Wszystkie wpisy, których autorem jest administrator

DT 16 września

Bracia i siostry, podsumowanie 16 września

 

Złe wieści:

1. Organizacje terrorystyczne „DRL” i „ŁRL” ogłosiły utworzenie „zjednoczonych sił zbrojnych Noworosji” z jednym „dowódcą naczelnym”.
Oczywiście, mogą utworzyć nawet siły międzygalaktyczne desantu gwiezdnego, ponieważ nazwa „zjednoczone siły zbrojne” w odniesieniu do tłumu narkomanów i kryminalistów brzmi aż nazbyt dumnie. Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że żołnierzy rosyjscy na Donbasie mają dosyć min, miotanych do nich przez pijanych bojówkarzy i umierania pod „ogniem przyjaciela”. Naciskają na swoich kompanów – z pomocą Moskwy – żeby ci utworzyli jednolite organa kierownicze swych band. Czarę goryczy przelał
ostrzał przez bojówkarzy stanowiska Rosjan pod Debalcewem.
Poprzez utworzenie jednolitego kierownictwa bojówkarzy osiąga się cel, polegający na jakiejś tam współpracy wojsk rosyjsko-terrorystycznych. Dla nas jest to bardzo niedobrze, ponieważ w tej sytuacji skuteczność działań przeciwnika znacznie wzrasta.
Co prawda, nie można być pewnym, że drobni kryminaliści i pijaczkowie z Donbasu zaakceptują te reguły gry nie słowem, a czynem. Tam każdy uważa się za księcia i Carla Philippa Gottlieba von Clausewitza (jeżeli oni w ogóle wiedzą, o kogo chodzi – w co wątpię).

2. Wbrew porozumieniu, podpisanemu 12 września z UE i Ukrainą, Rosja ma zamiar wprowadzić cła na towary ukraińskie.
W Ministerstwie Gospodarki FR ogłoszono: rząd FR powinien zatwierdzić uchwałę o wprowadzeniu ceł dla Ukrainy, a potem odwołać jej wdrożenie – jeżeli Kijów i Bruksela spełnią swe obietnice o odroczeniu implementacji Umowy Stowarzyszeniowej z UE w części o strefie wolnego handlu.
Cóż – oto kolejny argument co do tego, że powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby Rosja – jeżeli chodzi o współpracę gospodarczą – znalazła się dalej, niż Zimbabwe. Zależność eksportowa i importowa od Moskwy może być do przyjęcia jedynie przy zakupie bałałajek i matrioszek. Wszystko inne jest zbrodnią przeciwko bezpieczeństwu gospodarczemu Ukrainy.

 

Dobre wieści:

1. Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła niecodzienne ustawy – „O statusie szczególnym niektórych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego” oraz „O amnestii bojówkarzy”.

Wybory lokalne na obecnie okupowanych terenach mają się odbyć 7 grudnia 2014 r. Na okres 3 lat zostaje wprowadzony tryb szczególny samorządu terytorialnego, jest gwarantowane swobodne korzystanie z języka rosyjskiego i innych, państwo sfinansuje wsparcie rozwoju społeczno-gospodarczego tych rejonów. Rady lokalne utworzą oddziały milicji ludowej. Ustawa „O amnestii” przewiduje zwolnienie od odpowiedzialności „członków jednostek zbrojnych” i osób, przeciwstawiających się prowadzeniu operacji
antyterrorystycznej.

Z jednej strony te ustawy bardzo śmierdzą „sprzedażą” Donbasu. Z drugiej strony, jest to krok, które władze musiały wykonać. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: mogliśmy doprowadzić rozpoczętą sprawę do końca i zetrzeć bojówkarzy w drobny mak (do czego wszystko szło), gdyby Putin nie rzucił na Donbas kohorty swego wojska. Ukraina nie dała rady się przeciwstawić tej nawale. Oczywiście, można zarządzić ogólną mobilizację, wydać broń setkom tysięcy obywateli i zalać Donbas krwią – ale nie wiem, czy
ten wariant byłby lepszy.
Osobiście uważałem i uważam, że drogą pokojową problemu Donbasu rozstrzygnąć nie można (w teorii można mu dać trochę swobody, a potem po cichu „przykręcać śruby”, jednak na taki scenariusz Rosja się nie zgodzi). Żeby zwyciężyć – potrzebujemy innej armii, którą dopiero będziemy tworzyli. Podwaliny zostały położone w trakcie OAT. Ustawa „O statusie szczególnym” – to wielokropek, nie kropka (zgodzę się, że ów wielokropek wywołuje wiele pytań, chociażby o finansowanie tych terenów). Najważniejsze – to stale pamiętać o tym, nie zasłaniając się problemami gospodarczymi oraz innymi okolicznościami.

Nie mniej ważna jest sprawa, czy ten prezent Kijowa zadowoli Moskwę i bojówkarzy? Oto jest pytanie?

Tak czy inaczej, należy w trybie pilnym umacniać linię obrony na granicy terenów okupowanych. Przyda się to w każdej sytuacji.

2. Rada Najwyższa i Parlament Europejski w jednym i tym samym czasie (za pomocą telemostu) ratyfikowały Umowę stowarzyszeniową Ukrainy z Unią Europejską.

Biorąc pod uwagę różnego rodzaju „ale”, można to uznać za zwycięstwo strategiczne Ukrainy. Od tej sprawy rozpoczął się Majdan. Droga do tej ratyfikacji była nie tylko walką „dobra ze złem” wewnątrz Ukrainy – sił Majdanu z dyktaturą Janukowycza, ale też z agresorem z zewnątrz. W żadnym kraju UE czy jej partnerów nie zginęło tyle osób (najlepszych synów i córek narodu), pragnących bycia w jednej rodzinie europejskiej.

Doskonale jednak wszyscy rozumiemy, że Umowa stowarzyszeniowa nie znaczy znalezienia się Ukrainy w Europie. Rewolucja w umysłach się nie skończyła. Mamy za co „dziękować” Putinowi – jego agresja spowodowała, że nasi współobywatele chcą teraz bycia w Europie bardziej, niż po wysłuchaniu wszystkich razem wziętych opowiadań o demokracji i wartościach europejskich.

3. I oto kolejna inicjatywa ustawodawcza – taki już był dzień. W bólach i cierpieniu Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła długo wyczekiwaną Ustawę lustracyjną.
Spora część posłów bardzo nie chciała uchwalenia ustawy o oczyszczeniu władzy. Pod murami Rady Najwyższej pilnowali tego zwykli Ukraińcy – ci, którym przyszłość kraju nie jest obojętna. Nawet przewodniczący parlamentu powiedział, że posłowie nie zostaną wypuszczeni z sali obrad, dopóki ustawa nie zostanie uchwalona. Uchwalili.

Jesteśmy ciekawi, jak bardzo ta ustawa będzie skuteczna. Widzimy, jak tu i ówdzie na wysokich stanowiskach pojawiają się osobnicy, jeszcze wczoraj liżący buty klice Janukowycza. Skuteczność ustawy zależy też od nas – zwykłych obywateli i społeczeństwa obywatelskiego. Już je mamy.

 

DT 15 września

Bracia i siostry, podsumowanie 15 września

 

Złe wieści:

1. Miniony weekend pokazał: podczas gdy po kraju krążą plotki o jakichś tajnych rozmowach Kijowa z Moskwą o „pokojowym rozwiązaniu konfliktu na Donbasie”, tenże Donbas stał się areną tak bardzo „pokojowego” konfliktu, że nie każda woja jest w stanie za nim nadążyć.
Wojska rosyjsko-terrorystyczne próbują „wycisnąć” ukraińskie jednostki i pododdziały z zajmowanych stanowisk – przede wszystkim w okolicy Doniecka, Awdiejewki, Debalcewa, Wołnowachy i Szczęścia. Ostrzeliwania i szturmy nie ustają. Wojna dywersyjna trwa pełną parą. Sytuacja jest napięta na terenie od Morza Azowskiego do Doniecka: przeciwnik walczy o pas Szyrokine-Telmanowo-Dokuczajewsk-Marjinka-Krtasnogorówka. Nad Mariupolem wisi zagrożenie od północy.
Wojska ukraińskie wytrzymują ten napór. Jednak jest już jasne: niestety, nie ma co liczyć nawet na bardzo wątły pokój.

2. Dowód na to: dziś wybitny lalkarz Putin wsunął swą łapkę do lalki-marionetki lidera DRL Purgina i ogłosił jego ustami: szumnego projektu Prezydenta Poroszenki, dotyczącego „specjalnego statusu” poszczególnych powiatów Donbasu oni (czytaj: Kreml) nie wezmą nawet darmo. „Jest to ustawa dla Ukrainy. Dla Donieckiej Republiki Ludowej ustawy tworzy nasz parlament”, – ogłosiła lalka o twarzy Purgina.
Proszę Państwa, o jakim „pokojowym uregulowaniu konfliktu” mówimy? Dopóki Purgin, cierpiący na autyzm geopolityczny, się nie nauczy wysławiać sam, dopóty wszystkie rozmowy pokojowe nie są warte nawet tyle, co jednorazowa maszynka do golenia, na którą Purgina, sądząc z jego permanentnego zarostu, nie stać.

