Dostrzeganie bliĽnich i odkrywanie warto¶ci. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym ¶wiecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i w±tpi±cych).
Duszek Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, warto¶ci, intencje
DUSZKI.PL
a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-)
Dzisiaj jest: 2017-06-27 22:47:53 Aktualizacja dnia: 2017-06-11 09:39:21
Duszka
MiloscMilosc Gdy oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo chciał(a)by¶ porozmawiać o czym¶ ważnym lub choćby tylko o wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku - od 0 do 201 lat ;-)
Strona główna Teksty i inne Intencje Dla Go¶ci Dla Duszków Poczta Duszków Kontakt i Info
Modlitewnik Archiwum Dodaj intencję Galeria i eKartki O Duszkach Forum Księga Go¶ci
Rocznica 12 lat oficjalnego działania Duszków w dniu 01.11.2017 i 11 lat strony Duszki.pl! (*):-) Serdecznie zapraszamy!
UWAGA! Ten serwis, strona i podstrony mog± używać cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przegl±darki oznacza zgodę na to)!

Rozważania Duszyczki Perełki

Materiały nadesłane przez Duszyczkę Perełkę


MEDJUGORIE – RELACJA Z POBYTU W BO¦NI I HERCEGOWINIE W SIERPNIU 2010 ROKU NA „FESTIWALU MŁODYCH”

Moja droga do Medjugorie

 

         Do Medjugorie trafiłam za spraw± dwóch osób: mojej s±siadki – pilotki pielgrzymek oraz Maryi- naszej kochanej mamy, która zaprosiła mnie do siebie w celu jedynie jej wiadomym. Moje pierwsze uczucia dotycz±ce wyjazdu były…. no cóż – raczej negatywne, gdyż jak się okazało termin pielgrzymki kłócił się z moimi wakacyjnymi planami. Propozycję potraktowałam, więc sceptycznie, ale Matka Boża miała swoje plany, dlatego moje „humory” zignorowała i wręcz nie dała mi dojć do głosu, czy podoba mi się pomysł spędzenia wakacji w Boni i Hercegowinie, czy też mi się nie podoba. Entuzjazm s±siadki kompletnie do mnie nie docierał, podczas gdy ona z wielk± ekspresj± opowiadała mi o cudach, jakie dziej± się w Medjugorie ja grzecznie, aczkolwiek zimno, słuchałam jej wywodu – nie rozumiałam jej werwy i zapału. Jednakowo nie mogłam powiedzieć „nie”, tak jakby Maryja zwi±zała mi język i kazała siedzieć cicho, pomimo wewnętrznego sprzeciwu. Zapisałam się na listę uczestników i właciwie nie oczekiwałam wiele. „Wyjazd, jak wyjazd”- pomylałam sobie, ale skoro się już zgodziłam, nie mogę się wycofać. Również, niemal „sił±”, na listę uczestników pielgrzymki została wpisana moja przyjaciółka, która… miała jeszcze mniej serca do wyjazdu, niż ja. Pewnego dnia nawet oznajmiła mi: „Jaka tam pielgrzymka, nie jest szczytem moich marzeń”. Jak się potem okazało, spotkało j± tam tak wielkie dobro, które całkowicie przewyższało jej wyobraĽnie szczytu, na który może się wdrapać, a stało się to za przyczyn± Gospy.  Już nigdy więcej nie powie, że Medjugorie, to co mniej niż wycieczka All inclusive – to co znacznie większego, piękniejszego.

