Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 49
miecka. Po pewnym czasie do naszego
musimy uciekać do lasu.". W tej sytuacji
domu, coraz częściej zaczęli zachodzić
wszystko zostalo w domu, wszystkie na-
niemieccy żolnierze, którzy żywo poszu-
sze rzeczy, nic nie udalo się zabrać i glod-
ni nocowaliśmy w lesie. W środku nocy
kiwali polskich partyzantów, ukrywają-
nadlecialy niemieckie bombowce i za-
cych się w calej okolicy. W rozmowie z
częly niemilosiernie bombardować las i
nami zachowywali się spokojnie i pytali
najbliższe okolice. Niedaleko nas rwa-
zwykle tak: ,,Skąd wy jesteście i jak się tu
ly się śmiertelne bomby, a my wciąż ży-
znaleźliście?". Odpowiadaliśmy zwykle,
liśmy, inne rodziny nie mialy tyle szczę-
że jesteśmy Polakami i uciekliśmy przed
ścia. Dla przykladu, tuż obok nas (dzieli-
Ukraińcami ze wsi Sierakówka.
Tak bylo w dzień, bowiem w nocy
lo nas tylko 2 metry), spala polska rodzi-
chowaliśmy się w niedalekim lesie w
na, w której jedna z kobiet zostala trafio-
okopach, które wykonali jeszcze polscy
na odlamkiem, do dziś pamiętam jak glo-
partyzanci. Bywalo i tak, że odwiedzali
śno krzyczala. Niedlugo później zmarla
nas nasi partyzanci, zwykle bywali jed-
na skutek wykrwawienia. Tej nocy zginę-
nak krótko, szukali wtedy glównie wody
lo jeszcze bardzo wielu Polaków, a szcze-
i żywności. Zawsze im chętnie pomaga-
gólnie polskich partyzantów.
liśmy, a gdy wypytywaliśmy ich o naj-
Następnego dnia raniutko wstaliśmy
nowsze wieści z frontu, byli niechętni do
i idąc przez zniszczony okrutnie Bie-
większych wynurzeń, informowali nas
lin, zamieszkaliśmy na skraju tej wsi, w
tylko, że już niebawem opuszczą Bielin
drewnianym domku pod samym lasem.
i okolice. Mówili także że wojsko przy-
Dom byl opuszczony, ale widać bylo, że
gotowuje się do przejścia przez front na
jeszcze niedawno mieszkali w nim lu-
sowiecką stronę. I rzeczywiście ich sytu-
dzie, bylo w nim bowiem wszystko, co
acja stawala się coraz bardziej tragiczna
bylo potrzebne do życia. Nawet żyw-
i beznadziejna, pamiętam także i te dni,
ności bylo pod dostatkiem, jednak bali-
kiedy Niemcy szukali naszych chlop-
śmy się tego tykać, bowiem spodziewali-
ców z psami. To bylo już chyba po wyj-
śmy, że żywność może być zatruta przez
ściu naszej dywizji szczęśliwie z okrąże-
Ukraińców. Tu znowu zatrzymaliśmy na
nia. Niemcy dokladnie przeszukiwali te-
dlużej, mieszkaliśmy bowiem przez lato
ren, wylapując tu i ówdzie pojedynczych
i jesień, a opuściliśmy ten dom dopiero
żolnierzy i jakieś luźne grupy, niedobitki.
wczesną zimą i przenieśliśmy się z po-
Nasi ludzie, mówili nam dla przykladu
wrotem do miasta Wlodzimierz Wolyń-
w naszym domu: ,,Niemcy szukają na-
ski.
szych nawet na drzewach, a jak znajdą
Póki co mieszkaliśmy pod lasem,
jakiegoś nieszczęśnika, strzelają do nie-
a byl to czas bardzo niespokojny bo-
go jak do kaczek! Wielu naszych chlo-
wiem powyżej opisane bombardowa-
paków ginie".
nia, to wlaściwie dopiero początek cięż-
kich walk 27 Wolyńskiej Dywizji Pie-
choty Armii Krajowej z Niemcami. Dlu-
W NIEMIECKIEJ NIEWOLI
gi czas praktycznie codziennie, slysze-
W CZAS WOJENNEJ ZAWIERUCHY
liśmy odglosy zaciętej walki i wybuchy
Po ucieczce naszej partyzantki sytu-
bomb. Partyzanci zmagali się już nie
acja zmienila się tak niekorzystnie, że
tylko z ciężkimi nalotami i artylerią,
także nasza rodzina postanowila wrócić
ostro atakowala ich także piechota nie-
do miasta Wlodzimierz Wolyński. Ba-