3. Historia, związana z powrotem z misji ONZ śmigłowców spółki „Śmigłowce ukraińskie”, o czym długo rozmawiali różni eksperci i politycy, zamieniła się w teatr absurdu. Jest to tak bardzo zadziwiająca historia, że nie wolno jej pominąć milczeniem.
O co chodzi? W trakcie OAT nagle przypomniano sobie, że Ukraina ma śmigłowce w misjach ONZ. Oczywiście, wynikł rezonans, dotyczący ich powrotu na Ukrainę.
Spółka „Śmigłowce ukraińskie”, zarządzająca tymi maszynami, przekazanymi jej przez Ministerstwo Obrony i MSW, wskazywała kilka czynników. Po pierwsze, wydzierżawiła śmigłowce w postaci złomu, spółka więc musiała sama doprowadzić je do stanu używalności (co kosztowało ponad 400 milionów hrywien). Po drugie, Ministerstwo Obrony otrzymywało z tytułu dzierżawy 3 miliony 570 tys. hrywien miesięcznie (dodajmy do tego darowiznę od spółki w wysokości 14 milionów hrywien, przeznaczoną na budowę mieszkań dla wojskowych). Po trzecie, jak informowała spółka, sankcje karne ONZ za wycofanie śmigłowców z misji wskutek zerwania kontraktu będą stanowiły nie mniej, nie więcej – 400 milionów hrywien. Wszystko to, zdaniem przedstawicieli spółki, powinno skłonić wymagających natychmiastowego wycofania śmigłowców z misji do tego, by usiedli i rozważyli wszystkie „za” i „przeciw”.
Niestety, nikt nie dyskutował i nie rozważał. Cóż, nie będziemy się kłócić – w państwie trwa wojna, jakie mogą być kłótnie. Spółka „Śmigłowce ukraińskie” wymóg spełniła i zaczęła wycofywać helikoptery na Ukrainę (na dzień dzisiejszy jest ich osiem). Tu się jednak zaczyna rzecz najciekawsza.
21 sierpnia spółka podpisała aneks do Umowy dzierżawy o zwrocie 8 wydzierżawionych śmigłowców Ministerstwa Obrony Ukrainy „za porozumieniem stron” i próbowała oddać helikoptery wojsku. W odpowiedzi – cisza. Próby odnalezienia tych, którzy przyjmą śmigłowce, powrotowi których towarzyszy tyle hałasu, spełzły na niczym. Ponadto, resort wojskowy ignoruje też prośby o wykorzystanie śmigłowców w celu ewakuacji rannych, przy czym spółka bierze na siebie obsługę helikopterów. W związku z
powyższym 12 września spółka zwróciła się do Sądu Gospodarczego Miasta Kijowa z prośbą (proszę pomyśleć nad treścią) o zmuszenie dowództwa Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy do odebrania śmigłowców z dzierżawy!

Konia z rzędem temu, kto pomoże ogarnąć ten marazm. Nie mogę pojąć, po co trzeba było zrywać umowę z ONZ i skazywać się na kary (dodam, że w ten sposób spółki ukraińskie mogą „wyfrunąć” z tego dość prestiżowego rynku, wskutek czego do ONZ trafią śmigłowce z Rosji). Dodatkowo: Ukraina podpadła jako „kraj, nastawiony na odbudowę pokoju”, po to tylko, żeby się przekonać, iż wojsko ukraińskie tych śmigłowców nie potrzebuje. Gdyby to było z korzyścią dla frontu – nie ma sprawy. Natomiast kto
w tej sytuacji odpowiada za absurd? Niestety, odpowiedzi brak.

 

Dobre wieści:

1. Na Ziemi Lwowskiej rozpoczęły się ukraińsko-amerykańskie szkolenia wojskowe „Rapid Trident”, w których uczestniczą żołnierze z 15 krajów świata.
Nie wiem, czy należy komentować, jakie to ma znaczenie wojskowo-polityczne dla Ukrainy. Tak czy siak, jest to wsparcie „wojskowe” z Zachodu. Nie na darmo na Kremlu przed rozpoczęciem manewrów były rytualne skomlenia o „destabilizacji sytuacji w regionie”.
Cieszy również to, że – jak informuje Ministerstwo Obrony – w trakcie szkoleń będzie rozpracowywany scenariusz „wojny hybrydowej”, którą to wojnę Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie. Będzie też mowa o tym, jak należy się przeciwstawić prowokacjom oraz agresji informacyjnej.

2. Obserwujemy przypadki „przyjacielskiego ognia” na linii formacji rosyjsko-terrorystycznych. Terroryści strzelają do pododdziałów armii rosyjskiej i do siebie nawzajem. Używają do tego nie tylko broni palnej, ale też artylerii.
Wg naszych informacji, można mówić o bardzo słabej współpracy na linii „DRL” -„ŁRL” oraz tych formacji z wojskami rosyjskimi. Jest to słaby punkt przeciwnika i należy to wykorzystać (oczywiście, nie w warunkach „zawieszenia broni”). Źle, że współpraca naszej armii i oddziałów ochotniczych również jest daleka od ideału, o czym mówiliśmy od wiosny.

3. Media europejskie dziś poinformowały: UE może nasilić sankcje przeciwko Rosji i – to ważne – nareszcie uznać „DRL” i „ŁRL” za organizacje terrorystyczne. Informując o tym, wydanie „Bild” przywołało tajny protokół ze spotkania ambasadorów krajów UE.
Sankcje przeciwko FR – to jak masło do kaszy – nie będzie za dużo. Uznanie terrorystów za takowych pociągnie za sobą to, że Rosja będzie uważana za państwo, popierające terroryzm. Jest to duże osiągnięcie, zważywszy na to, że Moskwa dotąd nie została oficjalnie uznana za agresora. Powoli, bardzo powoli, ale Kijów jednak osiąga cele w swej polityce zagranicznej – gdy mowa o wojnie na Donbasie. I to cieszy.

 

DT 12 września

Bracia i siostry, podsumowanie 12 września.

 

Złe wieści:

1. Prognoza co do tego, że wojska rosyjsko-terrorystyczne wykorzystają zawieszenie broni na Donbasie po to, żeby powiększyć swój potencjał bojowy, sprawdza się w stu procentach. Nikt już się nie dziwi, widząc rosyjskie wozy pancerne i artylerię. Na terenie, kontrolowanym przez bojówkarzy(zwłaszcza w okolicach Doniecka), widzieliśmy też już zespoły zenitowo-rakietowe obrony przeciwlotniczej, a to już inna bajka.

Również w obwodach ługańskim i donieckim (a także na terenach przygranicznych FR) okupanci rosyjscy tworzą obozy szkoleniowo-treningowe. Szkolą bojówkarzy w szerokim spektrum specjalności, przydatnych na wojnie – od mechaników i kierowców pojazdów opancerzonych do dywersantów i wywiadowców.

Wszystko to oznacza, że jeżeli Kijów będzie chciał kontynuować działania wojenne, będą one o wiele bardziej napięte i męczące, niż dotychczas. Widzimy jednak, że władze Ukrainy zdecydowanie dążą do pokojowego rozwiązania konfliktu. Co z tego wyniknie – zobaczymy. Będziemy wierzyli w lepszy scenariusz.

2. Rozumiemy sens rotacji wojsk rosyjskich. Sprawa polega nie tylko na tym, że nasze wojska trochę złamały okupantom kręgosłup i Rosjanie potrzebują świeżej krwi (ściślej: mięsa armatniego). Chodzi też o to, by wymienić „elementy nielojalne”. Wśród żołnierzy w nowoprzybyłych pododdziałach widzimy dużo mniej wojskowych o słowiańskich rysach twarzy.

Są dwa powody. Po pierwsze, coraz mniej „Słowian” wśród rosyjskich wojskowych chce walczyć przeciwko Ukraińcom. Po drugie, po śmierci żołnierzy z dalekich zakątków Imperium Rosyjskiego rezonans będzie o wiele mniejszy, niż w przypadku żołnierzy, przyjeżdżających w trumnach do Petersburga czy Pskowa.

Wnioski są zrozumiałe: Putin idzie w zaparte, prowadząc wojnę wbrew negatywnemu rezonansowi w społeczeństwie rosyjskim.

3. Wicepremier Ukrainy W. Grojsman oświadczył: suma strat, spowodowanych konfliktem na Wschodzie Ukrainy stanowi 11, 888 miliardów grywien (równowartość około 3,4 miliardów złotych – przyp. redakcji). Chodzi o zburzone obiekty, o których poinformowano władze (domy mieszkalne, szkoły, szpitale, obiekty zaopatrzenia energetycznego i przemysłowe – tych obiektów jest razem 11 325). Dokładnej sumy strat władze podać nie mogą. Tak samo, jak wydatków, związanych z zapewnieniem bytu
uchodźcom z obwodów ługańskiego i donieckiego.