         Podróż była długa i męcz±ca. Autokar niby jechał szybko, ale mnie się zdawało, jakby ledwo, co sun±ł się przez autostradę; czułam się tak, jakby zegarek uparł się, i nie chciał przesuwać się do przodu, a w momentach kryzysowych byłam skłonna uznać, że się cofał. Bolały mnie chyba wszystkie mię¶nie, nogi dostawały skurczów od niewygodnej pozycji, do tego miałymy z przyjaciółk± dwa najgorsze miejsca – z tyłu, przy oknie. Jak lwy w przyciasnej klatce (albo raczej lwi±tka, bo ani ja, ani moja Izabelka nie mamy walecznych charakterów – do lwa więc, porównać się nas nie daJ) próbowałymy dzielnie znosić długie godziny w autokarze. Podróż zdawała się nie mieć końca. Przynajmniej widoki były cudne: góry, liczny krajobraz, wiejskie klimaty, a to wszystko tonęło w ogromie zieleni – widok za oknem uspokajał, i aż się prosił, by jego widownia poddała się refleksji. PóĽniej, rozpieszczone od koloru nadziei oko, mogło się nacieszyć skalistymi wzgórzami; choć te obrazki stworzone przez naturę nie były tak barwne, to zachwycały tak samo, jak poprzednie. Tuż przed Boni± i Hercegowin±, co napawało mnie wcale nie małym lękiem, były prawdziwe serpentyny górskie. Jazda ci±gle jak na karuzeli mogła doprowadzić do przypieszonego bicia serca, co bardziej strachliwych (czyt. mnie). PóĽniej zd±żyłam się przyzwyczaić do tej atrakcji. Zdałam się na pomoc mojego Anioła Stróża – a niech się chłopak martwi, a co! W końcu taka jego rola, nieprawdaż?

 

         Nasza kochana mama uwielbia listy

 

         List to - pierwsza rzecz, jak± uczyniłam, kiedy znalazłam się w Medjugorie, pierwsza dawka maminej miłoci, która leczyła moje zranione serce Dziecka Bożego. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, jak wielk± moc ma to miejsce, w którym jestem, nie miałam wiadomoci, że Maryja naprawdę jest tam obecna i pomaga. A więc, wzięłam długopis w dłoń i wypisałam wszystkie moje żale, proby i sprawy, którymi chciałam się z nasz± niebiańsk± mam± podzielić. List trafił do jej r±k, a moje nogi zawędrowały mnie do Sakramentu Pokuty. Po spotkaniu z Chrystusem, jego miłosierdziem, m±droci± i łagodnoci± zdjęłam kolczast±, widzian± oczami mej duszy szatę i dopiero wtedy rozpoczęła się właciwa czę¶ć mojej przygody w Boni i Hercegowinie. To zadziwiaj±ce, ale…przestało boleć. Tak, jakby Pan Jezus zaaplikował mi rodek przeciwbólowy i pozwolił czerpać całymi garciami z piękna, które rozlewa się wszędzie za przyczyn± jego przecudownej mamy; czerpać, sfotografować sercem dobroć, pokój, słodycz, radoć, lekkoć, spontaniczny miech, zabrać je ze sob± do Polski i wykorzystywać w chwilach największych prób, które przecież nie skończyły się.

 

BOSA WĘDRÓWKA PO POMOC NIEBA

         Obowi±zkiem”, każdego pielgrzyma, jest wejć na dwie góry w Medjugorie: Podbro oraz KriĽevac. Inaczej, to jest bez tych dwóch punktów programu, pielgrzymka jest, moim zdaniem, niepełna, okradziona z cennego dowiadczenia. Na Kriżowac odmawia się Drogę Krzyżow±, na Podbro - Różaniec. Kamieniste wzgórza pokryte piaskiem koloru mleczno czekoladowego zapraszaj± do wspólnej modlitwy. Jeli pielgrzymi w swych sercach przynieli Matce Bożej naprawdę trudne sprawy, które to sprawy sprawiaj± im ból (a w ziemskim rozumieniu należ± do kategorii tak zwanych „beznadziejnych”) mog± na wymienione wyżej góry wchodzić boso. Jest to zabieg nader trudny, małe kamyczki wbijaj± się w stopy, upał daje się we znaki, pot leje się strumieniami…, ale gdy dojdziemy do celu i przetrzemy nogi mokr± szmatk± s± czyste – nie ma na nich ani jednej rany! Gdyby kto zechciał tak zwyczajnie, dla kaprysu wejć na wzgórze boso, nie wiem, czy wyszedł by z tej próby cały. Ale przecież kto się nami wtedy opiekuje…jak więc może nam się stać krzywdaJ.

