Przeciwności...

Jeśli masz jakiś kłopot, napisz... Postaramy się pomóc

Moderatorzy: duszek_koordynator, tesia, marta, kalina, Moderatorzy

michal
Duszek
Posty: 10
Rejestracja: sobota, 24 listopada 2007, 20:16

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: michal »

W przeciwnościach jest takie działanie diabła, który mi wmawia, iż Bóg mnie nie kocha i wtedy diabeł wprowadza w rozpacz; albo duch obecności Bożej co by się nie działo Bóg jest przy mnie. Właściwie bez względu na to jak to wygląda zło nie szkodzi.

Gdzieś jest misterium mojego wyboru???
Oba doświadczenia są mi znajome i znane.
Michal

irenka
Moderator
Posty: 452
Rejestracja: sobota, 15 września 2007, 18:15
Lokalizacja: Sieradz

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: irenka »

W przeciwnościach Bóg staje po naszej stronie, uczy, jak się nie poddawać, szukać pozytywnych rozwiązań, być optymistą. Oczywiście, nie można za dużo brać na swoje barki i wykonywać pracę za innych, wspierając ich w lenistwie. Najważniejsze, to wierzyć, iż to, co zależy ode mnie, musi się udać, ponieważ idę z Nim...

Pozdrawiam, :)

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

migaweczka pisze:Zastanawiam się ostatnio nad sprawą przeciwności w życiu, tzw. "kłód" pod nogami. Wyobraź sobie, że czegoś bardzo, bardzo pragniesz. Tak z całych sił...
Przyznam, że mnie jest trudno zaakceptować wolę Pana, kiedy nie pokrywa się z moim marzeniem.
******************************
migaweczko, wydaje mi sie, ze (po pierwsze :) ) niespelnione pragnienia i marzenia to nie sa zadne "klody pod nogami"; niepotrzebnie mylisz te dwa pojecia... (Chociaz faktycznie moga sie nimi stac!)

2. Niepotrzebne jest tez chyba oskarzanie Boga o niespelnianie Twoich marzen. Byc moze winny jest subiektywny punkt widzenia...

I ja moglbym sie zalic na rozmaite "niedoskonalosci" (poczawszy od najprostszych (?), typu: musze dolewac do siebie 2 litru plynow dziennie, oprocz tego wrzucac do srodka pare kawalkow miesa, co pare godzin musze to potem wyrzucac, nie moge przestac oddychac powietrzem nawet na jedna minute, etc., etc. - jakiez to wszystko nieslychanie uciazliwe! A ile tego jeszcze jest! Moznaby mnozyc w nieskonczonosc!).

Tak, duzo zalezy od tego subiektywnego/indywidualnego punktu widzenia - bo mozna sie nie zgadzac a mozna i pogodzic; pogodzic w jednych wypadkach z rozsadku, w innych z wiara... A oceniac Boga, ze robi cos "nie tak", ze akurat konkretnemu "mnie" rzuca klody pod nogi, hmmm... przydalaby sie moze odrobinka pokory... a moze wiekszego dystansu...?

3. Co wiec zrobic, aby "Bog nie rzucal klod pod nogi" (to pisze oczywiscie nieco ironicznie :) ) ???
Recepta w jednym zdaniu, zeby nie zlamac niedanej obietnicy ;) o skrotowosci: nie miec "dziwnych" pragnien, cieszyc sie tym co jest i wierzyc!


******************************
PS. Ponumerowalem specjalnie, zeby w razie ochoty, mozna bylo do ktoregos z tych punktow kiedys wrocic i rozwinac (jedynka na pewno wymaga rozwiniecia, zasygnalizuje jedynie, ze warto byloby pochylic sie nad kazdym z tych slow... a) "pragnienia i marzenia" - one zaleza od nas (choc budowane sa w oparciu o konkretny zastany i znany nam "swiat"); b) "niespelnione" - to juz jakby bardziej od nas niezalezne, chociaz nie do konca! (Jezeli np. z wlasnego lenistwa czegos nie realizujemy). Kto jest odpowiedzialny za niespelnianie?; c) a)+b) analiza "niespelnione pragnienia"; potem d) "klody" i e) "nogi" f) "klody pod nogami" - wskazuje oczywiscie na dynamiczne podazanie... Rodza sie pytania o kierunek ruchu i inne jego skladowe, o cel, o sama droge...)

