img
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 55
jeść. Tak, moi szanowni przyjaciele! Nie
kojniej. Matwiej niezgrabnie, jak zawsze,
mają czego jeść. I nie mają co ubrać. Oni
jak i wszystko, ciągnąl swoją mowę.
obdarci, bosi i goli. I tysiącami ucie-
­ Dobrzy ludzie! ­ powtórzyl jeszcze
kają przez wszystkie granice, oni zapel-
raz to samo zdanie, jego glos byl spokojny,
nili nasze więzienia, ich zamykają, za-
niemal cichy, ale slowa brzmialy twardo i
wracaja z powrotem, ­ to są najnieszczę-
wyraźnie. ­ Zastanówcie się! No, o czym
śliwsze stworzenia rodu ludzkiego, prole-
tu jest mowa? Ja nie mam więcej do po-
tariusze nad proletariuszami, a byli taki-
wiedzenia, niż powiedzial syn... Dodam
mi wieśniakami, jak my jesteśmy tu, na
tylko trochę jaśniej: z bolszewizmem nam
tej ziemi... Ojcowie, matki, bracia, sio-
nie po drodze! My jesteśmy ludzie, a tam
stry, ­ dorośli, starzy i dzieci. Czy i wy
zlodzieje. Ja ich widzialem nie raz i ni-
chcielibyście się takimi stać? Odpowiedź
gdy nie zapomnę...
teraz należy do was ­ zakończyl Wolodź-
­ Prawidlowo! ­ wykrzyknąl jakiś
ko swoją mowę.
dziadźko wysokim falsetem.
I po tym usiadl. To zrobilo wyraźne
­ Tak! Prawda! Widzieliśmy ich! Do-
wrażenie, na sali rozlegly się oklaski, Jon
syć! ­ wstalo jeszcze kilku mężczyzn. ­
natychmiast zerwal się z miejsca i wy-
Precz z bolszewizmem! Do czorta matki!!
krzyknąl:
Wydawalo się, że zwolennicy Jona,
­ Proszę o glos!
jak zwykle, zaczną buczeć, ale tak się nie
­ Zostala zgloszona propozycja za-
stalo. Widać bylo, że zmniejszyla się ich
mknięcia dyskusji, ­ odpowiedzial Ser-
ilość, a ci, co dalej stali przy swoim, stra-
hij. ­ I musze poddać ją pod glosowanie.
cili swoje poparcie. Serhij znowu zacząl
­ Ja proszę o glos! ­ uparcie domagal
dzwonić.
się Jon.
­ Dobrzy ludzie! Wolal. To przecież
­ Nie mogę dać glosu, póki nie prze-
nie jest wiec polityczny, lecz zebranie
glosujemy wcześniejszej propozycji, ­
czlonków spóldzielni. Proszę do rzeczy.
stal na swoim Serhij.
Zabrania się mówić nie na temat, zwlasz-
­ Glos, glos, glos! ­ krzyczeli zwolen-
cza tym, którzy nieczlonkami... Pod-
nicy Jona.
daję pod glosowanie propozycję zamknię-
­ Cicho! Wy nie jesteście trzoda, a to
cia dyskusji. Kto jest za ­ proszę podnieść
nie chlew, ­ bezceremonialnie odpowie-
rękę.
dzial Serhij. Ale sala nie cichla, a wprost
Większość byla za. Wolodźko także
przeciwnie... Wszyscy wstali z miejsc, i
podniósl rękę. Jon nie podniósl, siedzial
ci co byli za i ci, co przeciw. Kindrat nie
czerwony, byl nastroszony. On wyraźnie
wytrzymal i znowu chwycil z palkę. Na-
rozglądal się po sali i byl wyraźnie nieza-
wet Matwiej, który tak uważnie i spokoj-
dowolony.
nie sluchal wszystkiego, co mówili, nie
Dyskusja się skończyla. Dalszy punkt
wytrzymal i wstal.
­ wybór nowego zarządu. Wolodźko za-
­ Dobrzy ludzie! ­ Odezwal się.
proponowal udzielić absolutorium ustę-
Ktoś z publiki wykrzyknąl: ­ Ci-
pującemu zarządowi. Większość popar-
cho! Dziadźko Matwiej chce cos po-
la wniosek. Stary zarząd ustąpil, ogloszo-
wiedzieć.
no pięć minut przerwy, aby przygotować
Wszyscy obejrzeli się na Matwieja,
propozycje skladu nowego zarządu. Bylo
sala powoli cichla, niektórzy siadali na
już dosyć późno, ludzie wstawali z miejsc,
swoje miejsca i w ogóle zrobilo się spo-
zbijali w grupy, zastawiali przejścia. Jon