Ciekaw jestem: jak „komandorzy” z „DRL” i „ŁRL” mają zamiar odbudowywać zniszczony przez nich Donbas, tak bardzo dążąc do opuszczenia Ukrainy? Liczą na to, że Putin im wszystko odbuduje? Biedaczek Putin do tej pory „trawi” Krym – tam czort wie, co się dzieje. Dodajmy do tego kolosalne straty FR z powodu sankcji (dzisiaj rubel znów pobił rekord spadku wartości). O jakiej pomocy z Rosji mowa?

Dążenia Moskwy są zrozumiałe: im bardziej zubożeje Donbas, tym łatwiej będzie nim kierować za grosze. Jednak mieszkańcy terenów okupowanych Donbasu (jak również bojówkarze) powinni rozumieć, że Kreml szykuje dla nich getto.

 

Dobre wieści:

1. Prezydent P. Poroszenko wytłumaczył: tzw. „szczególny tryb tymczasowy” funkcjonowania samorządu lokalnego na Donbasie nie będzie zagrażał jedności terytorialnej czy suwerenności Ukrainy.

Mówiąc szczerze, nie bardzo rozumiem, jak ten plan mogą poprzeć terroryści, którzy jednoznacznie oświadczyli, że nie widzą się w składzie Ukrainy. Miejmy nadzieję, że w siedzibie Prezydenta na ul. Bankowej „jeśli padają takie oświadczenia” wiedzą coś więcej.

2. Doradca szefa MSW Ukrainy A. Geraszczenko ogłosił: Ukraina nie przekaże Rosji „Mustanga”, wpisanego przez Rosję na międzypaństwową listę gończą.

O zawadiackim i patriotycznym czynie rufera „Mustanga” wiedzą wszyscy: to on pomalował w Moskwie gwiazdę w barwach Ukrainy i doczepił do niej flagę ukraińską. Widocznie, Putin do dziś ma koszmarne sny z ową gwiazdą i flagą w roli głównej. W jednym z tych koszmarnych snów Putin się budzi, mając na głowie kozackiego „śledzia”, a na nogach – szarawary.

Tu nie bardzo rozumiemy, o co tyle hałasu. Jeżeli Rosja nie walczy z Ukrainą i generalnie jest państwem pokojowym (o czym stale gdaka Moskwa), to dlaczego ten uczynek tak zirytował Kreml, że aż wpisał rufera na listę gończą? Ktoś ucierpiał? Czyjś majątek został zniszczony? Czy może symbolika ukraińska jest już w Rosji oficjalnie zakazana? Ta histeria Kremla jest trochę zabawna, nie sądzą Państwo?

Stanowisko MSZ Ukrainy jest adekwatne. „Mustang” jest obywatelem Ukrainy i jej obowiązkiem jest chronić patriotów. Rosja dostanie nie „Mustanga”, a guzik z pętelką.

3. Rosyjskie koncerny naftowe „Rosnieft”, „Transnieft” i „Gazprom Nieft” znalazły się na liście podmiotów, objętych nowymi sankcjami UE wobec FR. Dołączyły także USA: objęły sankcjami 5 spółek energetycznych, w tym: Gazprom, Łukojł, Rosnieft.

Łapka wujka Sama delikatnie dotknęła wymienia świętej krowy Putina. Teraz nie będzie już dawała tak dużo mleka.

A propos, Putin oburzył się, że prowodyr „DRL” Zacharczenko również jest na liście osób, objętych sankcjami UE – niby dlaczego to dotyka takiego fajnego chłopaka?

Rozumiem, że Putin miał nadzieję, iż Zacharczenko będąc „premierem” dorobi jako „mrówka” i będzie dowoził Putinowi z Europy łososia norweskiego. Nie udało się. Bardzo przykra sprawa.

4. Z cyklu: kolejne szaleństwa Rosji. W Dumie Państwowej FR bardzo chcą, żeby ekolodzy wycenili szkody, jakie mogą wyniknąć po wybudowaniu muru, oddzielającego Ukrainę od Rosji oraz wykopaniu dołów. Mówi się, że plany Ukrainy mogą zaszkodzić florze i faunie pięciu rosyjskich regionów, wzdłuż których zostanie wybudowany mur.
Nie ma na to innego określenia, jak kalectwo moralne. Rosjanie zalali krwią ukraińskich chłopaków ziemię ukraińską, „Gradami” zniszczyli infrastrukturę całego regionu Ukrainy, zrównali z ziemią szpitale i szkoły, i całe miejscowości. Kiedy zaś Ukraina zechciała się odgrodzić od tej sfory wściekłych psów, zaczęło się jęczenie o zagrożeniu dla rosyjskich brzózek i lipek.

Widać, martwią się, że na tle „odpowiedzi FR na sankcje”, polegającej na zakazie importu ubrań z Europy, nie będą mieli łyka na łapcie.

 

DT 5 września

Bracia i siostry, podsumowanie 5 września

 

Złe wieści:

1. W trakcie spotkania grupy kontaktowej, składającej się z przedstawicieli Ukrainy, „DRL” i „ŁRL”, Rosji i OBWE podpisano protokół o przerwaniu ognia od godz. 18.00 dnia dzisiejszego. Wg planu, dalsze rozmowy o złagodzeniu konfliktu powinny trwać w warunkach zawieszenia broni. Moglibyśmy to odnieść do „dobrych wieści”, gdyby nie jedno „ale”: liderzy „DRL” i „ŁRL” od razu ogłosili, że zawieszenie broni nie oznacza zmiany kursu tych „republik”, dotyczącego odłączenia się od Ukrainy. Komentarze
są zbyteczne. Nawet dziecko rozumie, że Putin nie ma zamiaru wypuszczać Donbasu z rąk, wobec tego zawieszenie broni jest wyłącznie na jakiś czas. Nadzieje na pokojowe rozwiązanie konfliktu są bardzo nikłe. Oczywiście, pokój za wszelką cenę jest możliwy pod warunkiem, że Ukrainie już nie zależy na tym regionie. W następstwie możemy się „pożegnać” z jeszcze co najmniej sześcioma obwodami na wschodzie kraju.

2. Wg danych grupy „Opór informacyjny” sytuacja na terenach wyzwolonych Donbasu jest bardzo daleka od stabilnej. Z mysich dziurek wyłażą wczorajsi separatyści-terroryści oraz ich poplecznicy – od drobnych lokalnych urzędników i kryminalistów do stróżów prawa, którzy nie ponieśli kary za zdradę państwa. Te szumowiny już się uspokoiły, widząc, że nikt ich nie stawia pod ścianą za minione przewinienia. Teraz wracają do starych nawyków i – póki co po cichu – znów sieją brud, smród i ubóstwo. Jeżeli siły specjalne i MSW nie wezmą się ostro do pracy – bardzo niedługo będziemy niemiło zaskoczeni tym, jak szybko można roztrwonić wszystkie owoce zwycięstw „punktowych”.

3. Prezydent Czech Miloą Zeman nie uważa działań wojennych Rosji na wschodzie kraju za agresję. Jego zdaniem, kilkuset „ochotników rosyjskich” nie należy rozpatrywać jako „inwazji Rosji”. „Należy otwarcie przyznać, że na Ukrainie trwa wojna domowa” – palnął ten staruszek. Ukraińcy już są przyzwyczajeni do prostytucji politycznej w swoim środowisku. Ale prezydent Czech może zorganizować warsztaty – rodzime ukraińskie prostytutki polityczne jeszcze muszą sporo pracować, by dorównać temu panu. Całkiem niedawno właśnie M. Zeman mówił o konieczność „poważnych działań” włącznie ze skierowaniem wojsk NATO, „jeżeli Rosja będzie próbowała zająć nowe tereny Ukrainy”. „Nie jestem jastrzębiem, ale próba zajęcia terytoriów Ukrainy jest dla mnie tą linią, której nie wolno przekroczyć”, – mówił on.

Dokładnie, panie Zeman. Nie jest Pan jastrzębiem ani nawet kurą. Pan bardziej przypomina gada. Bardzo jestem rad temu, że duża liczba Czechów – o tym wiem na pewno – w żaden sposób nie podziela Pana proputinowskich i ukrainofobicznych poglądów. Cóż, wszędzie się zdarzy czarna owca w rodzinie.

 

Dobre wieści:

1. Znów wracam do najważniejszej wiadomości tego dnia, czyli do zawieszenia broni na Donbasie. Powiem szczerze – bardzo dobrze wiemy, czego są warte porozumienia z terrorystami – przekonaliśmy się o tym w czerwcu. Pauzę wykorzystają oni po to, by się umocnić, przerzucić z Rosji nowych ludzi i broń oraz przygotować się do ataku. Nie wykluczone, że to „zawieszenie broni” będzie obowiązywało tylko po stronie ukraińskiej. Oczywiście, jest ono potrzebne naszym wojskom. Dziarskie wdarcie się
Rosjan na Ukrainę nie pozostało bez śladu – nasza armia wcześniej była już bardzo zmęczona kilkumiesięcznymi walkami i pilnie potrzebuje przerwy. Nie będę się rozpisywał, jak bardzo jest źle – pesymistów nie brakuje. Mam wielką nadzieję na to, że nasze kierownictwo wojskowe potrafi to zawieszenie broni mądrze wykorzystać. Oczywiście, jeżeli władze U(krainy są zdecydowane walczyć o swą ziemię.