Byc moze uda nam sie kiedys rozwinac te powyzsze, szkicowo zasygnalizowane tylko, zagadnienia... Chyba, ze - pojawia sie jakies "klody pod nogami" :)
***

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

Teofizyku, widzę, że dyskusja wznowiona, zatem spróbuję swoich sił w odpowiedzi ;)
teofizyk pisze:migaweczko, wydaje mi sie, ze (po pierwsze :) ) niespelnione pragnienia i marzenia to nie sa zadne "klody pod nogami"; niepotrzebnie mylisz te dwa pojecia... (Chociaz faktycznie moga sie nimi stac!)
Jak najbardziej się z Tobą zgadzam, ponieważ ani pragnień, ani marzeń nie nazwałam w ten sposób. Czasem "kłodami" określa się (piszę ogólnie, bo wiem, że nie ja jedna tak chwilami myślę) sytuacje, które stają na drodze do spełnienia się owych marzeń. Zatem - pojęć nie mylę, użyłam ich jak najbardziej świadomie, tylko skrót myślowy był pewnie niewłaściwy :)
teofizyk pisze:2. Niepotrzebne jest tez chyba oskarzanie Boga o niespelnianie Twoich marzen. Byc moze winny jest subiektywny punkt widzenia...
Oskarżałam ? Muszę jeszcze raz przeczytać mój post :)
Z drugiej strony... kiedyś ktoś, kto wyciągał mnie z dołka emocjonalnego powiedział, że czasem Bóg Ojciec woli, żeby Mu wszystko wykrzyczeć, trochę pooskarżać i nawrzucać, że się średnio swoim dzieckiem zajmuje, niż jęczeć w kącie do znudzenia. Nie wiem czy tak to brzmiało dokładnie, ale sens był taki :wink:
teofizyk pisze:I ja moglbym sie zalic na rozmaite "niedoskonalosci" (poczawszy od najprostszych (?), typu: musze dolewac do siebie 2 litru plynow dziennie, oprocz tego wrzucac do srodka pare kawalkow miesa, co pare godzin musze to potem wyrzucac, nie moge przestac oddychac powietrzem nawet na jedna minute, etc., etc. - jakiez to wszystko nieslychanie uciazliwe! A ile tego jeszcze jest! Moznaby mnozyc w nieskonczonosc!).
No widzisz, to Twój subiektywizm. Ja tych - jak je nazwałeś - "niedoskonałości" wcale tak nie postrzegam :) Dla mnie są naturalne i wkomponowane w życie człowieka. Dla mnie niedoskonałością jest np. posiadanie migreny :) Ale znów z drugiej strony niejaki ojciec Grande uważa, że ból ma człowieka uszlachetniać, bo dostał go od samego Boga... To dopiero jest trudne. Uwierzyć, że ból, który mnie rozkłada na łopatki i wyklucza z życia na kilka godzin lub nawet kilka dni, ma mnie uszlachetnić.
teofizyk pisze:Tak, duzo zalezy od tego subiektywnego/indywidualnego punktu widzenia - bo mozna sie nie zgadzac a mozna i pogodzic; pogodzic w jednych wypadkach z rozsadku, w innych z wiara... A oceniac Boga, ze robi cos "nie tak", ze akurat konkretnemu "mnie" rzuca klody pod nogi, hmmm... przydalaby sie moze odrobinka pokory... a moze wiekszego dystansu...?
Bóg to Ojciec. Tata. I tak o nim myślę, jako Jego dziecko. Ziemskiemu rodzicowi też nie raz zarzucałam, że robi coś "nie tak". Taka już natura dzieci ;) Nigdy Ci się to nie zdarzyło ? Ocenić zachowanie, działanie, sytuację, a w nich ojca, matkę, siostrę, brata, czy wreszcie Boga...? Może dla niektórych to zabrzmi jak bluźnierstwo, ale przecież po to Bóg dał nam cały wachlarz emocji, odczuć, reakcji, żebyśmy z nich korzystali, a to, że czasem pomyślę lub powiem Mu, że mi się nie podoba to, co mi przygotował, nie oznacza od razu, że się z tym nie pogodzę. Może mi to zająć mniej lub więcej czasu, ale pewnie kiedyś uda mi się dotrzeć do zrozumienia Planu, który Bóg mi przygotował. Zrozumienia "na wiarę".
teofizyk pisze:3. Co wiec zrobic, aby "Bog nie rzucal klod pod nogi" (to pisze oczywiscie nieco ironicznie :) ) ???
Recepta w jednym zdaniu, zeby nie zlamac niedanej obietnicy ;) o skrotowosci: nie miec "dziwnych" pragnien, cieszyc sie tym co jest i wierzyc!
Zgadzam się, a jakże. Też tak uważam. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie napisała, że mam jedno małe "ale" ;) Każdy człowiek jest inny. Inaczej patrzy na świat, inaczej odbiera to, co go spotyka i inaczej przyjmuje wolę Boga. I to samo tyczy się "dziwnych" pragnień, o których wspomniałeś. Myślę, że nie zawsze to, co dla jednej osoby będzie "dziwnym" pragnieniem, będzie takim też dla innej. To subiektywna ocena. Dla Ciebie coś jest dziwne, a dla mnie to samo będzie naturalne. I stąd biorą się właśnie róznice w postrzeganiu i odbieraniu Boskich Planów :)

