Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 59
pobito". Ale wyskrobie sie z tego. Teraz
liśmy w moim pokoju, znowu zauważyl
portret Szewczenki. Cos jemu ten Szew-
nie chce się myśleć o tym. A wiesz, co mi
czenko strasznie się nie podoba.
przyszlo do glowy?
A dokąd, nie powiedzial? zapytal
No?
Wolodźko.
Zamierzam zalożyć u nas drużynę
Nie. Nie powiedzial, ale ja już wiem.
pilki nożnej. Z teatrem koniec. Więcej ze-
Do Szumska. Będę uczyl żydziątka...
zwolenia nie dostaniemy...
Mnie jest wszystko jedno. Ale mama. Ona
A myślisz, że uda się?
będzie sama... Szkola już przepadla... Ja
Czemu nie. Tylko szkoda, że chlopcy
już uczę tylko dwa razy ,,rusińskiego"...
podzielili się na dwa obozy. Ale wszyst-
W tygodniu. Na wiosnę ma niby być ple-
ko jedno. Na wiosnę biorę się za tę spra-
biscyt. To nic nie pomoże. To wszystko
wę. Już to przemyślalem. Nie ma kto tre-
tak sobie. Dla zabawy.
nować... A ja się na tym nie znam...
Przeszli na wczorajsze wybory, ale
A Michajlo Rona? On dobrze gra. Tyl-
Gleb nie ma dużo czasu. Trzeba iść. Przy-
ko, czy zechce pójść na wieś? A ty spróbuj
szedl Oleh:
z nim pogadać. On jest entuzjastą...
Co teraz robisz? spytal on Wolodź-
Potem Wolodźko wstal. Trzeba iść.
kę. Może byś opowiedzial o sobie... Jak
Do Lewińkich przychodzili i odchodzi-
tam szlo? Oleh także pyta o więzienie.
li od nich różni ludzie. Przyjechala stara
Wolodźce już zbrzydlo opowiadać. Żar-
Roneczka. Olga byla jej chrześnicą. Sta-
tem powiedzial:
ra weszla, cala pozawijana staromodnymi
Więzienie, cudowna rzecz! To jest
szalami, i od razu poszla do pokoju dzie-
dzisiejsza szkola. Cale nasze pokolenie
cinnego. Oleh odprowadzil trochę Wo-
odwiedza te instytucję. A ty w semina-
lodźkę. Doszli aż do cerkwi. Zmierzcha-
rium?
lo się. Niebo zaciągnięte szarymi chmu-
Jak widzisz.
rami, i zaczyna padać rzadki, cichy, gęsty
Nie zajdziesz dzisiaj wieczorem do
śnieg. Na ulicy naprzeciwko kozaka stoi
Rony?
tlum ludzi. Mężczyźni i kobiety. Między
Poszedlbym, ale... Ty wiesz. Kto
nimi Wolodźko poznal Hankę. W czar-
tam będzie?
nym, dlugim palcie, owinięta granatową,
Wielu. Andrij Andrijowicz świętuje
cieplą chustą. Ona teraz jeszcze wypięk-
zwycięstwo. Wczoraj byla przecież bitwa.
niala. Pelna, różowa, mocna, z jasnymi
I ty pójdziesz?
niebieskimi oczyma.
Chyba tak. A teraz muszę być wszę-
Wolodźko nie zatrzymal się, szedl
dzie. Więzienie zwiększa chęć do życia.
szybko, powiedzial ,,dobry wieczór" i za-
Nigdzie Zycie nie wydawalo się tak po-
wrócil wprost do Serhija. Nie zastal go w
ciągające, jak tam. I teraz wlaśnie chce się
domu. Byl tylko jego ojciec Makar i sio-
żyć, chce się zmagać. U mnie wciąż nie-
stra Motria. Makar, widać spal, teraz wstal
przyjemności... Mam jeszcze sąd... Ale
z lóżka i zapalil papierosa. Pokaszliwal.
mimo tego, dobry nastrój.
Nie wiem, gdzie on jest, ponuro
Sąd?
burknąl na pytanie Wolodźki. A potem do-
Tak. Ojciec nieostrożnie przed moim
dal: No, cóż, ty z panami?
odejściem dal mi sześć zlotych pięcioru-
Z jakimi panami?
blówek. Zabrali mi je, i jeszcze odda-
To nie wiesz?.. Wiesz dobrze. No,
li pod sąd... ,,Za moje żyto, jeszcze mnie
no... Tobie tego nie darujemy.