img
str. 54
Lipiec-Sierpień 2024 r.
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
wą! Przecież każdy ma swoje sprawy. Na-
czą... Ale mnie nie jest wiadomo, czemu
sze, krewnych, tutejsze i nie tutejsze... I
towarzysz Jon i nas zaprasza do ich towa-
mowa, i oświata, i kultura, i gospodarka,
rzystwa... My tu w swojej wsi żyjemy z
i polityka... Czy mamy opierać się tylko
dziada, pradziada i prapradziada.. Tysią-
na kimś?.. Mówimy ­ towarzysze! Pew-
ce i tysiące lat... To nasza ziemia... Nasza
nie, że towarzysze... Ale musimy tez wie-
ojczyzna... I mamy tu pola, wsie, miasta,
dzieć, kimoni, skąd są oni i czego oni
ogrody, sady, szopy... I kumów, i swatów,
od nas chcą? Wy znacie oto mnie, ja znam
i dni powszednie i święta... Nie, nie moi
was... Znamy siebie, jak lyse konie... Ile
mili... My nie jesteśmy żadnymi proleta-
zjedliśmy razem kapusty, ile wypiliśmy
riuszami... I ja was otwarcie pytam, czy
okowity... Ile naśpiewaliśmy, ile prze-
chcielibyście się nimi stać? Takimi samy-
tańcowaliśmy... A tu nagle czujemy, że
mi proletariuszami?
my, także moja skromna osoba jest jakimś
To bardzo pijane pytanie, jak powie-
niepracującym elementem, że nadawalem
dzialby nasz towarzysz Kornij... Bo cala
wam jakichś niedobrych gazet, zlych ksią-
komedia w tym, że ci sami święci prole-
żek, że ja burżuj, że Serhij, to prawie jakiś
tariusze jednoczą się na terytorium car-
bankier Morgan... Tu oto między wami
skiego imperium, pod dowództwem syna
jest i mój ojciec... Chcecie, mi wierzcie,
burżuazji Lenina i syna kulaka, Trockie-
nie chcecie, to nie, a ja nie jestem mniej
go, postanowili silą narzucić swoją wla-
pracującym, niż nasz szanowny towa-
dzę wszystkim obywatelom kraju i calą
rzysz Jon... I książki, które tu czytamy,
ludność zamienić w proletariat. Odebrać
to są nasze książki, przez nas napisane i
od niej wszystko, co kto ma, i zrównać ich
o nas napisane... I gazety, jakie czytamy,
z tymi najbiedniejszymi i zacząć żyć na
to nasze gazety, wydane we Lwowie, w
piecu. Wedlug nich, to się nazywa dykta-
Lucku... Przez naszych ludzi. O naszych
tura proletariatu. A po ludzku, to się na-
sprawach... I ja nijak nie mogę zrozumieć,
zywa przemocą, bezprawiem i rabunkiem.
czemu one nie podobają się naszemu to-
Ale już taka rzecz zostala już dokonana na
warzyszowi Jonowi.
naszej ziemi, tam dalej za Szumskiem...
Ale ja slyszę i widzę, że jemu podoba-
Przez proletariuszy Lenina i Trockiego...
ją się inne książki i inne gazety... Wyda-
Przy pomocy takich proletariuszy, jak
ne gdzieś indziej... I przez kogoś innego...
nasz buńczuczny towarzysz Jon... (Na
Bardzo dobrze wiemy, co to za książki i
sali slychać śmiech).
co to za gazety... Tam na nich napisano:
Śmiejcie się czy nie śmiejcie, ale to
­ proletariusze wszystkich krajów ­ lącz-
gorzki żart. Przy tym miliony ludzi stra-
my się! A czy my jesteśmy proletariusze?
cilo życie. Wyganiają z domów, rozbija-
Wy, ja, wszyscy tu obecni?.. Niech nam
rodziny, wsadzają do więzienia, na ze-
towarzysz Jon wyjaśni, kto to są proleta-
slanie... Zresztą, wy ich już widzieli-
riusze... To są ci ludzie, którzy niczego
ście... Przypomnijcie te wszystkie akcje
,,wyrównania", ,,dokladania", ,,likwida-
nie mają. Ani kola, ani domu, ani nawet
cje nadwyżek", ,,doplaty", ,,wszystko na
imienia. Im nawet mówią, ze oni nie mają
front"... Jak to do czysta wymiatali wasze
ojczyzny... Marks mówi im bardzo wyraź-
nie: proletariusz nie ma ojczyzny. On sam
stodoly, chlewy, magazyny, sady. Obiecali
jest goly i bosy... I po co mają tacy lu-
dać wszystko, a wszystko zabierali. A kie-
dzie w calym świecie się jednoczyć. Do-
dy dadzą, nie wiadomo. A teraz tam tyl-
brze. Niech sobie na zdrowie się jedno-
ko jedno jest jasne: ludzie nie mają czego