2. Dziś „DRL” po raz kolejny pokazała swą afrykańską naturę. Gdy tylko „dowództwo” tej organizacji terrorystycznej pojechało na rozmowy do Mińska, w „DRL” miała miejsce próba „zamachu stanu”. Władimir Akinfiejew, kompan od flaszki „kierownictwa DRL”, spróbował przejąć „władzę”. Odsunął kilku „ministrów”, kazał aresztować kilku „aktywistów DRL” i zaprowadził do piwnicy sekretarkę „ministra spraw zagranicznych DRL” Leonida Baranowa (ma się rozumieć, owa sekretarka jest symbolem władzy państwowej w „DRL”). Co tu powiesz – Akinfiejewa łatwo zrozumieć – każdy chce potrzymać kierownicę. Jeżeli inni bandyci mogą, to czemu on nie? Niestety, nie jest osamotniony w swych pragnieniach. Szanowni „premierzy DRL”, będąc w łaźni, starajcie się nie stawać do swoich „towarzyszy” plecami – różnie może być.

3. Premier Włoch Matrteo Renzi zaapelował do NATO o „zdecydowane wsparcie Ukrainy” i obiecał, że jego kraj sprzeda Ukrainie 90 pojazdów opancerzonych Iveco.  Owych 90 pojazdów (nawet tak dobrych, jak Iveco) nie uratuje sytuacji z wyposażeniem armii ukraińskiej. Jednak jest ważne osiągnięcie w działaniach Kijowa: po raz pierwszy od rozpoczęcia konfliktu na Donbasie kraj Zachodu chce sprzedać nam produkcję, której stosowanie nie ma „podwójnego” zakresu, a jest to „pełnowartościowy wzór techniki
bojowej”. Nie wiem, w jakiej dziedzinie sukces jest większy – w wojskowo-technicznej czy też w wojskowo-politycznej.

4. Znów o sankcjach przeciwko Rosji. Po pierwsze, cieszy stanowisko premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, że ogłoszenie zawieszenia broni na Donbasie nie będzie miało żadnego wpływu na sankcje – chyba że po tym, jak na Ukrainie zapanuje całkowity pokój. Po drugie, UE może zabronić rosyjskim koncernom naftowym dokonywania inwestycji kapitałowych na rynkach europejskich. Bardzo serdecznie pozdrawiamy panów z rosyjskich koncernów naftowych „Rossnieft”, „Gazpromnieft” i „Transnieft”. Jest to mocny cios, wymierzony w  rosyjskie zasoby energetyczne – świętą krowę imperium Putina. Chociaż widzimy, że Kreml na razie niemrawo reaguje na sankcje, jednak najgrubsza warstwa tłuszczu podskórnego wcześniej czy później zniknie – dotyczy to także nienażartego niedźwiedzia rosyjskiego.

 

DT 4 września

Bracia i siostry, podsumowanie 04 września

 

Złe wieści:

1. Rosyjscy okupanci mają jasny cel – Mariupol. Dzisiaj miał miejsce bój pod Szyrokinem. Ale było to kolejne rozpoznanie przez walkę. Ile krwi przelejemy w obronie Mariupola – nie wiadomo. Według naszych danych, dowództwo ukraińskie także podciąga do miasta poważne siły – nie słowem, a czynem. A i sami miejscowi są gotowi walczyć w obronie rodzinnego miasta przed agresorem.. To daje nadzieję, że trójkolorowa dżumanie wejdzie do Mariupola. Jednocześnie jest zagrożenie, że w najbliższych godzinach rozpoczną się działania rosyjsko-terrorystyczne. Przeciwnik może dążyć do przejęcia przed jakimiś „negocjacjami pokojowymi” jak największego terytorium – w tych granicach Putin będzie dążył do stworzenia na Donbasie „nowego Naddniestrza”.

2. Póki Kreml ogłasza o swoim „planie pokojowym”, a na Donbasie trwają walki, Rosjanie intensywnie przerzucają na Ukrainę coraz to nowe pododdziały. Do wzięcia są też solidne rezerwy. W Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony dzisiaj oświadczono, że w pobliżu granicy z Ukrainą – na terenach przygranicznych FR – zlokalizowano 14 batalionowych grup taktycznych i około 1000 jednostek techniki wojskowej. Według naszych danych ilość batalionowych grup taktycznych jest jednak znacznie wyższa, odnotowano ponadto taktyczne grupy kompanii i grupy dywersyjno-wywiadowcze. Nie będziemy się kłócić z RBNiO, ale aż nijak nie wygląda to na dialog pokojowy, o który – znowuż jedynie słowem – tak zabiega Moskwa.

3. Kontynuowany jest niezdrowy rozgłos wokół dowódcy batalionu terytorialnego „Podkarpacie”, aresztowanego za samowolne pozostawienie strefy OAT. To jeden z wielu powodów do tego, by być niezadowolonymi z dowództwa wojskowego, zaś tych, którzy uciekli z pola walki, próbować uznać za bohaterów. W tej i podobnych sytuacjach nie śpieszyłbym się kruszyć kopii. Będziemy pamiętali, że każdy ma swoją prawdę (nawiasem mówiąc, właśnie dlatego, że niektóre pododdziały porzuciły swoje pozycje, nasze wojska w ostatnim czasie wpadały w kotły, co prowadziło do znacznych strat). Ustalenie, jak było naprawdę – to zadanie śledztwa. Jeśli ktoś nie będzie się zgadzał z jego wynikami, wtedy można się kłócić.

Jednocześnie praworządność nie może być wybiórcza – tym bardziej na wojnie. Jeśli za kratkami siedzi dowódca batalionu, to tam jest też miejsce dla oficerów, mających wyższe stopnie i stanowiska, którzy także porzucili swoje wojska i dali drapaka; nasi chłopcy giną także z powodu ich tchórzostwa i błędów taktycznych. Na przykład dzisiaj w batalionie „Azow” oświadczono, że „raszyści” zniszczyli rejon umocnień batalionu i pograniczników. Stało się to przez „generałów, którzy przez dwie godziny obiecywali, że będzie ogień artyleryjski z precyzyjnym naprowadzeniem, ale nic nie zrobili”. Być może, warto podać prokuraturze wojskowej nazwiska tych generałów i wyjaśnić sytuację – pod bacznym okiem społeczeństwa? Przecież dzisiaj jeden ukarany generał może oznaczać setki, jeśli nie tysiące, uratowanych jutro żołnierzy i cywilów.

 

Dobre wieści:

1. Prezydent P. Poroszenko uzgodnił z liderami USA, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch projekt planu pokojowego, który powinien zostać przyjęty na szczeblu „trójstronnej grupy kontaktowej” z udziałem przedstawicieli organizacji terrorystycznych. Jakoś nie bardzo wierzę w możliwość dialogu pokojowego bez uszczerbku dla naszych interesów. W tej historii nadzieję daje zastrzeżenie Poroszenki, że w przypadku zerwania negocjacji może zostać uruchomiony drugi wariant, który nazwał „zdecydowanymi działaniami”. Cóż, czekamy na rozwój wydarzeń – mając nadzieję na lepsze, szykujmy się na najgorsze.

2. NATO nie obiecuje pomocy wojskowej, ale nie będzie się sprzeciwiało, jeśli poszczególne kraje członkowskie Sojuszu pomogą Ukrainie. Oświadczył to dzisiaj sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Właściwie, jest to stanowisko z cyklu „i waszym i naszym” – tak, aby nie odmówić Kijowowi, ale i nie wywołać gniewu Moskwy. Ale przypomnę, że jeszcze niedawno kraje europejskie w ogóle unikały dyskusji na temat możliwości pomocy wojskowej – nawet w odniesieniu do broni defensywnej. Więc dzisiaj niewątpliwie widzimy postęp. Ponadto NATO mówi o utworzeniu czterech funduszy powierniczych dla Ukrainy. Jak wiecie, fundusze powiernicze są napełniane przez poszczególne państwa członkowskie Sojuszu. Więc aby ta „skarbonka” zadziałała, konieczna jest aktywna praca naszych dyplomatów. Mam nadzieję, że im się uda.

3. Liderzy czołowych państw zachodnich, biorący udział w obecnym szczycie NATO w Walii, w całości poparli ideę zaostrzenia sankcji wobec Rosji. Decyzja o zaostrzeniu sankcji powinna być podjęta jutro. Tutaj komentarz jest zbędny. Teraz na stypach po pogrzebach swoich żołnierzyków, zdechłych na Donbasie, rosyjskie mamusie i rosyjscy tatusiowie będą zagryzali wódkę rodzimą rzepą zamiast parmezanu. Jeśli sankcje jeszcze bardziej uderzą w Rosję – będzie to mile widziane.

