Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Duszek Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, wartości, intencje
DUSZKI.PL
a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-)
Dzisiaj jest: 2017-07-29 13:46:38 Aktualizacja dnia: 2017-07-10 14:49:04
Duszka
MiloscMilosc Gdy oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo chciał(a)byś porozmawiać o czymś ważnym lub choćby tylko o wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku - od 0 do 201 lat ;-)
Strona główna Teksty i inne Intencje Dla Gości Dla Duszków Poczta Duszków Kontakt i Info
Modlitewnik Archiwum Dodaj intencję Galeria i eKartki O Duszkach Forum Księga Gości
Rocznica 12 lat oficjalnego działania Duszków w dniu 01.11.2017 i 11 lat strony Duszki.pl! (*):-) Serdecznie zapraszamy!
UWAGA! Ten serwis, strona i podstrony mogą używać cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)!


NIEDZWIADEK I JEGO CHORY TATA

Niedźwiadek Tomek siedział w swoim pokoju i cichutko płakał. Było mu bardzo smutno. Wspominał swoje urodziny, które obchodził dwa lata wcześniej. Były to ostatnie, tak szczęśliwe chwile w jego życiu. Był tort, świeczki, pyszne lody oraz grono znajomych.

Tata przyniósł mu wspaniały prezent – żółte rolki, o których Tomek marzył od dawna. Gdy niedźwiadek zobaczył swego ojca w progu domu, z radości aż zapiszczał. Od razu wybrał się na przejażdżkę. Bawił się, śmiał i żartował z najbliższymi znajomymi. Do uroczych figli przyłączyli się również jego rodzice. Było mu tak lekko i przyjemnie, jakby nad jego główką świeciło piękne, cytrynowe słoneczko, a mały aniołek siedział mu cały czas na ramieniu i pilnował, by nic złego mu się nie przydarzyło. Cieszył się, że ma tak wspaniałe życie.

Po skończonym przyjęciu odprowadził swych przyjaciół do domu, po czym wrócił, by w ramionach rodziców usnąć i w spokoju przeżyć ostatnie chwile, jako przemiły solenizant.

Położył się do łóżka, przykrył puchatą kołderką i poczuł wilgotne wargi ojca na mięciutkim pyszczku.

- Dobranoc, synku. Niech ci się przyśnią aniołki. Kolorowych snów, moje słoneczko.

Po tych słowach zgasił światło i wyszedł.

Na to wspomnienie, po pyszczku niedźwiadka znów popłynęły łzy. Tak bardzo tęsknił za zdrowym tatą, że serduszko bolało go mocno. Gdyby mógł cofnąć czas, chętnie wrócił by to chwil, w których jego tata śmieje się, żartuje, pomaga mu przy odrabianiu lekcji i gra z nim w piłkę. Niestety, nie był czarodziejem, który siłą woli przesuwa wskazówki zegara w miejsce, które sobie wybierze. Jedyne, co mógł zrobić, to płakać cichutko w kąciku i mieć nadzieję, że jego tata wyzdrowieje.

Niedźwiedź Jan, krótko po urodzinach swego synka bardzo poważnie zachorował. Nikt nie wiedział do końca, co mu dolega. Wszyscy lekarze opiekowali się nim bardzo troskliwie, jednak nie umieli odpowiedzieć, dlaczego nie może się obudzić i wrócić do naszego świata.

Na początku Tomek miał nadzieję, że jego tata wyzdrowieje. Codziennie po szkole przychodził do szpitala, by posiedzieć przy jego łóżku, potrzymać go za łapkę. Pocieszał go, opowiadał dowcipy. Starał się mieć jak najlepsze oceny, by tata, gdy się obudzi, mógł być z niego bardzo dumny. Niestety, nic nie ulegało poprawie.

Niedźwiadek był bardzo rozczarowany. Nie mógł jeść, nic go nie cieszyło. Przestał spotykać się z przyjaciółmi, chodził na przerwach smutny. W domu, gdy nikt nie patrzył, cichutko płakał. A serduszko coraz bardziej go bolało. Myślał, że jego tata już go nie kocha i dlatego nie chce się obudzić.

