img
str. 62
Lipiec-Sierpień 2024 r.
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
­ Do dna!...
­ Nie, ­ sprzeciwia się Wolodźko.
­ Teraz za wasze zdrowie!
­ Do dna! ­ krzyknąl Rona. ­ Kindra-
cie. Ile my wypiliśmy?
­ Nie wiadomo, ­ ochryplym glosem
odpowiedzial Kindrat. Wolodźko jeszcze
raz wypil do dna, zdecydowanie podszedl
do stolu i twardo postawil szklankę. On
szybko się upijal.
­ Siadaj! Gdzie byleś? ­ pyta Kindrat.
Uczcimy zwycięstwo na twoje odejście.
Niech zginie nasza komuna! Niech żyje!...
Ech, wszystko jedno! My trochę napraw-
idioci... Ale musicie i tak być...
­ Przestań robić durnia! ­ krzyknąl
Rona, ­ Idioci ­ kto nie umie żyć. A my
żyjemy!
­ Prawda! ­ wykrzyknęli wszyscy chórem.
­ ,,Szybkie jak chmury, wszystkie dni
naszego życia! Co godzinę, to krótsza do
mogily nasza droga. Nalej, naleeej, towa-
aarzyszu czarę za zdrowie!" ­ zaciągnąl
falszywie Rona. Wtórowali mu Anton i
Kindrat. Wolodźko milczal. Chcial zaką-
nie! Wyjdź z mego sklepu" ­ Jak? Krzyk-
sić nieprzyjemny smak gorzalki, ale nie
nąl Jon. I trzasnąl kozaka w ucho. Kozak
bylo czym. Odczuwal, że opuszczają go
na niego. Przewrócili ladę, rozbili lam-
nerwy, a glowa zapada w mrok. Już daw-
py. Jon chwycil butelkę i uderzyl kozaka
no nie pil gorzalki. Glowa nie trzymala
w glowę. Ten upadl. Jona schwycili i po-
się na mięśniach i opadala. Kindrat moc-
prowadzili.
no uderzyl ręką po plecach.
Zmierzchalo się. Wolodźko zostawil
­ No co? ­ krzyknąl on. Zmęczyleś się?
Wierkę i poszedl drogą. W pobliżu poli-
Wolodźce jeszcze jedną! ,,Hej, kto nie pije,
cji, znowu tlum. Wolodźko na chwilę się
temu nalewajcie! Kto nie pije, temu nie
zatrzymal i dowiedzial się, że Jona aresz-
dawajcie!" Zapal! To tytoń, pierwsza kla-
towali. Ludzie sami go zatrzymali i oddali
sa, mieszanka. Nie palisz? Czort z tobą!
komendantowi. Potem Wolodźko poszedl
­ Idź precz, Kindracie! ­ brutalnie ode-
do Rony.
zwal się Wolodźko. Napadla go zlość. Ja-
Szedl pól godziny. Tam pelno znajo-
kiego czorta on tu zaszedl? Wstać i mówić?
mych. Kindrat, Serhij, Anton, nawet De-
Co? Do kogo? Przepowiadać? Jemu robi
min. Wszyscy weseli, czerwoni, na stole
się żal Jona. Teraz on myśli o nim, a glów-
flaszki, świeci się wielka lampa, pali się
nie slyszy jego śmiech. Dumny, ironicz-
w piecu. Naprzeciw Wolodźce wyszedl
ny śmiech. ­ Ty Kindracie jak barylo! Ple-
Rona z flaszką i szklanką w rękach.
ciesz, pleciesz do siebie i nie ma końca. Kie-
­ Szybko!.. Do dna!.. ­ wolal Rona.
dy przestaniesz pić? Oto Jon pobil kozaka!
Wolodźko wypil.