         Kriżowac to zadanie dla wytrwałych. Razem z koleżank±, która - podobnie jak ja - zdecydowała się na bose wchodzenie na t± górę, wzywałymy pomocy nieba – ja moje kochane aniołki, ona wszystkich więtych. Pomimo trudnoci (mocno doskwieraj±cego upału, naprawdę ostrych kamieni, tłoku) nie chciałymy się poddać, przynajmniej ja nie chciałam, gdyż nie wchodziłam dla siebie – tylko dla kogo bliskiego.

         Najpiękniejszy moment to chwila wejcia na szczyt – zwycięstwo, pokonanie własnych słaboci, wygrana walka z sam± sob± oraz z klimatem, który dla osoby z Polski może być męcz±cy, a nade wszystko zadowolona mama – ta ostatnia konsekwencja chyba najpiękniejsza. Wierzę, że Maryja jest z nas dumna, gdy podjęty wysiłek procentuje w postaci dobrze wykonanego zadania, a nam, to znaczy: mnie, mojej koleżance udało się!

 

 

Na frasunek najlepsza mamina pociecha

 

         Choć było mi lekko i przyjemnie, nie wiedziałam, jak w pełni oddać się pielgrzymce, nie myl±c przy tym o kłopotach, jakie pozostały w Polsce. Jednak, gdy co aż nadto zaprz±tało moj± głowę, kochana mama wynajdywała odpowiedĽ na nurtuj±ce mnie pytaniaJ. Żyć, nie umierać z takim wsparciem!

         Zwłaszcza, jeli wsparcie bardzo dobrze nas zna, kiedy wie, co w danej chwili jest nam potrzebne, i nie gniewa się, kiedy wszystko jest nie tak, jakby sobie tego życzyła.

 

Ramiona kochanej mamy

         Podczas pielgrzymki, krótko po spacerze na Podbro – bosym spacerze – poszlimy wszyscy do Wspólnoty Błogosławieństw, by zawierzyć swoje życie Matce Bożej. Najpierw wysłuchalimy wiadectwa siostry Barbary, następnie wspólnie odczytalimy tekst zawierzenia, wreszcie każdy indywidualnie podchodził do figurki Matki Bożej (figurki były dwie, st±d też ustawił się dwie kolejki).

         Podczas zawierzenie Maryi czułam ciepło, matczyn± miłoć, ogromn± siłę. Chwyciłam j± za rękę, a w mej duszy panował spokój, którego żadne słowa nie s± w stanie opisać. Tęsknie za t± czyst± miłoci±, niezwykle trudno mi przyj±ć krytykę przeciwników Medjugorie, a słowa pełne jadu niszcz± nieżnobiały obraz religijnych przeżyć. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie możemy się poczuć jak dzieci, które z ufnoci± przychodz± do rodziców i tul±c się do ich piersi, wypełniaj± ich wolę. Maryja kocha nas gor±c± miłoci± i tak wiele daje tym, którzy chc± się otworzyć na jej opiekę.

 

 

Gdzie się schowała ta maleńka miłoć?

 

         Włanie tej maleńkiej miłoci brakuje mi najbardziej, a szczególnie pewnoci, że moja i wasza wspaniała mama kocha ponad życie każdego z nas z osoba i wszystkich razemJ. Gdy jaki grzesznik, zaprawiony w swych złych uczynkach czyta mój artykuł myli sobie: „To nie o mnie mowa”. Nic bardziej mylnego. Parafrazuj±c słowa Jana Pawła II grzech i nasza niedoskonałoć to zbyt małe argumenty dla naszych boskich rodziców, by przestać kochać.

         W zamian za niezliczone zdroje łask Maryja prosi nas o: post w rody oraz  w pi±tki, codzienn± eucharystię (w miarę możliwoci), spowiedĽ więt±, Różaniec oraz o lekturę Pisma ¦więtego.

