img
str. 26
Lipiec-Sierpień 2024 r.
Wolanie z Wolynia nr 4 (179)
Kraj na pól bracia dzielili, poczną pa-
nować Krak z Lechem. I Krak ma ziemi
polowę i Lech polowę ma ziemi. Lecz pa-
trzy na brata z trwogą -- starszy mi kark
zgniecie nogą.
-- Jedźmy do lasu na lowy, bracie, na
zwierza dzikiego, jedźmy razem w pusz-
czę ciemną... będziemy gonić jelenie, bę-
dziem zabijać niedźwiedzie.
Siedli na koń. Siostra z wieży prosi:
-- Nie jedźcie na lowy, krucy dziś kra-
kali rano i sen mialam w nocy krwawy.
Weźcie czeladź, weźcie z sobą; zwierz jest
dziki, las jest czarny.
A Krak śmieje się i rzecze: -- Zwierz i
las nie straszny dla nas.
W puszczę ciemną wjechali. Wtem
mlodszy staje i rzecze: -- Tutaj ci, bracie,
umierać. Ja cale państwo zagarnę.
Rzekl i mlotem w skroń mu ciska,
Smierć Wandy
krew szkarlatna wytryska i Krak na ziemię
Obraz Maksymilianina Piotrowskiego
upada. Co tu czynić z cialem brata? Z zie-
wesolą, wiatry polami z nią biegną; niech
mi wilcy je wygrzebią, po trupie poznają
rolnik w pole wychodzi, pastuch niech by-
ludzie. Mieczem go rąbie na ćwierci, tnie
dlo wyżenie, niech dzieci idą na ląki; nie
go na drobne kawaly i na rozstajach go
ma już smoka na ziemi.
grzebie. Piaskiem bialym przysypuje, no-
Nad smoczą jamą, na górze, gród się
gami ubija ziemię. Księżyc i gwiazdy pa-
kamienny podnosi, tam Krak króluje spo-
trzyly; puszcza ich widziala ciemna: księ-
kojny, na cztery strony spoziera, cztery
życ, gwiazdy nie wydaly, puszczy nikt nie
zwojowal narody. A broda rośnie mu siwa
sluchal glosu.
i już mu piersi zakrywa, już i do kolan mu
Jedzie na gród Lech i placze, suknie roz-
sięga. A kiedy dotknie się ziemi, król wie,
darl, ręce lamie. -- Biada mi -- oto zwierz
że umrzeć mu pora. Ni się weseli, ni smu-
srogi brata zagryzl w ciemnym lesie.
ci, że swe królestwo porzuci, dwóch sy-
Krew widzicie na mej szacie, bom go
nów już ma u boku i córkę Wandę ma jed-
bronil nadaremnie.
ną. Broda dorosla do ziemi.
Lech wziąl po nim ziemię calą i sam
Przyszla już na mnie godzina; weźcie
panowal na grodzie. Na rozstajach, kędy
królestwo na dwoje. Siostrze dać królew-
cialo bialym piaskiem przysypane, jasne
skie wiano i żyjcie w braterskiej zgodzie.
lilie wyrosly, kwitną i z wiatrem bujają,
Placz po swym ojcu narodzie!
wiatrom jęcząc powiadają: Tutaj jest Kra-
Naród zaplakal i cialo niesie na górę
ka mogila, ręka brata go zabila. Ludzie idą
Lassotę. Na stosie go posadzili, tryznę z
nocą srogą, dziwne glosy slyszą z trwogą,
obiatą (uczta pogrzebowa) sprawili, popio-
wiatr odwiewa Kraka cialo. Na zamek nio-
ly Kraka zebrali, każdy wziąl po garści zie-
są je ludzie, starszyzna na gród się zbiera.
mi, szli i sypali, dopóki mogila w górę nie
Niechaj ten, co zabil brata, idzie z ziemi na
wzrosla.