 

DT 3 września

Bracia i siostry, podsumowanie 03 września

 

Złe wieści:

1. Przed ukraińskimi wojskami stoi zadanie, do którego podczas OAT nie przywykły – obrona pozycyjna. Przez cały ten czas mieliśmy coś w rodzaju wojny partyzanckiej, gdy postawiono na manewry i rajdy. Gdy naszym wojskom przeciwstawiali się głównie lokalni bojówkarze i rosyjscy najemnicy –  to działało. Ale teraz, gdy Donbas bardzo szybko został naszpikowany regularnymi wojskami rosyjskimi, głównym zadaniem naszego dowództwa stało się uratowanie swoich pododdziałów z tworzących się kotłów, przegrupowanie sił i odejście do obrony. Po to, by potem przygotować ofensywę.

Złe jest to, że tę pauzę operacyjną wojska terrorystyczno-rosyjskie także będą wykorzystywały do umocnienia swych pozycji – tym bardziej, że rezerw na granicy Rosjanie mają wystarczająco dużo. Można oczywiście pokładać nadzieje na „pokojowe uregulowanie” – na co, wydaje się, bardzo liczy kierownictwo ukraińskie. Ale bardzo wątpliwe, że warunki terrorystów okażą się do przyjęcia. W tych warunkach mamy zdecydowanie za mało zmobilizowanych i ochotników do dalszych działań. Jednak postawienie pod broń nowych tysięcy zmobilizowanych – to nie najlepszy krok polityczny przed wyborami. Jak w tych warunkach będzie działało kierownictwo ukraińskie –możemy się tylko domyślać.

2. Mamy dziwną sytuację. Putin rzuca zadziwiające oświadczenia, a za nim biega Pieskow i wyjaśnia, że Putina niewłaściwie zrozumiano. Tak było z „wzięciem Kijowa w dwa tygodnie”, tak było dziś z oświadczeniem o „porozumieniu ze stałym wstrzymaniem ognia na Donbasie”. Rozumiem, że z radości po okupacji Krymu w psychice Putina zaszły nieodwracalne zmiany – jakiś rodzaj afazji. Jego mechanizmy mózgowe, odpowiedzialne za aktywność przemawiania ewidentnie zostały naruszone – jasno i wyraźnie mówi jedno, a przy tym ma na myśli coś dokładnie odwrotnego. Chłopaki z Kremla, natychmiast poszukajcie dla swego bossa mądrego neuro-lingwisty. Przecież tak szkoda wujka. Pozostaje zagadką, jakim cudem Pieskow rozumie to, co chciał powiedzieć Putin. Na pewno ta swołocz opanowała umiejętność czytania w myślach gospodarza.

Później Putin opowiedział o swoim „planie pokojowym”: wycofać wojska ukraińskie, wstrzymać ogień, w żaden sposób nie przeszkadzać terrorystom pod przykrywką rosyjskich wojsk w umacnianiu się na zajętych terytoriach. Krótko mówiąc, plan Putina to jasno wyrażony plan odebrania Ukrainie Donbasu i przekształcenia go w nowe Naddniestrze. O czym mówiliśmy już nie raz.

3. W ciągu ostatnich trzech dób, my – grupa „Opór Informacyjny” – próbowaliśmy znaleźć choćby najmniejszy znak świadczący o działaniach informacyjno-psychologicznych (akcje, operacje – bez różnicy) naszych struktur resortowych mających na celu doniesienie do żołnierzy rosyjskich na Ukrainie i do społeczeństwa rosyjskiego informacji o statusie okupantów. Niestety, na próżno. Oczywiście, takie działania jeśli są prowadzone (a u nas w strukturze Ministerstwa Obrony jeszcze od marca funkcjonuje dosyć silna komórka powołana do prowadzenia operacji informacyjno-psychologicznych), to bardzo skrycie. Powiedziałbym nawet: zbyt skrycie.

Tymczasem nie należy nie doceniać działań dotyczących demoralizacji wroga i społeczeństwa państwa-przeciwnika. To nieodłączna część wszystkich współczesnych operacji wojskowych. Sprawa polega na tym, że rosyjscy żołnierze, którzy wtargnęli na Ukrainę, są przestępcami nie tylko z punktu widzenia prawa międzynarodowego, a i własnego rosyjskiego. Przecież, jak wiadomo, po aneksji Krymu została odwołana decyzja Rady Federacji FR o wprowadzeniu wojsk na Ukrainę. A to znaczy, że nie ma żadnego legalnego uzasadnienia dla obecnego przebywania wojsk FR na Donbasie. Jestem pewien, że także rozkazy na piśmie o wprowadzeniu wojsk FR na Donbas nie istnieją –rosyjskie KGBowskie kierownictwo o to się zatroszczyło.

W praktyce oznacza to, że żołnierzom rosyjskim w żadnym wypadku nie może być przyznany status uczestników działań bojowych, także nie ma mowy o żadnych „bonusach” socjalnych w przypadku odniesienia ran lub śmierci rosyjskiego okupanta. Jego krewni nie mogą nawet marzyć o jakichś zapomogach od państwa.

Panowie rosyjscy agresorzy, wasz Dowódca Naczelny was po prostu wrobił, za Donbas nie będą wam wieszali medali, jak za Krym. Przeciwnie: gdy zmieni się nastrój Putina lub zmieni się władza w FR, będziecie uznani we własnym kraju za zbrodniarzy wojennych. Przekazanie Rosjanom tej zwięzłej i prostej prawdy jest niezbędne.

 

Dobre wieści:

1. Urząd Rady Ministrów Ukrainy oświadczył: Ukraina rozpoczyna realizację narodowego projektu „Mur”, polegającego na umocnieniu granicy z Rosją. Mur z drutem kolczastym będzie miał wysokość 2 metrów wzdłuż całej granicy z FR, na niektórych odcinkach – pod napięciem. Terytorium obok muru będzie zaminowane i zabezpieczone rowami ochronnymi. Decyzja dobra. Należy inicjować przekształcenie tego projektu narodowego w międzynarodowy, z udziałem wszystkich sąsiadów Rosji. Odgrodzenie się od imperium Putina drutem kolczastym byłoby właściwym krokiem. Zwierzęta powinny siedzieć w klatce.

2. Rząd rozpoczyna pracę nad nowa Doktryną Wojenną. Jak wskazał premier A. Jaceniuk „z jasnym określeniem: kto jest agresorem i kto jest zagrożeniem. W tej nowej doktrynie obronnej Rosja powinna być uznana za państwo-agresora, główne i jedyne państwo, które zagraża naszej integralności terytorialnej i bezpieczeństwu narodowemu”.

Tu biję brawo – już dawno trzeba było to zrobić. Mam tylko jedną skromną uwagę „z ostatniej ławki”: najpierw jednak warto opracować nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, bo przyjęta za czasów Janukowycza w 2012 roku ‒ to całkowita pornografia. A potem można się brać za Doktrynę Wojenną, która powinna się opierać o zapisy ze Strategii. Oczywiście nie nalegam, ale tak powinno być zgodnie z logiką wynikającą z procesu przygotowania podobnych dokumentów. Trzeba powoli uciekać od praktyki stawiania „wozu przed koniem”.

3.Komitet parlamentarny ds. wsparcia ochrony prawa polecił Radzie Najwyższej przyjęcie projektu ustawy № 4262-ja, przewidującego tymczasowe odebranie obywatelstwa Ukrainy. Dotyczy to osób, mających wyroki za przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu narodowemu (Konstytucja zabrania odbierania obywatelstwa, natomiast czasowe pozbawienie praw obywatelskich – to nie problem). Jest to taki ruch niestandardowy. Osoba bez praw obywatelskich nie będzie mogła zajmować żadnych stanowisk państwowych, posiadać majątku, nie będzie też miała prawa wyborczego. Można to zastosować wobec wszystkich członków Partii Regionów i komunistów: 90 dni odebrania praw obywatelskich – i po kłopocie. Państwo się martwią, że oni tyle nie przeżyją? Ależ, proszę Państwa – czy to nasz problem? Niech dają sobie radę sami.

 

DT 2 września

Bracia i siostry, podsumowanie 02 września

 

Złe wieści:

1. Nasze wojska wycofały się z kilku miejscowości. Mimo że je opuszczają, nie myślałbym w kółko o tym, że to przegrana. Znacznie ważniejsze w tej chwili jest co innego. Jeśli nasi dowódcy rzeczywiście wycofują swoje wojska tylko po to, aby nie dopuścić do tego, by znaleźli się w kotłach i w celu przegrupowania (a to jest wersja oficjalna) – nie jest to tragedią. Ta decyzja jest potrzebna – bez tego dalsza ofensywa jest niemożliwa. Ale o tym, czy rzeczywiście tak jest i czy dowództwo ma adekwatne plany dalszych działań – dowiemy się w najbliższych dniach. Moja opinia o tym jest taka, że mamy bardzo mało powodów do radości.