irenka
Moderator
Posty: 452
Rejestracja: sobota, 15 września 2007, 18:15
Lokalizacja: Sieradz

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: irenka »

A ja wciąż się uczę osiągania trudnej prawdy, że Boga warto pytać- "Po co?", a nie "Za co?"... To, co się z nami dzieje, ma w sobie ukryty plan Boży, tylko nie zawsze i nie od razzu potrafimy to zrozumieć...

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie napisała, że mam jedno małe "ale" ;) Każdy człowiek jest inny. Inaczej patrzy na świat, inaczej odbiera to, co go spotyka i inaczej przyjmuje wolę Boga. I to samo tyczy się "dziwnych" pragnień, o których wspomniałeś. Myślę, że nie zawsze to, co dla jednej osoby będzie "dziwnym" pragnieniem, będzie takim też dla innej. To subiektywna ocena. Dla Ciebie coś jest dziwne, a dla mnie to samo będzie naturalne. I stąd biorą się właśnie róznice w postrzeganiu i odbieraniu Boskich Planów :)
Wyjasniam: "dziwnoscia" nazwalem te nieprzeanalizowane jeszcze przez nas wlasciwosci samych pragnien (stad nieznane dla nas, niejasne i nie w pelni zrozumiale (jak widac :) )). Nie bylo to bynajmniej okreslenie probujace wartosciowac same pragnienia!

Ta Twoja wypowiedz zastanawia... Czyzby na spelnianiu czyichs pragnien (moze wlasciwiej nawet - pragnien wszystkich ludzi) mialy byc oparte Boskie Plany? Zapewne od razu szczerze odpowiesz: "Alez nie!", aby juz po chwili, rownie szczerze, martwic sie sytuacjami, ktore staja "na drodze" realizacji Twoich marzen, badz wspolczuc bedziesz komus, kogo marzenia pozostaly w strefie... - marzen wlasnie.

Dostrzegam w powyzszym konflikt, ktory stoi u podstaw Twojego niepokoju (jak i zapewne wiekszosci postow tego tematu). W tym miejscu trzeba by zastanowic sie nad istota tego konfliktu - a zeby go choc odrobine blizej poznac, nalezaloby pochylic sie nad jego czesciami skladowymi. (Dlatego poznanie to proponowalem zaczac od przeanalizowania naszych wlasnych "dziwnych" pragnien - jak widzisz, "dziwnych" rowniez dlatego, ze z jakiegos powodu stoja one w sprzecznosci z Bozymi Planami!).

Zamierzalem wlasnie wyjechac z teoriami dotyczacymi subiektywnych marzen, pragnien i indywidualnych, jednostkowych interpretacji "Bozych Planow"... W pore zdalem sobie jednak sprawe z tego, ze nie bedac ani specjalnie sentymentalnym, ani ckliwie uczuciowym, moge miec powazne problemy z opisem "pragnien i marzen". Po prostu - nie podolam!

