img
str. 64
Lipiec-Sierpień 2024 r.
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
tegopijani... O tak. Zawsze pijani. Tacy,
jak my teraz... Nie, Wolodźku?
­ Jon mówi, że my idioci, odezwal się
ponuro Wolodźko.
­ Cha-cha-cha! ­ zarechotal Kondrat.
Za nim roześmiali się inni, każdy po swo-
jemu. ­ Mówisz, Jon? Jon jeszcze nicze-
go nie wie. Jon jeszcze zielony... On nie
byl na froncie. On nie widzial śmierci.
On jeszcze lata... A! ­ znienacka zatrzy-
mal się Kindrat z podniesionym, brudnym
, zasmarowanym, palcem. ­ A wiecie?
Mamy! My mamy pijanego i bez niego...
Jon! On, on! Ach, czort bierz! On bolsze-
wik, a ci pijani... I przez to oni biorą. Nie,
Andrzeju Andrzejewiczu? Toż my z wami,
jak-nie-jak, a...gnijemy. My starzy, do-
brzy ludzie, co flaszkami lejemy gorzal-
kę... A te sucze dzieci... Trzeba by chyba
i nam coś takiego... Pijanego, trującego,
aby krew zagrala, byśmy mogli bić koza-
ka za to, że on ze zlymi ludźmi... Co wy-
Ulas Samczuk
daje nas, co sprzedaje... A my milczymy.
Nie? Milczymy! A Jon go bije!
Fot. Archiwum
Tu Kindrat ostro urwal mowę. Patrzyl
­ Kindracie! Zamknij spluwaczkę, ­
na wszystkich swoimi malymi glębokimi
przerwal Anton. Kindrat urwal mowę i
oczyma, które biegaly, jak u ślepca. Wy-
popatrzyl na Antona, na Serhija, na Ronę,
dawalo się, jakby się staral zobaczyć coś
na wszystkich po kolei...
szczególnego. Jakby przed nim byla kur-
­ Co? ­ ostro zapytal. Obrazilem ko-
tyna dymu i on szybko szukal miejsca,
goś?
którędy by można szybko popatrzeć i zo-
­ Boga.
baczyć. Z jego ust wyrywaly się i pry-
­ Nie... Żartujesz. Bóg na takich się
skaly naokolo slowa ­ z początku śmiesz-
nie gniewa. Na pijanych nikt się nie gnie-
ne, potem poważne, jeszcze potem zlośli-
wa. Pijani grzeszą ­ to nic. Biją slabszych
we. Wszyscy patrzyli na niego i, chociaż
­ dobrze. Rwą do przodu i zawsze bio-
wszystkich oczy byly pijane, widzieli, że
swoje... Ale ja ciebie, mądrale jednego
Kindrat plonie nie tylko od gorzalki, ale i
i drugiego, spytam: jak być pijanym bez
sam z siebie. W nim coś się już zasialo i
tego? ­ On szeroka dlonią chwycil butelkę
wymagalo wydobycia się. W nim jest dru-
i stuknąl nią o stól. Szybko popatrzyl po
gi Kindrat i to wszyscy poczuli.
wszystkich, oczy mu biegaly. Milczycie?
No, ale jak on się objawia? To pytanie
Tak. Nikt nie powie. Bez tego myśmy sla-
nie raz zadawal sobie Wolodźko. To rozu-
bi... My niczym... My o tacy... ­ i poka-
mial także Serhij. Rona o tym nie myślal,
zal ręką przy samej ziemi. ­ A ja wam po-
gdyż jego myśli podążaly w innym kie-
wiem, że są na ziemi ludzie, którzy i bez
runku, ale jemu nie obce bylo rozumienie