Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 61
Zdrowie! Co tu robisz? Bawisz moją
Jon czuje w tym swoja silę. Wolodźko na-
żonkę? powiedzial on energicznie. To
przeciwko niego jest chrząszczem.
dobrze. Stara przyjaźń... A gdzie dziadź-
Ot..., widzisz, padly jej slowa. To
ko? zwrócil się znowu do Hanki.
powiedziala Hanka. Wolodźko popatrzyl
Hanka byla zaklopotana, ale odpowie-
na nią. W chacie na tyle się ściemnilo, że
dziala spokojnie:
widać tylko jej kontury. On taki jest za-
Dziadźko i ciotka są na chrzcinach.
wsze powiedziala ona. Ja sama się go
Wolodźko się nastroszyl. W jego
boję. Mnie się zdaje, że on mnie pewnego
uszach brzmialy jeszcze ostatnie slowa
razu zadusi... Myślisz, że on mnie kocha?
Hanki. I oto przed nim sam Jon. Wyso-
I ...Nie. Dla mnie to bolesne... Na drugi
ki, potężny i zly. Nie. On nie jest zly, ale
dzień po weselu, ja to wyczulam.
szybki i energiczny. On zrobil kilka kro-
A bylo wesele? zapytal Wolodźko.
ków do Wolodźki, ostro skręcil, szybko
Nie w cerkwi... On nie chcial. Tylko
przysiadl, ale po chwili znowu wstal. Wo-
zarejestrowaliśmy się w starostwie.
lodźko śledzi go oczyma. Oto on podcho-
I ty się zgodzilaś?.
dzi szybko do Wolodźki, ręce ma w kie-
Na to pytanie nie dostal odpowiedzi.
szeniach, oczy przymrużone, krzywi usta
Chwila ciszy. Za ścianą u kozaka slychać
w zjadliwym uśmieszku.
wybuch śmiechu. Potem rechot ucichl,
Ty mialeś być dzisiaj u Rony wy-
coś jakby upadlo, uderzylo o ziemię. Po-
dusil przez zęby. Jeden z idiotów będzie
tem slychać krzyk, i przed oknem przebie-
obchodzil ,,zwycięstwo"... Cha, cha, cha!
glo kilka osób.
zaniósl się nagle rechotem.
Bija się! wykrzyknęla Hanka. Ona
Ty mnie uważasz za wielkiego dur-
podbiegla do okna, potem wybiegla na
nia, spokojnie odpowiedzial Wolodźko.
dwór. Wolodźko nie chcial pokazywać
Za średniego... Idź, idź, golębiu...
się między ludźmi. On patrzyl przez okno.
Bądź świadkiem jak gorzką czarą ścieka
Bylo widać tlum ludzi, ruch, slychać nie-
ziemia Rona w cialo Kindrata. Idioci my-
wyraźne okrzyki. Wszyscy cisnęli się do
ślą, że to ,,zwycięstwo"... Ratują się sza-
progu sklepu i dalej już ich nie bylo wi-
chami, spóldzielnią. Wszystko jedno. To,
dać. Ale to trwalo krótko. To wyprowadzi-
co już gnije, zgnije.
li pod rękę Jona. On się silnie szarpal, ale
Wo l o d ź k o patrzyl mu w oczy.
kilku mężczyzn trzymalo go mocno. Na-
Gdy tamten skończyl, on mu powie -
okolo wielki tlum ludzi, a między nimi,
dzial:
Hanka. Wolodźko opuścil swoje miejsce,
Ech, Jonie, Jonie!
tylnymi drzwiami wyszedl na podwórze,
Na to Jon:
obszedl chatę i zatrzymal się z boku drogi.
Cha-cha-cha! zaśmial się tak samo
W drzwiach sklepu kozaka jeszcze tloczy-
zjadliwie, odwrócil i wyszedl. Drzwi za
li się ludzie, ale co tam się stalo, nie moż-
nim trzasnęly. Hanka zostala na tym sa-
na zobaczyć. O tam stoi Wierka. Wolodź-
mym miejscu, na którym byla. Ona uważ-
ko ją zawolal.
nie przypatrywala się obydwom. Jej oczy
Jon pobil kozaka, powiedziala ona.
przeskakiwaly z jednego na drugiego.
Zaszedl do sklepu... Tam byli ludzie. Jon
Wolodźce ta scena wydawala się dziw-
zacząl się przedzierać. Mówi: wy kozak?
na. Tak, jakby ktoś ją przygotowal. Ale
Wy kozak? Wy nie wstydzicie się wią-
śmiech Jona go zabolal. Bylo mu przykro,
zać?... Kozak, a zgina kark... Tu przekląl.
że tamten kpi z niego. Tak. To są kpiny.
Ludzie się zaśmieli. Kozak mu mówi: ,,Jo-