2. Dopiero wczoraj mówiłem o tym, że Donbas nie jest Putinowi potrzebny w składzie Ukrainy. Chociaż na negocjacje w Mińsku terroryści przyjechali, głosząc hasła o jakiejś „autonomii” „DRL” i „ŁRL” w składzie naszego państwa, to moje przypuszczenie się niestety potwierdziło. Marionetki Kremla z Doniecka i Łuhańska natychmiast zapomniały o swych wczorajszych tezach i dziś z całych sił krzyczą, że w składzie Ukrainy się nie widzą. Tę młodzieńczą niekonsekwencję terrorystów łatwo można wytłumaczyć: pewnie dostali nowe wytyczne z Moskwy, która nie chce już udawać, jakie są jej prawdziwe plany.

Przecież wiadomo, że dla dalszego przejmowania południowych i wschodnich obwodów Ukrainy Donbas – pod postacią autonomii – nie pasuje jako przyczółek. Kreml potrzebuje nowego Naddniestrza, w pełni mu podporządkowanego. To jest jeszcze jeden powód, by się przekonać, że do stołu negocjacji z terrorystami i Rosjanami można siadać tylko wtedy, gdy się udzieli świadomej zgody na podział Ukrainy przez Moskwę. Jedyny pożytek z owych negocjacji – to ewentualna wymiana jeńców.

 

Dobre wieści:

1. Nasze wojska przekonują się: pododdziały rosyjskie są bez porównania lepiej przygotowane do walki, niż ugrupowania terrorystyczne, ale jednak także przeciwko nim można (i trzeba) walczyć. Jeśli, niestety, wycofujemy się i ponosimy straty, niekoniecznie musi to oznaczać, że wróg jest niezniszczalny. Każdy krok, postawiony na ziemi ukraińskiej, najeźdźcy okupują swoją krwią. Rosyjski szpital wojskowy w Rostowie już nie przyjmuje rannych – załadowany jest po uszy (przy tym, że już od dawna nie współpracuje z „homo sovieticus”, a wyłącznie z kadrowymi wojskowymi FR). Swoich rannych Rosjanie wiozą do Petersburga, ale również tam już „nie ma miejsc”. Każdy komplet urwanych rączek-nóżek agresorów jest kolejnym krokiem do otrzeźwienia niedorozwiniętego społeczeństwa rosyjskiego.

Także otrzymujemy informacje o tym, że rosyjskie dowództwo nakazuje władzom lokalnym na okupowanych terytoriach Donbasu, by zatroszczyły się o wyodrębnienie działek gruntu, na których można byłoby grzebać zlikwidowanych żołnierzy rosyjskich. Putin się boi przewiezienia wszystkich tych zwłok z powrotem do Rosji, bo jest ich zbyt dużo – w FR coraz większego rozgłosu nabiera historia o „przedwcześnie zdemobilizowanych rosyjskich żołnierzach”. Cóż, los godny okupanta – być pogrzebanym w bezimiennej mogile, jak pies, do tego na obczyźnie. Panie Putin, proszę zabrać swoje mięso z powrotem. Nie trzeba nim psuć naszej ziemi.

2. Rosyjscy okupanci i terroryści próbowali przedostać się do Mariupola od strony Nowoazowska, jednak tę próbę przebicia się pogranicznicy odbili wspólnie z batalionem „Azow”. Za to, że atak został odbity – cześć i chwała naszym chłopcom. Ale nie ma wątpliwości, że to jest rozpoznanie w walce i przygotowanie do poważnej ofensywy (już informowaliśmy, że niewykluczone jest jednoczesne przeprowadzenie operacji morskiej i lądowej lub kombinowanej operacji powietrzno-morskiej). Mam nadzieję, że do takich działań przeciwnika rzeczywiście jesteśmy gotowi.

3. Kreml drugi raz z rzędu rozdzierająco krzyczał o tym, że Putina, który zapowiedział „zdobycie Kijowa w ciągu dwóch tygodni”, niewłaściwie zrozumiano. Że niby spryciarz Barrosso wyrwał zdanie z kontekstu. Rosjanie grożą, że zaprezentują nagranie audio tej rozmowy, ale go nie puszczają (jak na w filmach: jakiś spryciarz proponuje łapówkę, ale jej nie daje). Jeżeli chodzi o mnie, to nie mam wątpliwości, że Putin – upijający się bezkarnością i uważający, że wszystko mu wolno – mógł coś takiego powiedzieć. To jest w zgodzie z jego naturą. Ale to, że Kreml podejmuje nerwowe próby usprawiedliwienia się, świadczą o tym, że Rosja jakieś tam hamulce jeszcze ma. Chociaż wszyscy doskonale rozumiemy, że najlepszym hamulcem w odniesieniu do nacierającej na nas Rosji jest mocny cios, wymierzony w jej zęby.

DT 1 września

Bracia i siostry, podsumowanie 01 września

 

Złe wieści:

1.Jest jasne jak Słońce, że Putin nie odpuści. Dodajmy: jeśli władza ukraińska myśli, że apele niektórych liderów europejskich o „rozwiązanie konfliktu drogą polityczną” mają sens, to się głęboko myli. Przyjęcie „politycznej” wersji rozwiązania kryzysu jest możliwe jedynie w przypadku pogodzenia się ze stratą jeśli nie całego, to (na początek) części Donbasu.

Putin – sam lub ustami terrorystów – będzie wymagał uznania „DRL” i „ŁRL” poza Ukrainą jako odrębnych „państw”. Jeśli Ukraina się na to nie zgodzi, jest on gotowy uważać „DRL” i „ŁRL” (uznane tylko przez garstkę marginesu na czele z FR) za quasi państwowe twory – wiadomo, pod cichym protektoratem Rosji. Będzie dokładnie tak samo, jak z Naddniestrzem i Abchazją.

Negocjowanie wariantów autonomii i podobnych tworów federalnych (na co ewentualnie – jako na kompromis – mógłby się zgodzić Kijów), może być rozpatrywane wyłącznie jako „zmyłka” w oczach wspólnoty międzynarodowej. Putin nie potrzebuje Donbasu, będącego pod najmniejszą kontrolą Kijowa, nie warto żywić iluzji.

Dlatego rozpoczęcie negocjacji w celu „pokojowego uregulowania konfliktu” jest możliwe tylko wtedy, gdy w myślach się pożegnamy z terytorium obecnie kontrolowanym przez terrorystów.

Ale wszyscy doskonale rozumiemy, że „ŁRL” i „DRL” są potrzebne Putinowi tylko jako przyczółki do dalszej destabilizacji sytuacji i oderwania od Ukrainy całej Ukrainy południowej i wschodniej. Kremlowi nie są potrzebne hałdy Donbasu – jemu potrzebny jest potencjał naukowy i przemysłowy Charkowa, Dniepropietrowska i Zaporoża, a także strategiczne (w sensie zapewnienia funkcjonowania Krymu i połączenia z Naddniestrzem, a także wzięcia pod kontrolę całego ukraińskiego wybrzeża Morza Azowskiego i Czarnego) terytorium na południu w postaci obwodu odeskiego, chersońskiego i mikołajowskiego. To jest plan minimum. Dokąd dalej pocwałuje oszalały car moskiewski – jeszcze nie wiemy.

Niedopuszczenie do realizacji tego scenariusza jest możliwe, jeżeli powstrzymamy go siłą i już teraz. Powinniśmy rozumieć, że przy wszystkich bogactwach Rosji jako surowcowego dodatku Europy, moc wojskowa FR nie jest bezgraniczna – przynajmniej w sensie tzw. „zwyczajnych sił zbrojnych”. Wersja Żukowa: „rosyjskie kobiety jeszcze urodzą” w tym przypadku oczywiście nie przejdzie – im więcej rosyjskich żołnierzyków będzie powracało do domu w trumnach, tym silniej będzie się chwiał putinowski tron. Rosyjska telewizja propagandowa wspaniale działa na rosyjskich zombie tylko dopóty, dopóki ci nie będą musieli chować swoich dzieci.

Jeśli się mylę i konflikt jednak można rozwiązać w sposób polityczny bez szkody dla interesów narodowych Ukrainy – bardzo się ucieszę. Niestety, teraz nie mam podstaw do tego, by żywić na to nadzieję.

2. W kontekście OAT rozpoczął się sezon nieokiełznanego polowania na winnych. Społeczeństwo i różnego rodzaju eksperci zaczynają oskarżać o niepowodzenia kierownictwo OAT, Ministerstwo Obrony i Dowództwo Naczelne Sił Zbrojnych. Dowództwo wojskowe widzi przyczynę niepowodzeń we wtargnięciu armii rosyjskiej i (póki co dyskretnie) wskazuje na grzechy pododdziałów ochotniczych (głównie – „niesubordynację”) oraz brak dostatecznego poziomu ducha walki wśród zmobilizowanych. Najwyższe kierownictwo państwa obiecuje „decyzje kadrowe” w resorcie wojskowym.

Pytanie: kto ma rację?

Odpowiedź: jest to ten nieszczęśliwy przypadek, gdy rację mają wszyscy.

