Tatko - tak to czy nie tak... a moze nietakt?

"Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry." /Soren Kierkegaard/

Moderatorzy: duszek_koordynator, tesia, Moderatorzy

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Tatko - tak to czy nie tak... a moze nietakt?

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

migaweczka pisze:Bóg to Ojciec. Tata. I tak o nim myślę, jako Jego dziecko. Ziemskiemu rodzicowi też nie raz zarzucałam, że robi coś "nie tak".
Zmienia sie ludzka historia, zmieniaja sie tez wizje ojca i jego roli a takze stosunku dzieci do tegoz... Dawniej ojca trzeba bylo sluchac i koniec, kropka... Teraz dzieci (w odroznieniu od ryb) dostaly "glos" i dalej sobie po ojcu ujezdzac :) Bo one "wiedza lepiej", bo one sa "bardziej uczuciowe"; i bardziej rozsadne!, bo przeciez potrafia rozsadzic co jest "tak" a co "nie tak"!

Pamietajmy o fakcie, ze w odroznieniu do ziemskich rodzicow, ktorzy moga cos robic "nie tak", tamten jest doskonaly. Nie powinno sie atrybutow ziemskich rodzicow (zwlaszcza tych negatywnych) przerzucac na Boga Ojca i tym tlumaczyc wlasne zachowanie - bo to On jest zrodlem doskonalosci!
migaweczka pisze:Taka już natura dzieci Nigdy Ci się to nie zdarzyło ?
Czy to, ze i mnie i jeszcze komus sie moglo cos takiego przytrafic, ma usprawiedliwic potencjalna niestosownosc danego faktu??? Zdarzylo mi sie zgrzeszyc mysla, mowa, etc... Wiec jezeli i Tobie tez sie to przytrafilo - to ja jestem dzieki temu usprawiedliwiony! (w nawiasie, na wszelki wypadek dodam, ze teraz nieco ironizuje :) )
migaweczka pisze:to, że czasem pomyślę lub powiem Mu, że mi się nie podoba to, co mi przygotował, nie oznacza od razu, że się z tym nie pogodzę.
Bardzo to jakos smutno brzmi... Odejdziesz, pociagajac nosem zwieszonym na przyslowiowa kwinte (a moze nawet kwarte :( )... Pogodzona z tym co Ci sie w dalszym ciagu nie podoba... I tak, zrezygnowana, dokonasz swoich dni...
migaweczka pisze:Może mi to zająć mniej lub więcej czasu, ale pewnie kiedyś uda mi się dotrzeć do zrozumienia Planu, który Bóg mi przygotował. Zrozumienia "na wiarę".
Pewnie sie uda albo pewnie sie nie uda - robi sie troche grzasko :) . Czy kiedys uda nam sie dotrzec do zrozumienia Boskiego Planu? To temat na dluzsza dyskusje... W tym momencie uwazam, ze w naszej doczesnosci - nie.

Pozostaje jednak ten inny, wspomniany juz przez Ciebie element - wiara.
migaweczka pisze: [pewnie kiedyś uda mi się dotrzeć do (...)] Zrozumienia "na wiarę".
Przed kazdym chcacym "zrozumiec na wiare" stoi nieslychanie trudne zadanie... Nieslychanie trudne i niewykonalne (!) - polaczenie w jedno rozumu z wiara. Bo czy mozna wiedziec - jesli sie wierzy? Czy mozna wierzyc - jesli sie wie? (Dla niewtajemniczonych: odpowiedz jest negatywna - wiedza wyklucza wiare).

**************
Zastap w swoim poscie (a czemu by nie w zyciu :) ) wszystkie "zrozumienia" - przez "wiare". I wtedy zrobi sie
bardziej optymistycznie :) Moze nawet przestaniesz sie klocic z rodzicami? Rodzicom powinno sie wierzyc... Zwlaszcza TEMU :)
***

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Tatko - tak to czy nie tak... a moze nietakt?