Na początku Tomka otaczali wierni znajomi. Pocieszali załamanego zwierzaka, przynosili cukierki. Przychodzili na herbatę, by posiedzieć i wypełnić pustkę po chorym Janie. Niestety, po pewnym czasie koledzy/koleżanki, zmęczeni przedłużającą się chorobą jego taty, przestali składać mu miłe wizyty.

Jedyną osobą, która pozostała przy niedźwiadku, był jego wierny przyjaciel, ciepły stworek imieniem Ptysiaczek.[1]

Codziennie około godziny 18.00 przynosił jakiś smakołyk. Siadali obaj w kuchni i pili herbatę. Czasem rozmawiali, czasem płakali, a innym razem milczeli.

Ptysiaczek był bardzo cierpliwy. Z ogromnym spokojem znosił humory swego przyjaciela. Nawet gdy on wyrzucał go, przeklinał, ten następnego dnia zawsze wracał, bo wiedział, że to ogromny ból z powodu choroby taty sprawia, że Tomek ma zły nastrój. Miał nadzieję i był cały czas przy swoim przyjacielu. Wierzył nawet wtedy, gdy niedźwiadek myślał, że już nic nie uratuje jego taty.

Mama Tomka również była bardzo smutna i zmęczona z powody choroby męża. Coraz mniej czasu poświęcała swojemu synkowi, nie pytała, jak sobie radzi w szkole. Już nie przytulała go przed snem ani nie czytała mu bajek na dobranoc, bo była zbyt zmęczona i przygnębiona.

Bardzo cierpiała z powodu tragedii, jaka się jej przydarzyła. Przyjaciółki, które kiedyś miała, odeszły od niej. Nie przychodziły na kawę, nie pytały, jak się czuje, ponieważ życie niedźwiedzicy nagle przestało być wesołe i kolorowe. Nie miała komu opowiedzieć o swoich uczuciach. Tak więc zajęta swoimi problemami, nie zwracała uwagi na swego synka, który cierpiał coraz bardziej, bo mama zupełnie nieświadomie, zostawiła go z problemami, z którymi on nie mógł sobie poradzić, bo był po prostu za mały.

Na szczęście był przy nim wierny, cierpliwy, oddany Ptysiaczek. Zawsze mógł mu opowiedzieć, jak minął dzień, co czuje i jak postępuje leczenie taty. W tych trudnych dla niego chwilach był nieocenionym wsparciem.

Niestety, niedźwiadek pogrążony w coraz większym smutku nie zwracał uwagi na swego przyjaciela. Złościł się na niego i nie chciał zrozumieć, że jego przyjaciela ta sytuacja boli równie mocno. Nie potrafił docenić, jakim jest szczęściarzem, bo jest przy nim ktoś, kto go nie zostawi i zawsze wesprze w potrzebie, jeśli nie radą, to chociaż samą obecnością.

W pewnym momencie niedźwiadek doszedł do wniosku, że choroba taty - to kara za jego wcześniejsze winy. Coraz częściej płakał, przestał mieć nadzieję, a smutek był głównym elementem jego życia.

Mimo wszystko, Ptysiaczek był. Coraz smutniejszy, zrezygnowany, zmęczony zachowaniem swojego przyjaciela. Codzienny rytuał picia herbaty stał się dla ciepłego stworka przykrym obowiązkiem. Ale nie poddawał się. Postanowił być przy swoim przyjacielu, więc nie zamierzał rezygnować, z podjętej według niego, słusznej decyzji.

Niedźwiadek tymczasem myślał, że świat kręci się wokół niego i jego cierpienia. Za swoje nieszczęście obwiniał wszystkich. Jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Często się złościł, nawet na nieznajome zwierzątka. Robił swoim szkolnym kolegom brzydkie kawały, dostawał coraz gorsze oceny. Doszedł do wniosku, że nie warto się starać, bo i tak nikt nie interesuje się jego sukcesami.