Zacznę od najmniej popularnego – od krytyki szeregowego żołnierza, ochotnika czy też zmobilizowanego. Znajdujemy tysiąc i jeden przyczyn, aby wyjaśnić brak elementarnej dyscypliny w szeregach naszych wojsk. Te argumenty brzmią przekonująco i nie ma co im zaprzeczać. Szkopuł tkwi też w tym, że bez dyscypliny żadna jedna armia nie może istnieć, a tym bardziej skutecznie walczyć. Dowody na to można odnaleźć w kilkusetletniej historii wojskowości – nie ma co eksperymentować.

Gdy mnie zapytają: czy winien temu jest żołnierz? – odpowiem prosto. Odbyłem studia na kierunku „dziennikarstwo wojskowe”, ale wcześniej byłem tzw. „zwykłym żołnierzem”. Mogę powiedzieć krótko: nie ma złych żołnierzy.

Ale dla tego, aby największa fajtłapa rzeczywiście została wzorcowym żołnierzem, do dowodzenia nią są potrzebni nie tylko posiadacze dyplomów uczelni wojskowych, a oficerzy-liderzy. Tacy wykazują się w pracy. Teraz pytanie za dziesięć punktów: na przykład, ilu sierżantów lub chorążych wykazując się w trakcie OAT otrzymało u nas stopień podporucznika? Albo czy dużym problemem jest wniesienie zmian do „Przepisów o odbyciu służby wojskowej przez odpowiednie kategorie żołnierzy” dla przyznania stopni oficerskich w trakcie „nieogłoszonego” czasu wojny? Ilu plutonowych, którzy się wykazali, dostało awans do szczebla dowódcy kompanii albo nawet batalionu? A przecież takie wzloty są normalną praktyką na wojnie czyli w warunkach, w których w ciągu kilku godzin ktokolwiek może zaprezentować swoje najlepsze i najgorsze strony.

Teraz o generałach. Jeśli generał nie radzi sobie z obowiązkami służbowymi – należy go zwolnić z posady, tak samo, jak jakiegokolwiek oficera,  daremnie zajmującego stołek. Tutaj w pełni się zgadzam z Jurijem Butusowem, który uważa, że zdanie „nie ma go kim zastąpić” – nie jest argumentem. Mamy mało generałów i nie ma z kogo wybierać? To nie problem. Tutaj także stosujemy zasadę „doboru naturalnego” czyli mianowania tych starszych oficerów, którzy się wykazali. Nie można robić z pasków generalskich fetyszu, gdy chodzi o los Ojczyzny.

3. I nareszcie o inwazji rosyjskiej. Mówią nam: Rosjanie rzucili na Donbas pododdziały Sił Zbrojnych FR i dlatego wszystko gwałtownie się skomplikowało.

Tak, to jest problem, i to kolosalny. Ale do czego cały czas – w teorii – szykowała się armia – włączając przygotowania tychże generałów na odpowiednim wydziale Akademii Obrony Narodowej? Przecież nie do OAT! A do wojny przede wszystkim z armią regularną przeciwnika. Czyli właśnie do tej sytuacji, która akurat teraz zaistniała.

Zgadzam się, mało w tym miłych rzeczy, ale nie możemy udawać, że na nas napadli Marsjanie, kwestia przeciwdziałania którym jest pokryta mrokiem tajemnicy. W żyłach rosyjskich żołnierzy płynie taka sama krew, jak w żyłach najemników rosyjskich, odróżnia ich tylko brak napisów na grobach. Nie sądzę, że opracowanie algorytmu wysłania ich do owych grobów jest zadaniem nie do wykonania.

 

Dobre wieści:

1. Jeden z głównych celów w obwodzie donieckim – uratowanie kierunku południowego, nie pozwolił wojskom rosyjskim na przejęcie Mariupola. W Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony dzisiaj oświadczyli, że ukraińscy wojskowi przygotowują obronę tego miasta. Obiecują, że na tym kierunku rosyjscy okupanci nie mają szans.

Tutaj mam dwa pytania. Pierwsze: czy pododdziały szykujące się do obrony (a to jest głównie Gwardia Narodowa) są w dostatecznym stopniu wyposażone w broń ciężką? Drugie: według naszych prognoz, szturm Mariupola może się odbywać nie tylko na lądzie, ale także od strony morza. Tutaj mamy tylko siły pograniczników z ich łodziami (okręty Marynarki Wojennej ze zrozumiałych przyczyn nie mogą być przerzucone „tak sobie” z Morza Czarnego na Azowskie). Czy nasze siły są gotowe do obrony wybrzeża?

Mamy nadzieję, że nasze dowództwo przewidziało te momenty.

2. Decyzja o wprowadzeniu nowych sankcji Zachodu wobec Rosji będzie podjęta w ciągu kilku najbliższych dni.

Ogólny nastrój Europy daje powody do optymizmu. Kanclerz Niemiec A. Merkel oświadczyła, że sankcje wobec Rosji są niezbędne bez względu na ich negatywny wpływ na gospodarkę Niemiec (na marginesie: sądząc po artykułach w mediach zachodnich, pani Angela znowu przestała kochać Putina, grzechem byłoby nad tym ubolewać). Premier Wielkiej Brytanii David Cameron oświadczył, że obecność żołnierzy rosyjskich na terytorium Ukrainy jest „bezpodstawna i nie do przyjęcia”. Tradycyjnie Kijów wsparło tez kierownictwo Polski. A szef Komisji Europejskiej J.M. Barrosso w ogóle był w szoku po oświadczeniu Putina, że jeśli zechce to „zajmie Kijów w ciągu dwóch tygodni”.

Tutaj widzimy dwa słabe ogniwa. Po pierwsze, weseli chłopcy z OBWE bredzący o tym, że trudno im potwierdzić wejście na Ukrainę wojsk rosyjskich (no pewnie: jeżeli używacie rozumu wyłącznie do tego, żeby tkwić na kilku przejściach granicznych, to lepiej milczcie i nie komentujcie sytuacji, mającej miejsce na całej długości granicy ukraińsko-rosyjskiej).

Są też bardzo chciwe, ale niezbyt mądre władze Cypru, Węgier, Słowacji i Czech, które bardziej obawiają się o własne gospodarki, niż o bezpieczeństwo całej Europy. Jest to tym bardziej dziwne, że Czechy i Słowacja same doświadczyły od Hitlera tego, co teraz Putin robi z Ukrainą. Pamięć historyczna zawodzi. Mam na końcu pytanie: o jakim zaufaniu Ukrainy do tych państw sąsiedzkich może być mowa w perspektywie historycznej? Odpowiedź jest oczywista.

 

DT 27 sierpnia

Bracia i siostry, podsumowanie 27 sierpnia

 

Złe wieści:

1. Wtargnięcie dwóch rosyjskich batalionowych grup taktycznych na terytorium Ukrainy wraz z równoległą „pracą” na Donbasie grup dywersyjno-wywiadowczych specnazu rosyjskiego gwałtownie skomplikowało sytuację w strefie OAT.
Zapowiadanie wcześniej przez kierownictwo „DRL” swojego „kontrnatarcia” pozwala zrozumieć, że Rosja przeszła od nieregularnej pomocy bojówkarzom w postaci żywej siły i broni do prowadzenia zaplanowanych wspólnie z terrorystami szeroko zakrojonych operacji. Rosjanie w ścisłej współpracy z terrorystami próbują za jednym zamachem wielokrotnie powiększyć terytorium podlegające kontroli „DRL”. I jeśli w rejonie Nowoazowska, przy wszystkich problemach, sytuacja nie jest katastrofalna, to pod
Ambrosijiwką (gdzie już zbudowano punkt dowodzenia rosyjskiej batalionowej grupy taktycznej) obrazek wygląda znacznie smutniej. Jeśli ci chłopcy nie dostaną w zęby w ciągu najbliższych godzin, to wszystkie sukcesy sił OAT w obwodzie donieckim z ostatnich tygodni mogą zostać zniwelowane i przyjdzie rozpoczynać wszystko od początku.
Biorąc pod uwagę to, że Putin rzuca tu swoje wojska już bez skrępowania, odzyskanie utraconych pozycji może kosztować znacznie więcej, niż ich zajęcie po raz pierwszy.  Właściwie ten scenariusz szeroko zakrojonego (i w rzeczywistości nieuznawanego przez Kreml) rosyjskiego wtargnięcia inicjowano już w połowie lipca, gdy na starcie przerwała go katastrofa z „Boeingiem”. Teraz Putin kontynuuje realizację tego planu.

2. Tak jak należało oczekiwać spotkanie w Mińsku nie przyniosło szybkiego sukcesu i kardynalnych porozumień. Putin nikomu niczego nie obiecał i do niczego się nie przyznał. MSZ Ukrainy złożył sprawozdanie, że głównymi efektami spotkania są „porozumienia o osiągnięciu w najbliższym czasie realnego postępu w uwolnieniu wszystkich zakładników, a także o aktywizacji konsultacji dotyczących zablokowania odcinków granicy, które są kontrolowane przez nielegalne formacje zbrojne”. Że niby wszyscy
poparli ukraiński plan pokojowy, choć Rosja nie uznała swojej odpowiedzialności za wydarzenia na Donbasie.
Panowie dyplomaci, uznanie przez Rosję swojej odpowiedzialności to jest jedyny warunek, pod którym można prowadzić negocjacje z Putinem. Bez tego wszystkie dyskusje są bezsensowne. Jeśli Kreml mówi „nie brałem” – nie ma sensu wymagać, by oddał.