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

(Od razu piszę, że nie będziesz zadowolony, ale będzie krótko. W sobotę mam egzamin i nie wyrabiam na zakrętach :mrgreen: )
teofizyk pisze:Pamietajmy o fakcie, ze w odroznieniu do ziemskich rodzicow, ktorzy moga cos robic "nie tak", tamten jest doskonaly. Nie powinno sie atrybutow ziemskich rodzicow (zwlaszcza tych negatywnych) przerzucac na Boga Ojca i tym tlumaczyc wlasne zachowanie - bo to On jest zrodlem doskonalosci!
Nie twierdzę, że nie jest. To ja jestem niedoskonała i stąd czasem bunt, mniejszy lub większy, kiedy Boski Plan nie pokrywa się z tym, co ja bym chciała. Czysta postać zwykłego, ludzkiego egoizmu :)
W którymś temacie Kalinka (?) napisała bardzo adekwatne określenie, którego tutaj użyję. Myślę, że Bóg wcale nie chce, żebyśmy byli letni w swej wierze. Mamy być albo zimni albo gorący. Przy czym oczywiście wolałby, żebyśmy jednak gorącą wiarę wybrali niż zimną niewiarę, ale tu już wkracza wolna wola, którą dał człowiekowi. To od nas zależy, co wybierzemy i jakie będą nasze uczucia w tej kwestii. Dlatego wydaje mi się, że kiedy się trochę pobuntuję, a później przemyślę, przetrawię, zrozumiem i wrócę do Ojca bogatsza o to doświadczenie, to moja wiara jest już cieplejsza niż była. Chciałabym, żeby moja wiara była gorąca, ale do tego mi jeszcze daleko.
teofizyk pisze:
migaweczka pisze:Taka już natura dzieci Nigdy Ci się to nie zdarzyło ?
Czy to, ze i mnie i jeszcze komus sie moglo cos takiego przytrafic, ma usprawiedliwic potencjalna niestosownosc danego faktu??? Zdarzylo mi sie zgrzeszyc mysla, mowa, etc... Wiec jezeli i Tobie tez sie to przytrafilo - to ja jestem dzieki temu usprawiedliwiony! (w nawiasie, na wszelki wypadek dodam, ze teraz nieco ironizuje :) )
Wiem, że ironizujesz, wiem ;) A tak na serio - wiele osób właśnie w ten sposób usprawiedliwia swoje czyny. I myślę, że po części wszyscy do tej grupy należymy, bo każdemu zdarzyło się na pewno choć raz w życiu pomyśleć: "Skoro on/ona tak może, to nie ma w tym nic złego". Mnie się zdarzyło, nie zamierzam robić z siebie ideału :)
teofizyk pisze:
migaweczka pisze:to, że czasem pomyślę lub powiem Mu, że mi się nie podoba to, co mi przygotował, nie oznacza od razu, że się z tym nie pogodzę.
Bardzo to jakos smutno brzmi... Odejdziesz, pociagajac nosem zwieszonym na przyslowiowa kwinte (a moze nawet kwarte :( )... Pogodzona z tym co Ci sie w dalszym ciagu nie podoba... I tak, zrezygnowana, dokonasz swoich dni...
To akurat Twoja wizja :) Mnie chodziło po prostu o dojrzewanie do Jego Mądrości. O ten czas, który jest mi potrzebny do przyjęcia Jego woli. Oczywiście ideałem byłoby przyjęcie tej woli bez chwili namysłu, ale jak już wspomniałam, ideałem nie jestem :)
teofizyk pisze:
migaweczka pisze:Może mi to zająć mniej lub więcej czasu, ale pewnie kiedyś uda mi się dotrzeć do zrozumienia Planu, który Bóg mi przygotował. Zrozumienia "na wiarę".
Pewnie sie uda albo pewnie sie nie uda - robi sie troche grzasko :) . Czy kiedys uda nam sie dotrzec do zrozumienia Boskiego Planu? To temat na dluzsza dyskusje... W tym momencie uwazam, ze w naszej doczesnosci - nie.
Przecież napisałam, że "kiedyś", zatem wlicza się tu również ten moment, kiedy stanę przed Panem i zdam relację z całego mojego życia, a On wtedy przedstawi mi tę część, której nie znałam w czasie ziemskiego życia, której nie rozumiałam.
teofizyk pisze:Pozostaje jednak ten inny, wspomniany juz przez Ciebie element - wiara.
migaweczka pisze: [pewnie kiedyś uda mi się dotrzeć do (...)] Zrozumienia "na wiarę".
Przed kazdym chcacym "zrozumiec na wiare" stoi nieslychanie trudne zadanie... Nieslychanie trudne i niewykonalne (!) - polaczenie w jedno rozumu z wiara. Bo czy mozna wiedziec - jesli sie wierzy? Czy mozna wierzyc - jesli sie wie? (Dla niewtajemniczonych: odpowiedz jest negatywna - wiedza wyklucza wiare).
Jest mi (piszę ciągle o sobie, a nie o ogóle, bo nie mogę za ogół odpowiadać :)) o tyle łatwiej, że tej wiedzy nie mam. Nie jestem teologiem, duchownym ani siostrą zakonną. Jestem zwykłym człowiekiem, który chce wierzyć i bez Boga nie wyobraża sobie życia. Myślę, że to całkiem niezła podstawa, by przyjąć "na wiarę" to, co daje mi Bóg :)
teofizyk pisze:Zastap w swoim poscie (a czemu by nie w zyciu :) ) wszystkie "zrozumienia" - przez "wiare". I wtedy zrobi sie
bardziej optymistycznie :) Moze nawet przestaniesz sie klocic z rodzicami? Rodzicom powinno sie wierzyc... Zwlaszcza TEMU :)
***
Staram się to robić każdego dnia. Staram się na wiarę przyjmować wszystko, co mnie spotyka. Wierzę, że nie ma przypadków, więc skoro coś mi się przytrafiło, w jakiejś sytuacji biorę udział, to znaczy, że do czegoś jest lub będzie mi potrzebne to doświadczenie. A że czasem idzie mi to łatwiej, a czasem trudniej, to już jest inna para kaloszy ;)

