


ŻAŁOBA Z PANEM JEZUSEM IDĄCYM NA GOLGOTĘ

            Temat, jak widzisz – Drogi Czytelniku – nie jest radosny! Któż z nas jest przygotowany na jakiekolwiek odejście? Człowiek nie lubi łez, smutku, przygniatającej pustki oraz cierpienia, którego nie da się, (przynajmniej w pierwszej chwili) znieść. Ale, pomimo tego, że się nie chce o nim myśleć, że się odkłada ten temat, on niestety jest częścią naszego życia. Moim zdaniem należy o nim rozmawiać, a nie traktować jak zgniłe jajo, które trzeba jak najwcześniej wystawić przed drzwi naszej codzienności! Gdy nadchodzi – nic już wtedy nie pomaga. Nasz uśmiech oraz radość wyprowadzają się (czasem na długi czas), na ich miejsce wchodzą: łzy, rozpacz, smutek, zniechęcenie, niedowierzanie, etc.

            Ostatnio byłam świadkiem wielu śmierci, rok 2010 zabrał bliskie mi osoby (w szerokim tego słowa znaczeniu), nadal przeżywam w sercu to, że nie ma już ich wśród nas – przynajmniej „cieleśnie”. O ile jedną śmierć „łatwo” znieść, o tyle wiele odejść skłania do dogłębnej refleksji nad tym, co nieuniknione – nad kresem naszej ziemskiej wędrówki. Ów kres każdego czeka, nikt się przed nim nie obroni, nawet wszystkie pieniądze świata nie byłyby w stanie zmienić porządku natury – nieubłagalnego i sprawiedliwego dla każdego człowieka.

            Jak wiecie, pod warunkiem, że czytacie naszą stronę: kocham dzieci, i to ich los leży mi najbardziej na sercu. Pragnę, by każdy mały słodziaczek był szczęśliwy. Niestety, moje serce i chęć wsparcia modlitewnego, to kropla w morzu potrzeb i jest zgoła odmienna od życzeń szatana, od jego intryg oraz złośliwości w najczystszej postaci. Moje pojęcie szczęścia jest także ludzkie i czasem inne od wyroków Najwyższego. Nie mogę dyskutować z decyzjami  niebios (często jednak posyłam w próżnię pytanie „dlaczego”?), ale tak mi jakoś smutno, gdy umierają najmłodsi, gdy ciężko chorują – te śmierci jest mi przeżyć najtrudniej. Zwłaszcza, kiedy słoneczko, które gaśnie, jest jedynym skarbem rodziców lub gdy umierający maluch jest synem/córką mamy samotnie wychowującej go, – bo zapewne i takie sytuacje się zdarzają. Odejście dziecka jest trudne do zaakceptowania, – czasem latami człowiek nie może się pozbierać po tak bolesnej, niezrozumiałej, „przedwczesnej” stracie. Moim zdaniem, gdyby nie wiara oraz, w pewnym sensie nadzieja, na oglądanie zmarłego smyka w niebie po latach rozłąki, rodzicom nie sposób by było przyjść z pomocą, tak zwaną - konstruktywną, to znaczy taką, która daje pożądane efekty. I właśnie w takiej chwili, jak tamta, gdy małe oczka już na wieki zostaną zamknięte dla ziemi, szybko uciekam na Golgotę, by się tam niejako pokrzepić. Nie myśl sobie, Drogi Czytelniku, że krzywda Pana Jezusa jest dla mnie sama w sobie pocieszeniem, bo nie jest, nikt nie chce patrzeć na upokorzenie innych osób; ukojeniem jest dla mnie mądrość, jaka płynie z tej sytuacji – życie wieczne dla nas, dzieci Pana Boga. Gdy Pan Jezus zamyka oczy na krzyżu, budzi się natychmiast w raju, wita ze swoim ojcem, aniołami, przyjaciółmi, zwolennikami, ze swoją dworską świtą. Pewnie wśród wielu jego znajomych są małe szkraby, które na ziemi były króciutką chwilkę – a teraz na wieki żyją w Krainie Wiecznej Szczęśliwości. Wierzę, że tym maluchom drzwi na oścież otwiera Arkadia Chrystusa, i tylko na nas czekają, aż my zasłużymy na to, by do nich dołączyć. Pan Jezus daje nam znak, że te słoneczka nie umarły – żyją, tylko gdzie indziej – w lepszym, niż my miejscu.