 

Pokój wymieniony przez wszystkie przypadki

 

         W Medjugorie panuje pokój, nie słychać kłótni, ostrej wymiany myli, k±¶liwej krytyki ani awantur. Id±c ulic± można się spotkać, całkiem przypadkiem i niespodziewanie, z umiechem kompletnie obcej osoby, która być może mówi w innym języku. Tak powinno być – nie ma skuteczniejszego lekarstwa dla zbolałej duszy od umiechu, życzliwoci, empatii i spokoju.

         Przebywaj±c na tamtej, rozsławionej na cały wiat ziemi, czułam się naprawdę wolna, gotowa na przyjęcie miłoci, która płynie prosto z nieba. Problemy codziennoci oddaliły się na dalszy plan, liczył się tylko duchowy wzrost! Miałam wrażenie, jakby Maryja cały czas pilnowała, by nie wydarzyło się jej dzieciom nic złego. Czę¶ciej się umiechałam, ba, nawet byłam szczere rozbawiona różnymi drobnostkami – po trudach, jakie przeszłam, urastały one do rangi cudów – tak, moi kochani czytelnicy – malutkie cudeńka szczerze cieszyły moje serce, a ich przyczyn± był wielki cud – miłoć kochanej mamy!

        

Msza więta - niecodzienna

 

                  Z mszy więtej w Medjugorię zapamiętałam goł±bka – szarego, licznego ptaszka, oraz ciepł±, żyw± siostrę ze Wspólnoty Błogosławieństw, która na scenie ołtarza polowego tańczyła (podczas eucharystii), a zgromadzeni powtarzali za ni± prezentowany układ. Oczywicie w tłumie wiernych znajdowali się tancerze o różnym poczuciu rytmu, ruchowej pamięci i zgrabnoci - dlatego być może choreograficznie nie wygl±dało to najlepiej, ale ileż było w tym radoci. Jeszcze dzisiaj, pisz±c artykuł, moje serce rwie się do tańca, choć obrazek mszy jest tylko obecny w mojej wyobraĽni.

         Goł±bek pokoju towarzyszył każdej mszy więtej. Gdy próbuję wspomnieniami wrócić do tamtych chwil, na plan pierwszy wysuwa się włanie ten ptak. I co zadziwiaj±ce, zachwyca mnie jego piękno, gładkoć, łagodnoć i niesamowita siła zarazem. Zrywał się wtedy wiatr a goł±bek lekki i radosny fruwał wysoko, aż ponad wieżę medjugorskiej parafii. Patrz±c na niego serce się zatrzymywało w piersi, ulatywały złe, niechciane emocje, tak jakby szatan w ogóle nie istniał, na t± krótk± chwilę był tylko Pan Bóg i Jego miłoć, lucyfer tym razem nie mógł włoż swego długiego nosa w nasze relacje, to znaczy moje i Najwyższego.

         Pamiętam również t± czyst± radoć, któr± chciałoby się zamkn±ć w kryształowej, hermetycznej kuli i czerpać choć promyczki jej blasku, ogrzewać się chociaż jej cieniem i mówić do wiata" "Patrzcie, tutaj jej nasza mama"; wzi±ć do ręki to ciepło i rozdawać go każdej napotkanej osobie, szczególnie tej, która przeżywa trudne chwile, kryzys wiary czy aż po uszy jest zatopiona w bólu, który zadaj± jej inni ludzie.  Dalej widać urocze, w±skie uliczki, które ton± w morzu dewocjonaliów, zachwycaj± umiechniętych przechodniów i bij± cudownym blaskiem, podobnym do niebiańskiego blasku. I tylko dwa najważniejsze słowa spaceruj± ramię w ramię z zaproszonymi dziećmi Maryi: Mamo kocham.