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Re: Tatko - tak to czy nie tak... a moze nietakt?

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

migaweczka pisze: To ja jestem niedoskonała i stąd czasem bunt, mniejszy lub większy, kiedy Boski Plan nie pokrywa się z tym, co ja bym chciała. Czysta postać zwykłego, ludzkiego egoizmu :) (...) Oczywiście ideałem byłoby przyjęcie tej woli bez chwili namysłu, ale jak już wspomniałam, ideałem nie jestem :)
A czy bede? Czy chce sie do niego zblizyc? I w koncu ile to buntowanie i godzenie sie i czas na "czas do namyslu" ma trwac? Odpowiedz juz padla: "kiedys", czyli...
migaweczka pisze:"kiedyś", zatem wlicza się tu również ten moment, kiedy stanę przed Panem i zdam relację z całego mojego życia, (a On wtedy przedstawi mi tę część, której nie znałam w czasie ziemskiego życia, której nie rozumiałam.)
Nooo, wtedy to kazdy zrozumie! I swiety i grzesznik, i madry i glupi, i wierzacy i niewierzacy...

Latwy do zrealizowania plan nieosiagniecia celu! :)
migaweczka pisze: To akurat Twoja wizja :) Mnie chodziło po prostu o dojrzewanie do Jego Mądrości.
To ladne okreslenie :) "Dojrzewanie"... Kojarzy mi sie od razu ze smacznym czerwonym jabluszkiem :)
Czerwone jabluszko dojrzewajace w slonku... Czy za Boga uznamy w naszym porownaniu slonce? Czemu nie... A wszystkie sily pompujace wode etc,. do jabluszka? Mozna tez... A drzewo, ziemie, powietrze, wode? A swiatlo, temperature, odleglosc, predkosc i czas? Tez moga reprezentowac Boga w naszym niezrecznym porownaniu. Jabluszko przenikniete ze wszystkich stron "Bogiem" dojrzalo. Stawia to we wlasciwszej perspektywie pozycje jabluszka, jak i sam proces dojrzewania.

Ja osobiscie nie cenie sobie bezczynnosci, zwlaszcza duchowej... Przypuszczac moge, ze jabluszko, gdyby mialo swiadomosc, dojrzaloby szybciej, umiejetnie obracajac sie w kierunku slonca, pijac wiecej soli mineralnych, etc.
Zauwazam tez, ze jabluszko drazone od srodka robaczkami moze nie dojrzec. Ale rowniez jabluszko, ktore samo nie wie co robic i probuje zaslaniac sie listkami, bo mu za goraco, albo inne, ktore ogarniete marzeniami probuje np. latac - te rowniez maja mniejsze szanse w porownaniu z tymi, ktore sa calkowicie bierne lub - aktywne w kierunku sprzyjajacym dojrzewaniu.


W sumie - glupie porownanie i nie bardzo na temat; ale pokazuje trzy typowe mozliwosci zachowan:
1. egoistycznie wrazliwy, uczuciowy i emocjonalny egocentryk
2. egocentryk obojetny
3. egocentryk ukierunkowujacy siebie w strone odkrytego, badz objawionego, dobra, prawdy i piekna.

Jak ma sie wiara, realizowanie Boskiego Planu i zrozumienie "Bozej Madrosci" do kazdego z tych typkow, zastanowimy sie moze nastepnym razem. Czy mi w tym migaweczko pomozesz rozumiejac oczywiscie, ze klasyfikacja nasza jest tylko taka sobie - igraszka :) ?

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Tatko - tak to czy nie tak... a moze nietakt?

