str. 60
Lipiec-Sierpień 2024 r.
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Wolodźko popatrzyl na niego. On pa-
Ja już od dwóch tygodni jestem żoną
lil, patrzyl w dól, spluwal sobie pod nogi i
Jona.
rozcieral butem.
Wiem.
Serhij poszedl do Rony, powiedzia-
Tak się stalo. Ja... Ona spuścila
la Motria. Przybiegala dwa razy Wierka
oczy. Dlugie rzęsy je przykryly. Ja nie
Grigorkowa, coś mu szeptala. A potem on
wiedzialam, jak wszystko będzie.... Jej
poszedl. Wziąl książkę i poszedl.
mowa zacinala się. Slowa wychodzily
Wolodźko wyszedl z chaty i ruszyl
nierówno. Wolodźko przysiadl na lawie,
z powrotem ulicą. Kolo szkoly spotkal
wlożyl ręce do kieszeni i wyciągnąl nogi.
samą Wierkę.
Patrzyl na jej twarz.
A ja was szukam, ona powiedzia-
Wszystko dobrze, Hanko... Tak,
la. Bylam u Serhija i to dwa razy. Ona
powiedzial Wolodźko. Ty dobrze zro-
patrzyla na Wolodźkę wesolo. Jej ciemne
bilaś. Nie mam nic do powiedzenia. To,
oczy się śmialy.
co pomiędzy nami bylo? No, Boże mój...
Może, zajdziecie do nas? Nie ma ani
Tak bywa nie raz i nie tyko z nami. Ży-
taty, ani mamy, a Tereszko gdzieś poszedl.
cie zmienia się i wszystko się zmienia wo-
Jestem sama. Was ktoś chce zobaczyć.
kól...
Zajdziecie? Możemy tylnymi drzwiami.
Hanka milczala. Wolodźko wstal.
Przed kozaka ,,lawką" pelno ludzi.
Ja muszę iść powiedzial on.
Kto to chce się zobaczyć?
Hanka podniosla na niego wzrok. Jej
Wszystkiego się dowiecie. Zobaczy-
spojrzenie bylo czytelne... Takie bylo
cie.
wyraźne i jasne. Ono mówilo: jeszcze po-
Wolodźko zaszedl z Wierką do chaty.
czekaj, jeszcze nie wszystko powiedziane.
Rzeczywiście, nie bylo nikogo. Za ścia-
Ale slów nie bylo i Wolodźko zamierzal
na w sklepie kozaka slychać halas. Przed
wyjść. Nawet nie podając ręki. Już na pro-
oknami na ulicy tlumy ludzi. Czasem ktoś
gu poslyszal:
przychodzi nowy, kto inny odchodzi. Nie-
Wolodźku!
którzy Ida uliczka do Lewińskich. Szyb-
On odwrócil się i zatrzymal w
ko przejechaly sanie, zaprzężone w parę
drzwiach. Pytająco patrzyl na nią.
pięknych koni z balonami. Chata podzie-
Ja bym chciala powiedzieć... Wczo-
lone na dwie komnaty. Okna od drogi za-
raj Jon byl bardzo zly... Bardzo zly. Ty go
slonięte kotarami.
unikaj.
Zajdźcie do pokoju, powiedzia-
W tym czasie w sieni ktoś zastukal.
la Wierka. Wolodźko wszedl. Przy sto-
Slychać zdecydowane, mocne kroki. Han-
le siedziala Hanka. Nierozebrana, ubrana
ka szybko wstaje. Ona kogoś poznala.
tak, jak ją ostatnio widzial. Wolodźko nie
Tak. Szybko otworzyly się drzwi i wszedl
okazal zdziwienia, ani radości. Zwyczaj-
Jon. Wolodźko nie zdążyl przejść do dru-
nie się przywital. Ona także byla poważ-
giej komnaty. Poza tym, on nie zamierzal
na i obojętna.
tego robić. W chacie robilo się ciemno. W
Chcialam ciebie zobaczyć po-
pierwszej chwili Jon nie mógl poznać, kto
wiedziala. Jeszcze wczoraj slyszalam,
tu jest. On jeszcze raz otrząsnąl śnieg, tu-
że wrócileś... (Krótka przerwa. Wier-
piąc nogami i szybko odezwal się:
ka w tym czasie wyszla). Ty zdziwio-
Jest ktoś? A-a, ty?.. Dziadek jest?
ny?
Rzucil oczyma dalej i zobaczyl Wo-
Nie, Hanko.
lodźkę. To Jona zdziwilo.