Zwracam sie wiec do Ciebie, a takze do innych zainteresowanych, z prosba o przyblizenie nam wszystkim tego, czym wlasciwie sa te nasze "marzenia", skad sie biora, czy sa od nas zalezne, czy budza nasze zaufanie, czy warto im podporzadkowac zycie? Czy nie sa tylko jakimis wirusami wpuszczonymi w nasz system? Czy nie sa przejawem egoizmu? A czy nasze "dziwne pragnienia" nie ocieraja sie juz o pozadliwosc i zachlannosc?

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

teofizyk pisze:[...]czym wlasciwie sa te nasze "marzenia", skad sie biora, czy sa od nas zalezne, czy budza nasze zaufanie, czy warto im podporzadkowac zycie? Czy nie sa tylko jakimis wirusami wpuszczonymi w nasz system? Czy nie sa przejawem egoizmu? A czy nasze "dziwne pragnienia" nie ocieraja sie juz o pozadliwosc i zachlannosc?
To jest temat-rzeka Teofizyku :) I jestem przekonana, że ile osób, tyle możliwości i opisów "marzeń". To strasznie trudno sprecyzować, bo przecież każdy ma inne wyobrażenie o tym, czym są jego "pragnienia i marzenia".
Nie sądzę, by, biorąc pod uwagę marzenia, trzeba od razu postrzegać dążenie do ich spełniania jako przejaw egoizmu. Wszystko zależy od podejścia i sposobu samego dążenia. Jeśli jest ono wyważone (mylę się, jeśli napiszę, że w następnym poście weźmiesz na warsztat słowo "wyważone" i jego wydźwięk ? ;)), to nie ma mowy o egoizmie.

Marzenia wypływają z braku, z odczuwania pewnego rodzaju "pustki" gdzieś w życiu, jakiegoś deficytu po prostu. Wtedy rodzi się pragnienie, a z niego - marzenie. I to wcale nie musi być coś, co ocierałoby się o pożądliwość czy zachłanność. Przynajmniej w moim mniemaniu, bo czy można mówić o zachłanności, kiedy marzeniem człowieka jest dążenie do świętości czy znalezienie ziemskiej Miłości ? Czy można mówić o pożądliwości, kiedy człowiek marzy o wartościach duchowych, a nie materialnych dobrach ?

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

migaweczka pisze:To jest temat-rzeka Teofizyku :) I jestem przekonana, że ile osób, tyle możliwości i opisów "marzeń". To strasznie trudno sprecyzować, bo przecież każdy ma inne wyobrażenie o tym, czym są jego "pragnienia i marzenia".
Tak, dlatego zamiast o roznicach, chcialbym dowiedziec sie czegos o tym, co je laczy, o jakichs czesciach wspolnych... Bo "kazdy ma inne marzenia", zgoda, ale nie zapominaj, ze takze - "wszyscy maja marzenia"! Stad skrotowa analiza "marzen samych w sobie" bylaby calkiem na miejscu.

Zwroc uwage jeszcze na dodatkowy element, na cos wrecz uderzajacego - niezwykle mocne podkreslanie wlasnego "JA". Wlasciwie na przyslowiowym kazdym kroku... Ciagle tylko slychac ja, mnie, moje. Czesto dochodzi nawet do sytuacji w ktorych mozna uslyszec "nie zgadzam sie z Bozymi Planami, ja bym chcial calkiem inaczej - i tylko dlatego, ze wierze, to cos takiego toleruje".

Nie bede wchodzil teraz w analize samej "wiary" - tu chodzi mi tylko o podkreslenie momentu "egoizmu" i "egocentryzmu"... Poprzez swoja jakze aktywna niemalze wszechobecnosc JA zaczyna dominowac w otrzymywanym obrazie swiata. Sila jego jest tak wielka, ze czujemy iz planety i slonca kraza moze wokol jakiegos centrum w jakiejs tam galaktyce - ale w sumie caly swiat kreci sie wokol "mnie" (w tym oczywiscie - Boskie Plany).

Nie bede juz dluzej niezrecznie ukrywal, ze podejrzewam wlasnie "egocentryzm" o bycie zrodlem "klod pod nogami". W tym NASZE pragnienia i marzenia, w takim wydaniu, w jakim je kultywujemy. W tym takze NASZE uczucia i emocje, rowniez w takim wydaniu, w jakim je kultywujemy. (Mowie o tych "konfliktowych"). Byc moze zbyt wczesnie ujawniam te teze, bez przygotowanej odpowiednio bazy myslowej, ale to dlatego, zebys wiedziala po prostu o co mi chodzi :)

Zastanawiam sie - czy to Bog rzuca nam klody pod nogi, czy MY sami sobie je tworzymy...