 

Dobre wieści:

1. Sztab OAT podejmuje działania ukierunkowane na uratowanie sytuacji na południu i na odcinku Ambrosijiwka-Iłowajsk. Nareszcie dociera tam wsparcie. W Iłowajsku nasi chłopcy utrzymują część miasta i drogi wjazdowe, a także wzgórza w okolicach. Kontynuowane jest oczyszczanie miejscowości Iłłarija, Małomykołajiwka i Rodakowe. Nasze wojska utrzymują pozycje w rejonie miejscowości Chriaszczowate i Nowoswitliwka, Sawur-Mohyły. Kardynalnie sytuacja w ciągu dnia się nie zmieniała. Ale, biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich dni w sensie aktywności rosyjskich okupantów, to raczej dobrze, niż źle.

2. Po raz pierwszy od półrocznego wtargnięcia Rosjanie zaczęli włączać myślenie i uświadamiać sobie, że spadają w krwawą przepaść, a pcha ich tam  Putin. Próżno szukać w Rosji współczucia i żalu do Ukraińców, zabijanych codziennie we własnym kraju z woli Kremla. Ale Rosjanie nagle zrozumieli, że za wesołą – dla nich – kradzież terytorium i suwerenności Ukrainy należy płacić. Życiem swoich żołnierzy. Dla nas to mało wesołe odkrycie: każdy Rosjanin – najemnik czy żołnierz – zabity na Ukrainie to kolejny krok do powstrzymania rzezi na Donbasie. To kolejny krok do przebudzenia społeczeństwa rosyjskiego i jego presji na własną władzę z żądaniem zaprzestania agresji. Ilu rosyjskich agresorów będziemy musieli zabić, aby ten póki co słabiutki głosik matek rosyjskich usłyszano na Kremlu – nie wiem. Ale ten głos nareszcie rozbrzmiał i to jest pozytyw.

P.S. Przyjaciele, w ciągu dwóch najbliższych dni z uwagi na pewne powody nie mogę pisać podsumowania dnia. Wraz z początkiem kolejnego tygodnia powrócę do poprzedniego formatu pracy. Dziękuję Wam wszystkim. Zwyciężymy!

 

DT 26 sierpnia

Bracia i siostry, podsumowanie 26 sierpnia.

 

Złe wieści:

1. Rosja już nie ma żadnych hamulców. Kłamstwo, podstępność i podłość kierownictwa Kremla przekroczyły wszelkie możliwe granice. Nawet najbardziej naiwny postronny obserwator wie już, że nieogłoszona wojna rosyjsko-ukraińska jest wojną coraz bardziej otwartą.
Wczoraj pododdziały armii rosyjskiej rwały się na Donbas, wtargnąwszy na teren Ukrainy od razu od dwu stron.. Dostały „w zęby” od armii ukraińskiej. Przedstawiciele rosyjskich wojsk desantowych dostali się do niewoli. Ministerstwo Obrony Rosji oświadczyło, że rosyjscy żołnierze znaleźli się na terytorium Ukrainy „przypadkiem”.
Nie koniec na tym. Śmigłowce rosyjskie MI-24 ostrzelały pograniczników ukraińskich, lecąc nad terytorium Ukrainy. Czterech żołnierzy zabito, trzech jest rannych.
Jeżeli powiemy, że cynizm Moskwy jest porażający – to nie powiemy nic. Rosjanie już któryś miesiąc z rzędu „przypadkiem” zabijają Ukraińców na ukraińskiej ziemi, „przypadkiem” dostarczają terrorystom broń, „przypadkiem” zestrzelili malezyjski „Boeing” (próbując „przypadkiem” zestrzelić ukraiński AN-26). Myślę, że nic dziwnego by się nie stało, gdyby podczas wizyty Putina do cywilizowanego państwa został on „przypadkiem” aresztowany, sądzony i przez przypadek też powieszony (w państwach
cywilizowanych nie ma kary śmierci, ale „przypadki chodzą po ludziach”).
Tak naprawdę Putin nie wymyślił żadnej „wojny hybrydowej” (w ten sposób Afryka walczyła przez połowę wieku XX). Jego zasługa jest inna: wymyślił „wojnę dla tchórzy”. Przed Putinem każdy z dyktatorów – nawet najbardziej sprytny i podstępny – rozpoczynając agresywne działania w innym kraju, tak czy inaczej brał na siebie odpowiedzialność za to. Putin jest pierwszą osobą, która wymyśliła, jak za pomocą ciągłych kłamstw i wykrętów topić we krwi sąsiednie państwo, nie ponosząc przy tym
odpowiedzialności za tę rzeź. Nie ma w tym żadnej mądrości ani strategii, możemy mówić jedynie o cwaniactwie i nikczemności.

2. Moskwa ma zamiar przepchnąć na Ukrainę kolejny „konwój humanitarny”.
Szef MSZ S. Ławrow, zawodowy propagandysta, mrugając oczkami starego kleptomana, ogłosił: „Wczoraj wystosowaliśmy oficjalną notę do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy z informacją o naszym zamiarze, dotyczącym przygotowania kolejnego konwoju z pomocą humanitarną”.
Te poczwary już nawet się nie trudzą i nie wystosowują listów z prośbą o zezwolenie na wwiezienie ładunku do obcego państwa. Po prostu „informują” o tym. Zresztą, po tym, jak na Donbas wjechał pierwszy „konwój humanitarny”, ciężko byłoby się spodziewać innego postępowania.

3. Media ukraińskie rozpowszechniły smutną wiadomość: na spotkaniu w Mińsku w formacie: Unia Celna – Ukraina – UE Putin poświęcił konfliktowi zbrojnemu na Ukrainie „mniej, niż 3% treści swego przemówienia”.
Nie bardzo rozumiem: co w tym dziwnego? Gdzie Państwo widzieli przypadek, kiedy maniak i zabójca publicznie rozpowiada o swoich wyczynach? Smak tego, co powstało w utworzonej przez Putina maszynce do mięsa, on sam odczuje później, jak to u kryminalistów – „w swoim gronie”. Szojgu będzie parzył herbatę, Kisielow poleci do kibla, a Żyrinowski będzie grał na gitarze piosenki.
Przed szeroką publicznością Putin nie może pozwolić sobie na to, by mówić o wojnie dłużej i więcej – to byłoby już przesadą.

 

Dobre wieści:

1. Niestety, sytuacja w strefie OAT nie powoduje fajerwerków i pokazów sztucznych ogni, ale też nie ma podstaw do tego, żebyśmy krzyczeli: „Ratunku!” czy „Wszystko przepadło!”
Wg naszych informacji, są podejmowane adekwatne działania w okolicy Iłłowajska – nie możemy podać szczegółów, mamy jednak nadzieję, że to nie falstart. Z południa docierają do nas niepokojące wiadomości, ale nie mamy potwierdzenia informacji o jakimkolwiek „natarciu” wojsk rosyjskich na wielką skalę. Chodzi o Nowoazowsk – mamy informacje o starciach w tej okolicy, o siły przeciwnika, które przedarły się tam wcześniej i dotąd nie zostały zniszczone. Informację tę uściślamy.
W tym samym czasie siły OAT prowadzą działania rajdowe i przegrupowują się jednocześnie w kilku rejonach operacyjnych. Miejmy nadzieję, że po tych działaniach nadejdą od nas bardziej optymistyczne komunikaty.

2. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, na spotkaniu w Mińsku z przedstawicielami państw „trójki” Euroazjatyckiej oraz Unii Europejskiej zaproponował, aby wszystkie strony konfliktu na Ukrainie wyszły z niego „zachowując twarz”.
Czym się zakończą dzisiejsze rozmowy w Mińsku, czy będą skuteczne dzisiaj i ogólnie – nie wiadomo, przynajmniej w tej chwili. Jasne jest, że Putin ma dwa wyjścia z sytuacji: albo się teraz ubabrze we krwi po łokcie, albo już wkrótce w owej krwi się utopi. Mam nadzieję, że rozumie, iż w historii świata takie „kąpiele” nie wchodziły nikomu na zdrowie.

3. Dzisiaj na pilnym posiedzeniu Rady Ministrów Ukrainy została podjęta decyzja o tym, że należy wykupić cały sprzęt wojskowy, produkowany przez przedsiębiorstwo „Ukroboronprom” oraz znajdujący się w jego magazynach. Ten sprzęt ma być natychmiast dostarczony do strefy działań wojennych. Od dzisiaj remont sprzętu bojowego ma być prowadzony bezzwłocznie, a magazyny Ministerstwa Obrony powinny wydawać broń siłom OAT na pierwszą ich prośbę.
Myślę, że gdyby taka decyzja została podjęta dwa miesiące wcześniej, OAT przebiegałaby weselej. Co tu kryć, urzędasy również teraz mają szansę na sabotaż tej cennej inicjatywy. Miejmy nadzieję, że się tak nie stanie.