            Pan Jezus z Golgoty umarł po to, by narodzić się mogło wiele małych, słodkich, szczerych, ufnych i niewinnych iskierek, utorował także (tym, które umierają „za wcześnie”)  drogę do raju, króciutką, choć czasem cierniową, aczkolwiek pewną: wierze, że każde dziecko utracone jest małym aniołkiem, który już na zawsze będzie uśmiechnięty, szczęśliwy, spokojny, ufny oraz na wskroś dobry.

            Na świecie musimy się zmagać z innymi odejściami – bardzo bolesnymi, nagłymi, takimi, których nikt się nie spodziewał: ktoś ginie w wypadku samochodowym tudzież lotniczym, dostaje rozległego zawału/wylewu, pęka mu tętniak. W ciągu jednej sekundy zmienia się wszystko – tragedia tylko czeka, by ją skąpać w morzu łez, dusza kłóci się z losem, a człowiek musi się nauczyć żyć w całkiem nowej, okaleczonej rzeczywistości, w rzeczywistości bez ciepła, uśmiechu, dotyku, miłości bliskiego człowieka. Zamiast czułych gestów, prostych, ale jakże ważnych słów pozostaje cisza, tabliczka na grobie i stos wspólnych zdjęć, na których nasz bliski jest szczęśliwy, jest przy nas, razem z nami celebruje ważne chwile z naszego życia…tyle, że to tak niewiele, za mało by ukołysać szalejącą burzę cierpienia, pioruny złości oraz gromy bezsensu.  

            Stojąc nad trumną bliskiej osoby: sąsiada, mamy, taty, brata, siostry, dziadka, babci, przyjaciela jest nam tak niewyobrażenie ciężko, tak źle. Czujemy bezsilność, jesteśmy bezbronni wobec faktu jej odejścia. Nasze serce nie chce zaakceptować tego, że nie usłyszymy od niego nawet jednego słowa! Choć pociesza nas fakt, że przecież już nie cierpi, to egoistycznie chcielibyśmy zachować go jeszcze przy sobie, nawet na kilka dni, na parę chwil, na choćby jedną sekundę. Idziemy w kondukcie żałobnym złamani w pół, przygaszeni, ukradkiem ocieramy łzy z twarzy, a głowie nie umiemy odszukać myśli – potrafimy zlokalizować na naszym ciele tylko ból, rozpacz oraz niezrozumienie. Patrzymy na rodzinę bliskiej nam osoby, na małżonkę, siostrę, potomka i wtedy zastanawiamy się jak ich pocieszyć, nasze współczucie wychodzi przed szereg wszystkiego, co nas łączy z żałobnikami, i chociażby milcząc, przekazujemy im, jak bardzo jest nam przykro.

            W Kościele, podczas mszy świętej, słyszymy smutne pieśni, czujemy zapach kwiatów, widzimy łzy, które płyną po wielu twarzach. A potem, gdy ceremoniał pochówku dopełni się, rozchodzimy się do domu, by dalej żyć. Choć nasz świat bezpowrotnie się zmienił – zabrakło w nim jednego elementu, to jest uśmiechniętej twarzy sąsiada, brata, mamy, taty, siostry – musimy dalej w nim trwać. A wiecie, Drodzy Czytelnicy, po co? Mamy ten smutny, czasem okrutny świat zmieniać na lepsze, nie poddawać się – pomimo wszystko – oraz wypatrywać swojego własnego szczęścia, które zapewni nam udział w uczcie Chrystusa po naszej śmierci!