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

teofizyk pisze:Tak, dlatego zamiast o roznicach, chcialbym dowiedziec sie czegos o tym, co je laczy, o jakichs czesciach wspolnych... Bo "kazdy ma inne marzenia", zgoda, ale nie zapominaj, ze takze - "wszyscy maja marzenia"! Stad skrotowa analiza "marzen samych w sobie" bylaby calkiem na miejscu.
Skrótowa analiza ? Jakoś mi to do Ciebie nie pasuje, ale ponieważ odpowiedź będzie moja, to jestem w stanie uwierzyć, że będzie skrótowo :lol:
Wszyscy mają marzenia, choć trudno je zdefiniować w sposób jednoznaczny.
Marzenia można podzielić (z grubsza) na te spełnialne i te niespełnialne. Pierwsze cechuje dążenie do ich spełnienia (motywacją jest to, że istnieje możliwość, by dane marzenie spełnić), a drugie - przyjemność marzenia sobie o nich (bo np. nie sądzę, żeby komuś udało się być rybką i przemierzać głębię oceanów, a pomarzyć sobie o tym można) :) Niektóre marzenia mogą przejść z grupy drugiej do pierwszej lub odwrotnie, wszystko zależy od warunków, sytuacji, możliwości. Czasami zależy to również od nas samych, bo kiedy boimy się rozczarowania, zostajemy w sferze marzeń, nie próbujemy ich urzeczywistnić, bo jeszcze by się coś nie udało albo okazałoby się, że nasze spełnione marzenie jednak nie cieszy i nie jest takie, jak sobie wyobrażaliśmy.
Tak przedstawił to Paulo Coelho:
Nawet jeśli czasem trochę się skarżę – mówiło serce – to tylko dlatego, że jestem sercem ludzkim, a one właśnie są takie. Obawiają się sięgnąć po swoje największe marzenia, ponieważ wydaje im się, że nie są ich godne, albo, że nigdy im się to nie uda. [Paulo Coelho, Alchemik]

Można ten strach przed dążeniem do urzeczywistniania marzeń uznać za małą niedoskonałość ludzkich serc. Z biegiem lat żałujemy, że obawialiśmy się spróbować spełnić któreś z marzeń tak bardzo, iż "odpuściliśmy", bo sposobność do spełnienia marzenia była kiedyś, a teraz już jej nie ma i nie będzie.
teofizyk pisze:Zwroc uwage jeszcze na dodatkowy element, na cos wrecz uderzajacego - niezwykle mocne podkreslanie wlasnego "JA". Wlasciwie na przyslowiowym kazdym kroku... Ciagle tylko slychac ja, mnie, moje. Czesto dochodzi nawet do sytuacji w ktorych mozna uslyszec "nie zgadzam sie z Bozymi Planami, ja bym chcial calkiem inaczej - i tylko dlatego, ze wierze, to cos takiego toleruje".
Tak, istnieje takie podejście. Myślę, że większości osób zdarza się tak powiedzieć, pomyśleć. Egocentryzm w mniejszym lub większym stopniu mamy chyba zakodowany w genach :) Ale można spojrzeć na tę samą sytuację z innej strony i powiedzieć, że: "ja bym chciała całkiem inaczej, ale skoro Bóg uważa, że tak jak jest, jest dla mnie lepiej, to ufam Mu, bo wierzę".
teofizyk pisze:Nie bede juz dluzej niezrecznie ukrywal, ze podejrzewam wlasnie "egocentryzm" o bycie zrodlem "klod pod nogami". W tym NASZE pragnienia i marzenia, w takim wydaniu, w jakim je kultywujemy. W tym takze NASZE uczucia i emocje, rowniez w takim wydaniu, w jakim je kultywujemy. (Mowie o tych "konfliktowych"). Byc moze zbyt wczesnie ujawniam te teze, bez przygotowanej odpowiednio bazy myslowej, ale to dlatego, zebys wiedziala po prostu o co mi chodzi :)