            Gdy byłam na mszy więtej, wiatr tak delikatnie otulał moje sumienie, tak lekko stukał do mojego serca, był tak czysty nieskazitelny, niemy, aczkolwiek wymowny: to w ciszy mówił do mnie Pan Jezus. Czułam, że jestem taka sama, jak inni. Maryja mnie kocha, Maryja mnie słucha, Maryja mi pomoże. Jestem takim samym dzieckiem, jak każdy. "Przyjechała tutaj! To nie przypadek!” – tak powiedział do mnie pewien kleryk, i chyba miał racjęJ.

         Moment podania wiernym chleba eucharystycznego, jest chwil± doniosł±, nader oryginaln±, wymagaj±c± dobrej organizacji oraz zdyscyplinowania wszystkich zaproszonych na ucztę Jezusa. Gdy patrzyłam na kapłanów, widziałam w oczach niektórych z nich radoć – nieli przecież Chrystusa, do tak wielkiej liczby osób. Jak się nie cieszyć, kiedy Pan Jezus idzie, jak się nie umiechać, gdy za sekundę niewyobrażalnie wielka miłoć wniknie do serca bliĽniego? Nios±c kielich, jeden ksi±dz aż podskoczył – jakie to było piękne! Cudowny to był widok, kiedy mnóstwo księży rozchodziło się wraz z kielichem w ręku po wszystkich stronach ołtarza polowego, wodzeni ręk± kapłana – przewodnika, który niczym policjant na skrzyżowaniu, mówił gdzie konkretnie maj± się, udać. Tylko tutaj osob± kieruj±c±, to właciw±, był Jezus Chrystus, a miejscem docelowym serce człowieka.

 

 

KIELICH PEŁEN MIŁO¦CI

 

         Gdy pewnego razu podeszłam do Komunii ¦więtej, zobaczyłam nieżnobiały, równo ułożony stos Hostii i złoty kielich – czyli to, co każdy zaproszony na ucztę Pana Jezusa widzi, gdy kieruje się w stronę kapłana. Ale ja poczułam wtedy co nadzwyczajnego. Biło z tej Hostii tak ogromne ciepło, spokój, gor±ca miłoć – wszystko, za czym człowiek tęskni każdego niemalże dnia swojego życia, za niekłaman±, niczym nie wymuszon±, nie udawan± miłoci±, która nigdy nie zmienia swoich pogl±dów, nigdy nas nie wyrzuci, nigdy nie zostawi.

 

Nieproszony goć na adoracji

 

         W Medjugorie byłam wiadkiem opętania. Podczas jego trwania czułam spokój - to był znak, że demony nie docieraj± do Pan Jezusa, w niebie, zatem demonów nie będzie: ani tych rzeczywistych, ani tych, które wytworzyły nasze złe uczynki. Ryk, jaki wydobywa się z duszy opętanej jest nie do opisania, poród ciszy krzyczy zło, które dopomina się o swoj± ofiarę, o swojego człowieka. A Pan Jezus nie walczy, tylko spokojnie, każdemu daje swoj± miłoć. W momencie łaski uwiecaj±cej jestemy przytuleni do Pana Jezusa, trzyma nas mocno przy sobie – tak, jakby usilnie starał się nas zapewnić, że tylko on jest w stanie zapewnić nam pełnię spokoju!

         Nie chcę, by wypadło to doć lekceważ±co, ale… gdy na własne oczy zobaczyłymy opętanego człowieka, razem z przyjaciółk±, po tym jak pomodliłymy się za jego duszę – poszłymy na lody! Czułymy obydwie niewypowiedzialny spokój, nie bałymy się, jednakże było to trudne przeżycie, bardzo obci±żaj±ce psychicznie – z piekłem naprawdę nie ma żartów!

         Tego dnia ja, Iza oraz nasza współlokatorka – wszystkie trzy, obudziłymy się po godzinie 2 w nocy, a ja z zaciniętym gardłem spytałam, czy to nie przypadkiem 3… godzina demonów! To było koszmarne przeżycie, miałymy wrażenie, że zło chce nas ukarać, że byłymy jego przypadkow± widowni±. Nie polecam nikomu zetkn±ć się twarz± w twarz z demonem lub chociażby usłyszeć jego głos – pamiętajcie w takich momentach, że jest Pan Jezus!

