img
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 51
nie świadczyly o sile rażenia tych bomb,
ściola farnego, do księdza i wraz z wie-
które tam byly wlaśnie zrzucane. Do dziś,
loma innymi Polakami poszli wszyscy
kiedy myślę o piekle, niekiedy przywo-
razem do sowieckiej Sielrady! Wszyscy
luję w pamięci tamten las i to co z niego
zgodnie prosili, aby Polaków odeslać do
wtedy zostalo.
Polski, a nie na Dombas. W końcu So-
Już razem dotarlyśmy do jakiejś du-
wieci na szczęście się zgodzili, postawili
żej wsi, ale nikogo w niej nie bylo, poza
jednak zdecydowanie warunek: ,,Wyjazd
jedną staruszką i to bardzo chorą. Zaczę-
ma nastąpić w ciągu trzech dni!".
lyśmywypytywać, gdzie są pozosta-
li mieszkańcy tej miejscowości. Na po-
NA PIĘKNEJ I ZIELONEJ
czątku oczywiście nie chciala nic-
ZAMOJSZCZYŹNIE
wić, potem jednak zaufala nam i wska-
Nie bylo rady, rozpoczęliśmy gorącz-
zala drogę do wąwozu, gdzie skryli się
kowe przygotowania do wyjazdu za rze-
ludzie na niebezpieczny czas przejścia
Bug i tak nasza rodzina znalazla się
frontu. Gdy tam przyszlyśmy, ludzie byli
na Zamojszczyźnie. Przyjechaliśmy pro-
bardzo zaskoczeni, że odnalazlyśmy to
sto do wsi Szopinek pod Zamościem,
miejsce. Jednak zgodnie nas przygarnę-
gdzie mieszkala rodzina naszego taty, ro-
li i bylyśmy tam przez dwa dni. Na trzeci
dzina Albingrów. Tu zatrzymaliśmy się
dzień do naszego wąwozu dotarli pierwsi
na tydzień czasu i czuliśmy się dobrze,
Sowieci, wszędzie szukali Szwabów. Lu-
tym bardziej, że wreszcie spotkaliśmy
dzie tymczasem powoli wracali do swo-
naszego tatę. Po kilku dniach tatuś Jan
ich zagród. Będąc już z innymi w wiosce,
dowiedzial się, że we wsi Siedliska pod
postanowilam pytać wszędzie żolnierzy,
Zamościem można otrzymać dom i zie-
czy aby który nie zmierza w kierunku
mię po Ukraińcach, których przesiedlono
Zamościa. Szczęście nam sprzyjalo, bo-
na wschód. Pojechaliśmy tam i rzeczy-
wiem pierwszy napotkany samochód za-
wiście zamieszkaliśmy w opuszczonym
bral nas do samego Zamościa. Tam z ko-
domu na samym końcu wsi, przy dro-
lei na ulicy Hrubieszowskiej spotkaly-
dze na Wiatrowe, okolo 500 metrów od
śmy innych żolnierzy sowieckich, którzy
domu Romana Szymanka. Mialam wtedy
zabrali nas aż do samego Wlodzimierza
dopiero 15 lat, bylam mlodą, silną, zdro-
Wolyńskiego.
wą i ladną dziewczyną, poznalam nowe
W mieście odnalazlam swoją rodzi-
koleżanki i z niektórymi nawet się za-
nę, która wciąż mieszkala na ulicy Mi-
przyjaźnilam, dla przykladu z Zosią Szy-
kolajewskiej, ach cóż to byla za radość,
manek oraz z Eugenią Paluch.
gdy wszyscy ujrzeli mnie żywą. Jednak
już po dwóch tygodniach przyszlo dla
Waclawa Roch
mnie wezwanie, abym szykowala się
wyjazdu w gląb Rosji i to aż na strasz-
[fragment wspomnień Waclawy Roch z
ny Dombas. Takie wezwanie Sowie-
d. Albingier ze wsi Sierakówka na Wo-
ci sporządzili dla bardzo wielu Pola-
lyniu, wysluchal, spisal i opublikowal 7
ków w naszym mieście, ale z naszej ro-
października 2003 r. S.T. Roch]
dziny na razie tylko ja bylam wezwa-
na. Moja mama Jadwiga miala świa-
Tagi: Boża Opatrzność, Kresowianie,
domość, że to wezwanie to wlaściwie
Wolyń, Zamość, Wlodzimierz Wolyński,
wyrok śmierci, zaraz wybrala się do ko-
Hrubieszów, Ziemia Swojczowska, wieś