Zastanawiam sie - czy to Bog rzuca nam klody pod nogi, czy MY sami sobie je tworzymy...
Kiedy na coś się nastawiam, coś planuję i przygotowuję, a zdarza się sytuacja, która uniemożliwa mi te działania, odbieram ją wręcz automatycznie jako "kłody". Bo coś nie wychodzi tak, jak miałam zaplanowane. Nie zawsze potrafię od razu powiedzieć: "To trudno Panie, będzie jak Ty chcesz". Tak powinno być, to byłaby idealna postawa osoby wierzącej, ale co poradzę, że nie jestem ideałem ? :) W myśl zasady "lepiej późno niż wcale", po przetrawieniu wszystkich za i przeciw, pogodzeniu się (które dla Ciebie ma wydźwięk smutny, pamiętam, ale dla mnie jest po prostu inną postawą niż bunt, bez smutnego zabarwienia) i odnalezieniu w nowej sytuacji - idę dalej.

Zakończę podsumowując moje pisanie słowami z pięknej powieści:
Nie rezygnuj z marzeń.(...) Nigdy nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne.[Carlos Ruiz Zafón, Cień wiatru -piękna książka, polecam]

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

migaweczka pisze:Marzenia można podzielić (z grubsza) na te spełnialne i te niespełnialne.
Bardzo sympatyczny jest taki oglad rozmaitych rzeczy z roznych punktow widzenia. Ja bym np. przygwozdzil w tym momencie kilka wlasnych marzen, przypatrzyl im sie z bliska i zapytal: skad sie tu wzielyscie? I po co? Kto was do mojego wnetrza wpuscil? Oczywiscie nie oczekiwalbym od nich odpowiedzi :) ale tez nie utozsamialbym ich od razu ze soba. Sa takie jakies "stworki" gdzies we mnie, ok... A czy sa to tylko pstrzace mi po wnetrzu muchy, czy male ptaszki, na ktorych skrzydlach pofrune gdy dorosna - o tym zadecyduje ja; i odpowiedznio je potraktuje...

Potwierdzone rozumem marzenia staja sie dazeniami, ktore mozna z radoscia realizowac. Ale... Skad znowu jakis strach?
migaweczka pisze:boimy się rozczarowania, zostajemy w sferze marzeń, nie próbujemy ich urzeczywistnić, bo jeszcze by się coś nie udało albo okazałoby się, że nasze spełnione marzenie jednak nie cieszy i nie jest takie, jak sobie wyobrażaliśmy.
Można ten strach przed dążeniem do urzeczywistniania marzeń uznać za małą niedoskonałość ludzkich serc. Z biegiem lat żałujemy...
STRACH???? Nie wiedzialem, ze mozna bac sie "dazyc do urzeczywistniania marzen"!!! Dla mnie to nowosc! Zupelna! Uciekac od jednego majaka z obawy przed innym? (Czyli uciekac od realizacji plynnego "marzenia" z obawy przed: "jeszcze by się coś nie udało albo okazałoby się, że nasze spełnione marzenie jednak nie cieszy i nie jest takie, jak sobie wyobrażaliśmy."). Czy dobrze rozumiem? "JA nie realizuje MOICH marzen, bo obawiam sie MOICH wlasnych reakcji."?

Czy wiec nie jest tak, jak podejrzewalem? Ze problem lezy - "we mnie"?
Pisze o tym migaweczka:
migaweczka pisze:Egocentryzm w mniejszym lub większym stopniu mamy chyba zakodowany w genach :)
(...) Kiedy na coś się nastawiam, coś planuję i przygotowuję, a zdarza się sytuacja, która uniemożliwa mi te działania, odbieram ją wręcz automatycznie jako "kłody". Bo coś nie wychodzi tak, jak miałam zaplanowane.
:) Taaak... To jest egocentryzm w jego "najlepszym" wydaniu. :)
Cos nie wychodzi tak, jak JA miałem zaplanowane; JA, ktory pojawilem sie w jakims okreslonym momencie tzw. historii... I w pewnym momenciku zycia wpadam nagle na pomysl, ktory chcialbym zrealizowac... I rownie nagle (rownoczesnie?) pojawiaja sie wieksze lub mniejsze "klody"... W tym miejscu nalezaloby sie zastanowic nad samym pomyslem - i kiedys moze uda nam sie to zrobic... Teraz jestesmy jednak egoistami :) wiec - spojrzmy na siebie...