 

 

Serce na dłoni

         Maryja jest ciepła, cicha, pokorna i taka dobra. Kocha, czy kto jest zainteresowany jej miłoci±, czy też nie.

         Do Maryi można podejć jak do najbardziej zaufanej osoby na wiecie, jak do wyrozumiałego przyjaciela i powiedzieć, co nas boli, co nas niszczy, o czym marzymy. Ponieważ to ona opiekuje się pielgrzymami z Medjugorie, przebywaj±c na tej ziemi człowiek czuje się tak, jakby dotkn±ł skrawka nieba. Tam kłopoty nie istniej±, wszyscy się umiechaj±, a człowiek ma dwa razy więcej energii oraz potrójn± dawkę optymizmu. Z dnia na dzień przybywa spokoju, ubywa trosk, buzia nie przestaje się miać. Wierzy się, że można dokonać wszystkiego. Co więcej, tęskni się za Medjugorie jeszcze za nim się odjedzie.     

         Ramiona czułej, kochaj±cej mamy otaczaj± nas zewsz±d – jak więc, nie wierzyć, że Pan Bóg jest naprawdę dobry? To dar, czysty, bezinteresowny – prosto z niebios. Maryja jest już wród aniołów, ale jej wzrok wci±ż jest skierowany w stronę ziemskich „przybranych” latoroli. Jej miłoć jest niewyobrażenie piękna – i taka niezrozumiała! Ona nie musi kochać nas „aż tak”; jakież ona ma wielkie serce! Ta jej miłoć jest słodka, prawdziwa, jedyna, ona nie kocha nas, by „co” z tego mieć – kocha dla samego piękna i przejrzystoci kochania. Roztacza swój parasol ochronny przed siłami zła, wsłuchuje się w miarowy stukot naszego serca, goi najgłębsze rany, jakie mamy w rodku, kibicuje nam, słucha, uspokaja, łagodzi konflikty. Jej dotyk jest jak czysty brylant a uczucie i szata jak± wkłada nam na duszę jest utkana przez same anioły – ta tkanina nas otula, ogrzewa chwilkę, następnie tak wystrojeni w mamine szaty możemy dalej ić przez życie. Jest nasz± ostoj±, opok±, nasz± orędowniczk± i ona tak cudownie uspokaja – nie gniewa się na nas – tylko kocha. Wizyta u Maryi to dawka optymizmu, potężny zastrzyk niebiańskiej miłoci.

 

 

 

Mamine zupełnie (nie) przypadkowe niespodzianki

 

