str. 58
Lipiec-Sierpień 2024r.
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Po obiedzie Wolodźko poszedl do
No, a co u was? spytala potem Wo-
Lewińskich. Akurat wrócil z Krzemień-
lodźkę, Gala. Ona ma na uwadze więzie-
ca Gleb. Z nim przybyl także Oleh. Nie
nie.
bylo ani burzliwego przywitania, ani ra-
Niczego sobie odpowiedzial Wo-
dosnych uśmiechów. Gleb wysiadl z sań
lodźko.
w swojej dlugiej szubie z welnianym kol-
Wyglądacie dobrze. Nie baliście się
nierzem, Oleh w lekkim szarym reglanie...
bandytów? A jak jest w więzieniu? Jestem
Na saniach leżala baranica, obsypana z
ciekawa... A my nie raz was wspomina-
wierzchu platkami śniegu. Konie z po-
liśmy. Ola także. Kiedyś jesienią, byl ja-
zawiązywanymi ogonami, byly mokre. Z
kiś piękny dzień... Ona czula się calkiem
nich podnosily się chmury pary.
dobrze. Tak dobrze, że nabrala chęci na
Wolodźko wyrazil swoje wspólczucie
przejażdżkę. U nas akurat byli: Żenia, na-
i razem z braćmi poszli do chaty. W kuch-
uczycielka z Baszkowiec. Gleb mial czas.
ni krzątala się zatroskana mateczka. Miala
Zaprzęgliśmy konie i pojechaliśmy. Boże,
blade, zapadle workowate, oblicze... Wo-
jak ona się cieszyla. Wy znacie Olgę?
lodźki wyrazów wspólczucia, jakby nie-
Ona taka mila, taka naiwna... Śmiala się,
mal nie dostrzegla.
chciala kilka razy zejść z wozu i biec.
Goląbeczku! A Lowoczka? Przyjdzie
Myśmy jej zabronili. Pojechaliśmy do Żo-
Lowoczka? pytala ona szybko.
lobek, potem przez las, potem z powro-
Oni przyjdą... Nina i on. Może i Że-
tem, dąbrową, doliną, aż do jeziora. Ale
nia... Ja zamówilam... Jutro będzie goto-
na drugi dzień ona legla i już nie wstala.
wa. Miala na uwadze trumnę.
Ale umarla lekko. Wczoraj... W nocy...
Gala, Roman, Sasza. Krótkie przywi-
Gdzieś okolo dwunastej.
tania. Dziecięcy pokój przybrany, okno
Wolodźko wysluchal wszystkiego, a
jedno otwarte, pośrodku katafalk i na
potem opowiedzial trochę o swoich prze-
nim wyciągnięta, przykryta prześciera-
życiach.
dlem Olga. Kilka świeczek i krzyż staly
No, cóż... Nic szczególnego... Kie-
u jej glowy. Jej twarz calkiem maleńka i
dyś uważalem więzienie za straszniejsze.
calkiem woskowa. Czarne, gladko przy-
Kupa zbita, ludzi, smród, krzyk, brzęki
czesane wlosy okalają wąskie, delikatne
kluczy, wieczne stukanie na korytarzach...
czolo. Bialy, sztuczny wianeczek ozdabia
Ale można wytrzymać. Przyzwyczajamy
glowę.
się...
Nikt nie placze. Twarze wszystkich
Gleb na chwilę także przysiadl do Wo-
spokojne. To wywoluje nastrój poboż-
lodźki.
ności. Wszyscy ludzie wydają się do-
Wy, jakbyście nie wyszli z więzie-
brzy. Nawet Sasza, nawet Roman... Olga,
nia... Pelny, różowy, powiedzial żartem.
chociaż martwa, wplywa swoja dobrocią,
No, a jak wasze sprawy? zapytal
uśmiechem, który zastygl na woskowych
Wolodźko.
ustach, spokojem, który dzisiaj się wcie-
Et... Lepiej milczeć. Nachylil się
lil i stoi przed oczyma obecnych. Plomień
do ucha Wolodźki i wszeptal kilka slów...
świeczek oświeca jego wcielenie.
Następnej jesieni mnie przeniosą, do-
Potem wszyscy zebrali się w jadal-
dal glośno. Pan inspektor tego roku byl
dla mnie tak laskawy, że powiedzial: ,,Pa-
ni. Radzili nad pogrzebem. Gdzie ko-
nie koleho. Winszuję panu. Pan będzie
pać grób, kto będzie niósl, jakie mają być
przeniesiony na lepsze miejsce". A gdy by-
wianki.