Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Lipiec-Sierpień 2024 r.
str. 47
Historia - Історія
GDY PLONĄL BOMBARDOWANY
BIELIN ŻOLNIERZE 27 WOLYŃSKIEJ
DP AK W WYPELNIONEJ PO BRZEGI
ŚWIĄTYNI BLAGALI
O CUD OCALENIA
W mieście zamieszkaliśmy na ulicy
nim wspominali. Pamiętam jednak bar-
Kowelskiej w pożydowskiej kamienicy,
dzo dokladnie, że z naszej rodziny Kali-
która stala pusta. Obok nas w innych po-
niaków banderowcy zamordowali o wie-
kojach mieszkaly inne rodziny polskie, w
le więcej osób, tak przynajmniej mówi-
tym wspominana już rodzina Kubickich.
la jeszcze za życia nasza mama Jadwiga.
Codziennie wychodzilam na naszą ulicę
Niestety nie pamiętam dziś, ani szczegó-
i chodzilam nawet do miasta, a szczegól-
lów, ani nazwisk, ani nawet imion tych
nie do glównego kościola w tym mieście,
tragicznych ofiar.
gdzie uczestniczylam we Mszy Świętej.
We Wlodzimierzu Wolyńskim miesz-
Dlatego codziennie widywalam gru-
kaliśmy do momentu, gdy zrobilo się glo-
py uciekinierów, którzy widać bylo że
śno o ucieczce do lasu, polskich żolnie-
tak jak moja rodzina, dopiero co ucie-
rzy i policjantów w slużbie niemieckiej,
kli spod ukraińskiego noża i siekiery.
którzy kwaterowali w koszarach. Wszy-
Wielu z nich gorzko plakalo i lamen-
scy powtarzali wtedy, że nasze chlopa-
towalo nad ostatnimi doświadczenia-
ki nawialy na Bielin, gdzie już dość dlu-
mi, które ich spotkaly. Jednak nikogo
go byla silna polska samoobrona. Po ich
z tych ludzi nie zatrzymywalam i nie
ucieczce Niemcy ponownie zaczęli po-
rozmawialam z nimi.
wolywać do policji Ukraińców, którzy
Moja mama Jadwiga oraz tato Jan
pomimo calej propagandy UPA o wal-
opowiadali mi osobiście we Wlodzimie-
ce z niemieckim okupantem, chętnie jed-
rzu Wolyńskim, że rodzona siostra mo-
nak garnęli się znów do policji. Niedlu-
jej mamy Leokadia z domu Kaliniak lat
go bylo ich już cale mrowie i często spo-
okolo 30, zostala zamordowana przez
tykalam ich na ulicy w mundurach po-
czterech Ukraińców, niedaleko Swojczo-
licyjnych, gdy ćwiczyli musztrę. Jedne-
wa, we wsi Ewin. To bylo podczas rze-
go dnia gdy bylam na naszej ulicy zoba-
zi ukraińskich w 1943 r. Opowiadali o
czylam oddzial policjantów ukraińskich,
jej śmierci tak: ŤDwóch Ukraińców ją
w liczbie dużego plutonu, który poru-
trzymalo, a dwóch przeżynalo pilą na
szal się kolumną. Dowódca mocnym glo-
pól i tak Lodzię zamęczyli na śmierć!Č.
sem wydawal, co chwilę komendę: ,,Raz
dwa tri liwa!". Nie wytrzymalam wtedy
Leokadia wyszla za mąż i miala swoje
dzieci, niestety nie pamiętam już dziś ile.
i krzyknęlam bardzo glośno w ich kie-
runku: ,,Do chliwa, do chliwa!". Po tych
Moi rodzice nic nie mówili o jej mężu,
w każdym razie nie pamiętam, aby o
slowach ile mialam sil w nogach rzuci-