         Każdy z nas potrzebuje duchowej strawy, nakarmić się takim słowem, które akurat do nas trafia, nabrać sił, i tak syty ić dalej przez życie z własn± przeszłoci±, kompleksami, grzechami i krytyk± otoczenia. Tak było w przypadku mojej przyjaciółki – osoby niepełnosprawnej, która wstydziła się własnego, całkiem oryginalnego wygl±du r±k i nóg. Nie pomagał fakt, że ma przyjaciół, którzy kochaj± j± pomimo wszystko i ponad wszystko. Żenuj±ce spotkania z zachłannym wzrokiem nieznajomych przechodniów, wygrywały ze zdrowym rozs±dkiem i podawanymi ze szczerego serca argumentami przyjaciół. Ale wszystko minęło, jakby ręk± odj±ł, kiedy to swoje wiadectwo przedstawiła dziewczynka… z tym samym schorzeniem, co moja serdeczna przyjaciółka. Niepełnosprawnoć nie przeszkodziła jej w staniu sięwiatowej sławy pianistk±, która wygrywa trudny utwór muzyczny – bodajże Chopina- zupełnie tak jak genialny wirtuoz, z niebywał± lekkoci± i radoci±J Moja przyjaciółka słuchała tego wiadectwa jak zaczarowana, i jestem pewna, że w końcu zobaczyła siebie tak, jak ja j± widzę: słodk±, aczkolwiek czupurn± dziewczynę, o niebywałej sile, z monstrualnym apetytem na słodycze i inne pysznoci, niepoprawn± optymistkę, która wierzy w siebie, w swoje możliwoci i ma nadzieję na lepsz± przyszłoć. Co zadziwiaj±ce dla nas, maluczkich, ale na pewno nie dla niebiańskiej mamy, wiadectwo owej niepełnosprawnej dziewczynki, było pierwszym tego typu, od momentu pierwszego objawienia. Maryja chciała, by Iza tam pojechała i wysłuchała włanie tej historii..., a wcale nie było takie oczywiste, że jej wysłucha, znów nasza mamusia musiała zainterweniować. Cała wycieczka została w pensjonacie, żeby odpocz±ć po trudach pielgrzymowania, a ja, moja przyjaciółka i dwie inne panie zostałymy odwiezione na festiwal. I również wtedy, nie wiedzieć, czemu, Iza właciwie wbrew swojej woli zaprowadzona została na miejsce swego przeznaczenia. Równie zmęczona, co nasi towarzysze, z zaciniętymi zębami oznajmiła, że jutro ona odpoczywa i nie rusza się na krok z miejsca zamieszkania. Spuciłam na t± jej wypowiedĽ - najbezpieczniejsz± w tej sytuacji - kotarę milczenia i pojechałymy na wiadectwo. Poszłymy w to samo miejsce, co zwykle. Rozłożyłymy swoje rzeczy, po czym Iza założyła słuchawki na uszy[1] i zaczęła słuchać wiadectwa, natomiast ja poszłam pozałatwiać bież±ce sprawy (już nie pamiętam, po co się oddaliłam, albo udałam się po wodę, albo do toalety, co zreszt± nie jest istotne). Gdy już zjawiłam się z powrotem, zobaczyłam Izę zasłuchan± w opowieć chińskiej dziewczynki, z tym samym schorzeniem, co ona. Widziałam jej błysk w oku, podziw dla niepełnosprawnej pianistki i co jeszcze – ulgę dla niej samej, dumę z faktu, że z takim schorzeniem jak ona, można przenosić góry i stać się naprawdę wyj±tkowym człowiekiem, odnosz±cym sukcesy, kochanym, szanowanym i podziwianym przez otoczenie.

         Mnie osobicie rozbawił i wzruszył obrazek księży, którzy na ołtarzu podnosili się z krzeseł, by upewnić się, że ta niepełnosprawna dziewczynka, która ma tylko dwa palce u jednej oraz dwa palce u drugiej ręki, może grać trudny utwór muzyczny, i to bez większego wysiłku! To było komiczne, głowy konsekrowanych były wydłużone do granic możliwoci, pochylone pod k±tem 60 stopni, a oczy z zaciekawieniem wpatrywały się w poczynania młodej, genialnej i sympatycznej wirtuozki. Jej niepełnosprawnoć nie miała znaczenia, odchodziła na dalszy plan, słychać było tylko jej grę. A ja widziałam umiechnięt±, spokojn±, moj± kochan± Izabelkę, która z uczuciem ulgi i niekłamanego szczę¶cia przypatrywała się pianistce. Mylę, że zapamięta to wydarzenie na bardzo długi czas. Tego dnia ja również dostałam znak od Gospy, tylko, że cichutki, słyszany w moim sercu, który jestem pewna, kiedy się spełni – oby tak było.

         Z tego dnia zapamiętam na długo jeszcze jedn± rzecz – moja kochana Izabelka, cud w moim życiu, który to cud pretenduje do roli przyjaciółki na całe życie, została dotknięta w sposób namacalny pomoc± niebios! Wtedy zrozumiała, że kochać i być kochanym, to otwierać swoje serce na bliĽniego – nie potrzebuje chirurga plastycznego, żeby być ważna, wyj±tkowa oraz kochana! Dotyczy to każdej osoby niepełnosprawnej, nie tylko mojej IzabelkiJ Pomylcie o tym, gdy będzie wam Ľle: mama was naprawdę, szczerze kocha!