Na siebie, na "klody" i na ich wzajemny stosunek. Klodami pod nogami mrowki (a ile ona ich ma biedulka :) ) moze byc przyjemnie trzeszczace pod naszymi nogami igliwie i zeschle galazki!
Rozwiazaniem tutaj bede "ja". Ja moge "przerosnac" klode... ;)


**************************
Ale najciekawsze bedzie chyba pytanie o to, czy nie jestesmy targani jakimis niezaleznymi od nas sprzecznosciami. Z jednej strony: jednym uchem zaslyszelismy, ze cos zrobic jest "dobrze", wiec utozszamiamy sie z tym i chcemy to zrobic a tu, z drugiej strony: "klody rzucane pod nogi"...

Czy kloda jest pod naszymi nogami, czy pod nogami utozsamionego z nami marzenia? :)

Czy to nie my jestesmy pomiedzy tymi stronami?

Czy nie latwiej byloby stanac z boku i przypatrywac sie (niekoniecznie jednak biernie) zmaganiom marzenia z klodami? ;)
migaweczka pisze:Zakończę podsumowując moje pisanie słowami z pięknej powieści:
Nie rezygnuj z marzeń.(...) Nigdy nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne.[Carlos Ruiz Zafón, Cień wiatru -piękna książka, polecam]
Dziekuje za polecenie! :)
Chetnie przeczytam, jesli potwierdzisz, ze nie zacheca ona do "gonienia za cieniem wiatru" ;) Kazda przeczytana ksiazka czy wiersz, kazda wysluchana piosenka czy symfonia, kazda zaslyszana wiadomosc, czy post na internecie pozostawia w nas slad... Wpadaja nam do srodka rozmaite rzeczy, w tym mnostwo smieci - czesc z tego moze potem przeobrazic sie w marzenia! Musimy bardzo uwazac, bo istnieje duze prawdopodobienstwo, ze bedziemy sie z tym pozniej utozsamiac! Ilez nowych "klod" mogloby nam to przysporzyc :)

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

Strasznie dużo pytań zadałeś w swoim poście. Na wszystkie na pewno nie odpowiem ;)
teofizyk pisze:STRACH???? Nie wiedzialem, ze mozna bac sie "dazyc do urzeczywistniania marzen"!!! Dla mnie to nowosc! Zupelna! Uciekac od jednego majaka z obawy przed innym? (Czyli uciekac od realizacji plynnego "marzenia" z obawy przed: "jeszcze by się coś nie udało albo okazałoby się, że nasze spełnione marzenie jednak nie cieszy i nie jest takie, jak sobie wyobrażaliśmy."). Czy dobrze rozumiem? "JA nie realizuje MOICH marzen, bo obawiam sie MOICH wlasnych reakcji."?
Nie własnych reakcji, tylko reakcji "reszty świata" na moje dążenia. Ktoś lub coś może stanąć na mojej drodze do spełnienia danego marzenia i nie dam rady go urzeczywistnić (i te problemy wysuwane przez świat są właśnie reakcjami zewnętrznymi na moje działania). Wtedy będę smutna, rozczarowana czy nawet zła, w zależności od dwóch czynników: 1. jak bardzo chciałam to marzenie urzeczywistnić i 2. na ile potrafię z pokorą przyjąć wolę Boga w tej kwestii.
teofizyk pisze:Czy kloda jest pod naszymi nogami, czy pod nogami utozsamionego z nami marzenia? :)
Moje marzenie, więc i moje kłody :) Marzenie nie ma własnej świadomości, by móc mieć "kłody".
teofizyk pisze:Czy nie latwiej byloby stanac z boku i przypatrywac sie (niekoniecznie jednak biernie) zmaganiom marzenia z klodami? ;)
Według mnie nie, bo marzenie samo nie ma siły napędowej, by się spełnić. To człowiek ma odpowiednią motywację. Marzenie jest jak spójnik "i", samo w sobie nie znaczy nic, a nawet go nie ma, bo jest niczyje. (Istnieją w ogóle marzenia niczyje ?) Spójnik nabiera sensu dopiero wtedy, kiedy spaja ze sobą dwa zdania i z nimi tworzy logiczną całość przekazującą jakąś treść. Dla mnie marzenie to ten spójnik, który łączy człowieka z życiem. Samo w sobie nie daje nic, bo do nikogo nie należy (czeka sobie w "banku marzeń", aż ktoś się nim zaopiekuje). Ale jeśli jakiś człowiek owo marzenie przygarnie, znajdzie się ono w jego myślach, działaniach, a więc będzie miało wpływ na jego życie.