Żył sobie tak kilka miesięcy pogrążony w coraz większym przygnębieniu. Ranił inne zwierzątka, a najgorsze było to, że największy ból sprawiał tym, którzy kochali go najmocniej.

Pewnego wieczoru, gdy leżał w łóżku i zalewał się morzem łez, podleciała pod jego dom mała sikorka. Zastukała dzióbkiem w szybę dając mu znak, by otworzył okno.

Niedźwiadek zaskoczony tym, że ktoś patrzy, jak on cierpi, fuknął niechętnie w stronę ptaszka, odwrócił się do niego pleckami, tak, jakby układał się do snu i cicho czekał, aż sobie poleci.

Sikorka jednak nie dawała za wygraną. Z całej siły stukała w okna i trzepotała mocno skrzydełkami, by niedźwiadek wpuścił ją do środka.

Zwierzątko na próżno próbowało zignorować nadgorliwego ptaszka. W końcu niedźwiadek wstał, otworzył okno, pobiegł z powrotem do łóżka i okrył się kołderką po sam nosek.

Sikorka rzekła na głos:

-Wstawaj. Musimy porozmawiać. Twoje zachowanie jest okropne. Jeśli nie zmienisz swojego postępowania, stracisz jeszcze więcej, niż do tej pory.

Tomka tak zaciekawiły i jednocześnie zdenerwowały słowa sikorki, że postanowił posłuchać, co ona ma do powiedzenia. „Co z tego, że tak mówi – pomyślał – Wysłucham, co ma do powiedzenia, i tak wiem swoje”. Wystawił główkę znad puchatego przykrycia, usiadł na materacu i popatrzył głęboko w oczy ptaszka, jednocześnie nie mówiąc ani słowa:

- Nie zachowuj się tak nieznośnie, bo stracisz jedynego przyjaciela, któremu na tobie zależy. On również ma uczucia, a to, w jaki sposób się do niego zwracasz, boleśnie go rani – rzekła surowo sikorka, akcentując jednocześnie słowo „rani”.

- No to, po co tu przychodzi – rzekł bardzo niegrzecznie niedźwiadek – nikt mu nie każe, skoro jest mu ze mną tak źle. Wcale go nie potrzebuję. Nikogo nie potrzebuję.

- Wiem, że w głębi serca wcale tak nie myślisz, tylko tak bardzo cierpisz, że twój ból przysłania ci cały świat. Ja to doskonale rozumiem, Ptysiaczek również, ale twoje słowa, czy sposób, w jaki go traktujesz sprawiają, że jest mu przykro. On stara się tylko pomóc, a otrzymuje tak wiele nieprzyjemności. To nie jest w porządku – powiedziała smutnym głosem sikorka – On nie zrobił nic złego. To twój przyjaciel.

Do niedźwiadka nagle dotarło to, co miała mu do powiedzenia sikorka. Pomimo nieszczęścia, jakie dotknęło jego rodzinę, nie powinien zapominać, że Ptysiaczek to jego przyjaciel. Nie może się również wyżywać na jedynym zwierzaku, który jest dla niego życzliwy i pomimo jego zachowania nie zostawił go.

- Zrozumiałeś, że postępujesz niewłaściwie? – spytał ptaszek, spoglądając na zatroskaną minę Tomka – Nie opuszczaj go, bo on również bardzo cię potrzebuje. Także ma kłopoty, o których ty nie masz pojęcia, bo zajęty jesteś tylko własnym cierpieniem.

- Tak, zrozumiałem. Przepraszam cię za mój niemiły ton. To, że cierpię, nie znaczy, że moi bliscy mogą być przeze mnie ignorowani. Jutro, gdy tylko Ptysiaczek przyjdzie na herbatę, przeproszę go i wysłucham. Postaram się mu również pomóc w jego kłopocie – powiedział niedźwiadek zdecydowanie i pewnie. Pogłaskał później sikorkę po mięciutkim brzuchu, w podzięce za to, że zwróciła mu uwagę na błędy, które popełnił w ostatnim czasie i po raz pierwszy od dłuższego czasu uśmiechnął się szczerze do swego niespodziewanego gościa. Pomachał serdecznie sikorce na do widzenia i położył się do łóżka.