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

Ładna mi igraszka ;)
Porównanie do jabłuszka całkiem fajne. Podoba mi się, bo jest obrazowe.

Każdy chce się zbliżyć do ideału, tak sądzę. Pracujemy nad tym mniej lub bardziej wytrwale, ale nie każdemu się zawsze udaje przejść kolejny etap swojej ziemskiej drogi. Sztuką jest powstać, kiedy się upadło w tej drodze i pójść dalej we właściwym kierunku. I trzeba mieć świadomość, że nigdy nie staniemy się tym ideałem, do którego dążymy, bo gdyby to było możliwe, nie bylibyśmy ludźmi, tylko Bogiem. Jeśli nie potraktujemy własnej słabości i niedoskonałości jak coś naturalnego, wciąż będzie nas to męczyć i odbierać chęć do dobrego życia. Będziemy tracić poczucie własnej wartości. Zasada jest prosta. Chcę jak najbliżej tego ideału wylądować w swoich dążeniach, ale nie mogę się poddawać myśląc np.: "przecież i tak mi się nie uda, więc po co się trudzić ?" Bardzo zamotałam ? :) Nie wiem czy wyraziłam jasno to, o co mi chodziło... hm :oops:
teofizyk pisze:W sumie - glupie porownanie i nie bardzo na temat; ale pokazuje trzy typowe mozliwosci zachowan:
1. egoistycznie wrazliwy, uczuciowy i emocjonalny egocentryk
2. egocentryk obojetny
3. egocentryk ukierunkowujacy siebie w strone odkrytego, badz objawionego, dobra, prawdy i piekna.
...
Jak ma sie wiara, realizowanie Boskiego Planu i zrozumienie "Bozej Madrosci" do kazdego z tych typkow...
Moje luźne myśli, czyli igraszka właśnie ;)
Typ pierwszy.
Skupiony zbyt często na sobie samym. Roztrząsa, analizuje, przetrawia, układa sobie w głowie, sercu, myślach cały świat, który go otacza i próbuje w tym świecie wpasować siebie. Przejmuje się wszystkimi niepowodzeniami, które mu się przytrafią i bierze wszystko do siebie (wrażliwy-często nadwrażliwy). Uczuciowy - wyczuwa również uczucia innych. To czasem dobrze, a czasem niezbyt... Nadinterpretuje często fakty i doszukuje się czegoś, czego nie ma.
Jaka jest wiara u niego ? W obliczu powyższego - chwiejna. Chwiejna w sensie: "Czy Bóg mnie kocha czy mnie nie kocha ?" Nadmiar emocji czasami zakłóca logiczne (wiem, logika i wiara mogą się kłócić, ale nie zawsze, nie zawsze) myślenie. Pojawia się strach, obawa przed tym, że może jednak Bóg go nie kocha, a wręcz ma go dość z tą labilnością emocjonalną i tendencją do koncentrowania się na sobie samym zamiast na Bogu. Nie bierze pod uwagę, że Boska Miłość i Mądrość są nieskończone i nie złamią się z powodu niewielkiej chwiejności, cierpliwość Boska nie wyczerpie się. A nasz typ z tym swoim negatywnym myśleniem o sobie samym decyduje za Boga niejako, że On z pewnością go nie kocha i odchodzi, bo czuje, że nie zasługuje na tę Miłość... Kwadratura koła.

Typ drugi.
Ani go ziębi, ani parzy. Jest jak jest, na zasadzie: "Będzie co ma być, nawet jak się wtrącę i spróbuję wziąć sprawy z swoje ręce, to i tak wydarzy się to, co zaplanował Bóg." Przyjmuje to, co przynoszą dni i reaguje na to w sobie właściwy sposób. Dość obojętny.
Jaka jest u niego wiara ? Letnia. Tylko teraz pytanie: czy to na pewno obojętność czy może raczej umiejętność przyjęcia Bożej woli ? Jeśli bowiem coś planuje, a to nie dochodzi do skutku, to przyjmuje sytuację taką, jaka powstała, "bo Bóg tak chciał". To obojętność na wiarę czy akceptacja Boskich Planów ?

Typ trzeci.
Ideał :) Egocentryk skłaniający się do swego wnętrza w konkretnym celu, którym jest lepsze służenie Bogu i zachowywanie Jego nauk. Zna Bożą Mądrość, wie, że Bóg kocha go Miłością ogromną, rozumiem, że Boski Plan jest najlepszym z planów. Jego wiara jest gorąca.

To moje typy. Czy ktoś ma inny pomysł na ten temat ? :)

ODPOWIEDZ