 

 

Gdybym tylko mogła zostać

 

            Przyszedł czas, kiedy trzeba było odjechać. Tylko serce moje wołało jak szalone: "Mamo, ja chcę tu zostać, to tutaj, w twoich bezpiecznych ramionach jest mój dom, nie chcę wracać, bo jest mi dobrze tutaj. A gdzie, w głębi duszy słychać słodki głos: "Czekam tu na Ciebie. Ale proszę o jedno. PrzyprowadĽ do mnie moje dzieci, bo chcę im pomóc tak, jak tobie".

             Szybkie tempo, nadmiar wrażeń, natłok myli, 1000 powodów do zmęczenia..., a w sercu radoć. Gdyby kto mi powiedział, bym tam została, zgodziłabym się bez wahania. Pragnę pojechać do Medjugorie za rok, dwa, trzy, za 10 lat...dopóki wiatełko mojego życia nie zganie.

            Skoro tam jest tak cudownie, jak pięknie musi być w niebie? Kto tam ma być, ten przybędzie – nieważne, jakie ma przeszkody do pokonania na drodze do celu. Choćby Maryja miała Was wzi±ć na ręce i zanieć czy wystrzelić z procy - przyjdziecie w jej skromne progi, a wtedy wiat nabierze kolorów. Tak czyste ciepło nie może pochodzić od lucyfera, bo on by tego ciepła nie był w stanie znieć i takiego ogromu dobra.

         Maryja zna każdy stukot naszego serca, każdy niespokojny głos, każde tętno, które bije przepełnione bólem. Ona łata serca, rozwi±zuje problemy, które nas trapi±, nie pozwala się smucić, nie każe o sobie mylĽle – w końcu jestemy u mamy, więc trzeba się zachowywać jak przykładne dziecięJ. To co boli – boleć przestaje, to co powoduje, że mylimy o sobie Ľłe – ulatuje z naszego umysłu i znika na czas pielgrzymki, a jeli nawet się odzywa, Maryja szybko przegania to, co negatywne, albo tak nas zajmuje, że nie mamy czasu myleć o kłopotach. Wiem, co więcej, jestem o tym niemal przekonana, że Maryja jest naprawdę obecna w tym magicznym miejscu. Jedno wydarzenie, to może być zbieg okolicznoci, ale taka religijna „fatamorgana nie mogłaby trwać w nieskończonoć.

          

UWAGI KOŃCOWE

 

         Medjugorie to miejsce, do którego warto pojechać, by duchowo wzrastać. Choć Maryja jest królow± nieba, jest bardziej pokorna, niż my wszyscy razem wzięci – idealna miłoć i człowiek pełen czułoci: dwa lekarstwa w jednej osobie na całe zło wiata.

         Kociół nie zatwierdził objawień w Medjuorie, nie mogę więc napisać, że ona tam jest, ale napisałam wam to, co czułam – wszystkie moje przeżycia s± autentyczne, nie zmyliłam sobie ich. A ponieważ s± to pozytywne przeżycia, nie mam podstaw s±dzić, że nie pochodz± od Pana Boga.

         Póki, co ogrzewam się w cieple wspomnień i idę dalej do przodu, pomimo, że nie jest mi łatwo, tak jak wielu osobom.

Duszyczka Perełka

 

Wróć do strony głównej
Dostrzeganie bliĽnich i odkrywanie warto¶ci. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym ¶wiecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i w±tpi±cych).
Powrót na stronę główn±      Info o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.      Legalno¶ć materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno je¶li chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - s± one wytworem i własno¶ci± zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgod± ich twórców.
Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl. Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl
W sprawie tre¶ci i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania tre¶ci na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl

Valid HTML 4.01 TransitionalValid XHTML 1.0 TransitionalPoprawny CSS!Poprawny CSS!

Copyright (c): Zbigniew Kulesza, Sieradz 2006-2017