Tak jak obiecał ptaszkowi, następnego dnia założył najlepsze spodenki, jakie posiadał, zaparzył herbatkę i czekał na swego przyjaciela.

Punktualnie o godzinie 18.00 do chatki niedźwiadka zastukał ciepły stworek. Ptysiaczek myślał, że i tym razem jego wizyta zakończy się tak, jak kilka poprzednich, a mianowicie, Tomek znów na niego nakrzyczy.

Niedźwiadek podszedł do drzwi, otworzył je i natychmiast rozpromienił się na widok Ptysiaczka. Gdy przekroczył próg chatki Tomka, ten uśmiechnął się do niego ciepło i z całej siły przytulił do siebie.

- Witaj Ptysiaczku. Jak miło cię widzieć.

Była wtedy sroga zima, na dworze hulał nieprzyjemny wiatr.

- Zmarzłeś? – spytał niedźwiadek z wyraźną troską w głosie zdziwionego Ptysiaczka i nie czekając na odpowiedź dodał – Rozbierał się i siadaj. Na stole czeka już gorąca herbata.

- Niestety, nie przyniosłem nic słodkiego, bo nie zdążyłem kupić. Moja mama też nie miała czasu, by coś upiec – wykrztusił wreszcie Ptysiaczek zdumiony tak nagłą przemianą zachowania swego przyjaciela.

„Może jego tato wyzdrowiał,” – zaświtała mu nagle radosna myśl, ale zaraz potem skrzyczał sam siebie w duchu, że to przecież niemożliwe.

W każdym razie nie miał odwagi spytać wprost, tylko postanowił cieszyć się chwilą.

- Pewnie zastanawiasz się, co we mnie wstąpiło, że nagle przestałem się zachowywać niemiło – powiedział Tomek tak, jakby wyczytał z twarzy Ptysiaczka, co za myśli kłębią się w jego głowie – Postępowałem bardzo źle, gdy swój gniew wyładowywałem na innych, a najbardziej na tych, których kocham najmocniej na świecie – tak jak ciebie – to rzekł, po czym wstał z krzesła, podszedł do przyjaciela, przytulił go z całej siły i pocałował delikatnie w policzek na zgodę.

Ptysiaczkowi ze wzruszeni aż łezka popłynęła po jego małej, delikatnej buzi. Poczuł się tak, jakby z serca spadł mu ogromny głaz.

Tego dnia długo jeszcze w kuchni niedźwiadka paliło się światło. Obaj przyjaciele rozmawiali o wielu sprawach, a nawet żartowali z samych siebie.

Ptysiaczek opowiedział Tomkowi o swoim kłopocie i po raz pierwszy od bardzo dawna poczuł, że ma przyjaciela, który go rozumie, podziela jego ból, i który nie zostawi go w potrzebie.

Niestety, tato niedźwiadka nadal pozostaje w szpitalu. Małemu zwierzakowi nadal jest trudno, ale wie, że ma się tym z kim podzielić, a to wielkie szczęście.

Teraz już jest pewny, że w życiu nie zawsze dostajemy to, czego chcemy i nie zawsze układa się ono tak, jakbyśmy tego chcieli. Ale gdy jest przy nas ktoś, kto potrzebuje naszej miłości, bliskości i ciepła, wtedy warto żyć, pomimo wszystko. Bo to rzecz cenniejsza niż skarb, gdy choć jedno, zbolałe serduszko, wyleczymy ze smutku.

Autorka

Sylwia Jaworska



Wróć do strony głównej

Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Powrót na stronę główną      Info o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.      Legalność materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno jeśli chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - są one wytworem i własnością zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgodą ich twórców.
Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl. Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl
W sprawie treści i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania treści na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl

Valid HTML 4.01 TransitionalValid XHTML 1.0 TransitionalPoprawny CSS!Poprawny CSS!

Copyright (c): Zbigniew Kulesza, Sieradz 2006-2017