            Patrzymy na ich ból - jak odchodzą, by na nowo się odrodzić tam, gdzie już nie zapłaczą. Pan Jezus tylko umarł, ona nas nie opuścił! Ten zmarły przecież też nas nie opuścił – tak, jak naszego serca. Żyjemy po to, by go zobaczyć po swojej śmierci, tam gdzie będziemy się śmiali w głos, gdzie nie będziemy się sprzeczać o błahostki, gdzie rozwiążą się wszystkie nasze problemy, ba, nie będziemy pamiętali, że coś takiego jak kłopoty, kiedyś zaprzątały nasze serca oraz umysły, a ciało nasze będzie wolne od wszelakich niedoskonałości!

            Chociaż buntujemy się, nie chcemy pogodzić się ze stratą, to jednak prędzej czy później przychodzi jednak refleksja: tak musiało być!!!! Pan Bóg chciał, by już nie cierpieli. Chce się ich zatrzymać przy sobie jak najdłużej, ale to przecież niemożliwe. Jesteśmy na ziemi tak długo, jak on zechce, później chwyta nas za rękę i mówi: „Chodź, twoje dzieło się dopełniło”!!!!!!!!!!!!!!!

            Ze śmiercią nie wygramy, kiedy więc przychodzi do nas nieproszona, jesteśmy przytłoczeni cierpieniem, które trudno nam znieść, i właśnie wtedy, widzimy nasze błędy bez łusek na oczach – takie, jakie one naprawdę były! Nie usprawiedliwiamy samych siebie, nie opakowujemy swojego zła w kolorowy papier tego, co według nas, nam się należało, – bo to nieprawda, zło nam się nie należy – trudne to do zaakceptowania i do wcielenia w życie: zdeptać swoją własną pychę na drobne kawałki, wyrzucić na wieczne zapomnienie oraz całkowicie się poddać temu, co przyniesie los! Mądrość ta jest bezpośrednią pochodną nauki, którą niosą ze sobą: cierpienie, ból, strata.

            Odszukać Boga, w świecie gdzie jest tak smutno, jest trudno! Gdy anioły zstępują na ziemię, by podarować nam, jak w cudownym pakiecie: miłość, radość, uśmiech, przyjaźń, dziecko, pieniądze, jesteśmy zachwyceni, czujemy Stwórcę tuż obok, otwieramy się na jego miłość. Ale kiedy te same szczęśliwe chwile, ciepło oraz miłość odchodzą, już nie jesteśmy skłonni tak, jak dawniej upatrywać we łzach, ciężkiej chorobie oraz odejściu – Chrystusa! Przecież to takie ludzkie – chęć bycia: radosnym, energicznym, pomysłowym i beztroskim. Gdy wszystko nas boli, jest nam niezwykle trudno silić się na pozytywne myślenie, doszukiwać się plusów naszego życia oraz odejścia bliskiego człowieka – nikt nam nie każe ich sobie stwarzać, mamy czas, by popłakać, pożalić się na miarę naszego cierpienia. Bóg nam nie każe się śmiać… gdy płyną łzy!

            Wierzę, że śmierć chrześcijańska zabija, ale nie unicestwia; podłamuje, ale nie niszczy, prowokuje do łez, ale nie zatapia, powoduje ból, ale nie sprawia, że staje się on nieodłącznym towarzyszem. A ty, Drogi Czytelniku, jak postrzegasz śmierć, odejście? Ze świadomością, iż Chrystus Zmartwychwstały jest dowodem zwycięstwa nad śmiercią będzie nam wszystkim o wiele łatwiej znosić bolesne, aczkolwiek chwilowe rozstania, ponieważ nasi bliscy naprawdę czekają na nas w innym, lepszym świecie. Golgota nie kłamie, jej autentyzm niech będzie dla nas pocieszeniem w chwilach największego załamania.

Z serca pozdrawiam wszystkich Duszkowych Gości

DUSZYCZKA PEREŁKA

Tychy, dn. 22.XI.2010

Wróć do strony głównej
Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Powrót na stronę główną      Info o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.      Legalność materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno jeśli chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - są one wytworem i własnością zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgodą ich twórców.
Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl. Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl
W sprawie treści i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania treści na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl

Valid HTML 4.01 TransitionalValid XHTML 1.0 TransitionalPoprawny CSS!Poprawny CSS!

Copyright (c): Zbigniew Kulesza, Sieradz 2006-2017