Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 57
chora. Dawniej, zaraz zaszedlby do niej,
Wolodźce przyśnil się sen: on stal na
ale teraz, nijak nie wypadalo. Szedl przez
podwórzu Lewińskich i widzial, jak z
tę znaną swoją wieś, i wydawala mu się
tego podwórza przez sad, w dal, prowa-
ona bardzo dziwna, nadto zagadkowa,
dzą dwie glębokie koleiny, jakby tu ktoś
pelna wszelakich tajemnic, po swojemu
odjechal ciężkim wozem... W tym cza-
glębokich, jak sama wieczność.
sie on także się przebudzil, a może raczej
Gdy wrócil do domu, ojciec już spal.
jego zbudzili, bo w chacie bylo calkiem
Leżal, jak zwykle, na podlodze pod ścia-
jasno i slychać bylo glośną rozmowę. Mó-
ną, przykryty kożuchem. Nie mógl leżeć
wil jakiś nieznajomy czlowiek, a potem
na boku z powodu swojego krzyża. Wo-
mówil ojciec: No, cóż... Tak musialo
lodźko chwilę patrzyl na ojca, poprawil
być. Wola Boga.
mu na nogach przykrycie, a matka z dru-
Obcy czlowiek mówil dalej:
giego końca odezwala się:
Biedna mateczka. Ona tyle wycier-
Tam na plycie jest zupa. Już calkiem
piala.
wystygla...
A potem zapytala matka:
To nic, odpowiedzial Wolodźko.
A kiedy będzie pogrzeb, nie wiecie?
Jemu nie chcialo się nawet jeść, byl za
Wolodźko otworzyl oczy i podniósl
bardzo przejęty... I na pewno jemu nie
glowę. Przy drugim końcu stolu siedzial
udalo się od razu zasnąć. Natomiast mial
Archip Dlugonogi, i jego naprawdę dlugie
ochotę przysiąść przy stole i coś napisać.
nogi byly wysunięte daleko na izbę, tak,
Obojętne, że wszyscy tu już spali, w tej
że one od razu rzucily się w oczy Wo-
niewielkiej przestrzeni. Ostatnio, nacho-
lodźki. Rude, wąskie spodnie polatane na
dzila go nieodparta potrzeba pisania. Jak-
kolanach okrąglymi czarnymi latami. Do
by cale życie spotykalo się w jego glo-
Wolodźki podeszla Wasylinka.
wie i wymagalo, aby mówić o nim ludz-
Umarla Olga popa, szepnęla ona.
ką mową.
Jeszcze nie wiadomo, kiedy będzie
I Wolodźko rzeczywiście wyrwal kart-
pogrzeb, odpowiedzial tymczasem Ar-
kę papieru ze zwyklego szkolnego zeszy-
chip. Panicz Gleb pojechal do Krze-
tu i usiadl przy stole. Po tej kartce przy-
mieńca zamówić trumnę.
szla druga, potem trzecia. Pisal o minio-
Wolodźko polożyl się znowu na po-
nym dniu. W jego wyobraźni, niczym na
duszce i patrzyl na niski, zakopcony su-
ekranie kina, pojawialy się gorące czer-
fit. Ta wiadomość go nie zdziwila. On
wone twarze, blyszczące oczy, brzmialy
wiedzial, że Olga dawno chorowala i tego
glosy. On calkiem zapomnial, że jest noc
można się bylo spodziewać, ale ona na-
i że trzeba jej także zlożyć daninę. Oprzy-
sunęla mu inną myśl. Umarla. Zabraklo
tomnial, gdy w oknie pojawil się szary
Olgi. Taka mloda. Tak często ją widywal,
świt i za oknami, kogut rozpocząl swo-
żartowal, gral z nią na scenie, tańczyl ho-
ją operową arię... A gdy przebudzila się
paka... I jej już nie ma... I nigdy nie bę-
matka, ona się przestraszyla:
dzie... Ojciec Klawdij jednak ją przeżyl...
Dziecino! To ty jeszcze nie spaleś?
Przychodzily oto takie proste, krótkie my-
Ja zaraz, ja zaraz, mamo! odpowie-
śli. One wiązaly go, jeszcze żywego, z tą
dzial on, bardzo szybko się rozebral, polo-
dziewczyną, już nie żyjącą. To znaczy, że
żyl się na lawie przy stole na gotową po-
myśl żyje dlużej, aniżeli my. Zwlaszcza,
ściel, przykryl grubym kocem i zasnąl.
gdy ją ktoś wypowiada... Trwalszą, ani-
Zupa na plycie tak i zostala, dalej stygnąc...
żeli ludzkie cialo, mową...