Człowiek i Życie = dążenie do urzeczywistniania marzeń.

gdzie "i" = "Marzenie".
teofizyk pisze:Dziekuje za polecenie! :)
Chetnie przeczytam, jesli potwierdzisz, ze nie zacheca ona do "gonienia za cieniem wiatru" ;)
A proszę bardzo :) Nawet jeśli potwierdzę, że do tego nie zachęca, Ty czytając ją i tak odbierzesz jej treść inaczej niż ja. Dlatego proponuję Ci najpierw zajrzeć do recenzji owej książki na tej stronie: Biblionetka :)

Awatar użytkownika
teofizyk
Posty: 129
Rejestracja: czwartek, 1 maja 2008, 09:44

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: teofizyk »

Przede wszystkim: bardzo mi przykro, ze nie podejmujesz mojej propozycji potraktowania marzen, jako autonomicznych bytow. Byc moze byloby nam wtedy latwiej na nie popatrzec. Z mniejsza doza emocji... Utozsamiamy sie z marzeniami, potem sie emocjomujemy no i klops. Przeeeoogroooomny problem gotowy!

Trudno mi sie zgodzic z tym, ze marzenie spaja czlowieka z zyciem. Czlowiek - po prostu (choc jakze cudownie :) ) - zyje! Co maja do tego marzenia? Moze to, ze sa przyczyna frustracji? ("będę smutna, rozczarowana czy nawet zła")...
migaweczka pisze: będę smutna, rozczarowana czy nawet zła, w zależności od dwóch czynników: 1. jak bardzo chciałam to marzenie urzeczywistnić i 2. na ile potrafię z pokorą przyjąć wolę Boga w tej kwestii.
Wola Boga, o ile dobrze rozumiemy Objawienie, bylo dac nam wolnosc. Mamy ja - wiec mozemy z niej korzystac odpowiednio :) A zlosci i frustracje sa czyms calkowicie bez znaczenia :) To tylko chwilowe emocje wywolane potencjalnym niepowodzeniem w realizacji planow :) W czym problem - pozloscimy sie i nam przejdzie :)

Przeciwnosci (ale nie - przeciwienstwa) sa jedna z cech dostepnego nam bytu. Widzimy je w naszej fizycznej rzeczywistosci wszedzie (Vide prawa dynamiki)! A prawa termodynamiki i entropia? Tu dochodzi jeszcze kwestia "zycia".

Stad wiec przeciwnosci, wpisane w nasza byt, nie powinny nikogo dziwic ani specjalnie martwic. Taki jest po prostu swiat, ktory mamy sobie czynic poddanym. Samo to biblijne stwierdzenie zaklada wrecz istnienie przeciwnosci! W czym wiec problem?

Zaczynam rozumiec... Emocje! Przeciwnosci wymagaja wysilku i generuja czesto "negatywne" emocje. Stad wydaja nam sie moralnie - zle!

Wszystko zalezy znowu od indywidualnego nastawienia... Mozna sie rozplakac, wykrzyczec Bogu - albo, dzieki przeciwnosciom udoskonalac sie! Jestesmy egoistami - ale czego chcemy? Chcemy zblizyc sie do doskonalosci, czy tylko odczuwac przyjemnosc?

****
Jedyna przeszkoda ktorej powinnismy sie obawiac jest - grzech.
Ale ten czesto pojawia sie wywolujac calkiem pozytywne emocje i czasami nie wymagajac najmniejszego wysilku (lenistwo :) ). Grzech - to juz zupelnie inna bajka...
:)

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Przeciwności...

Nieprzeczytany post autor: migaweczka »

teofizyk pisze:Przede wszystkim: bardzo mi przykro, ze nie podejmujesz mojej propozycji potraktowania marzen, jako autonomicznych bytow. Byc moze byloby nam wtedy latwiej na nie popatrzec.
Problem w tym, że trudno mi sobie te marzenia poza mną wyobrazić. Jeśli są to moje marzenia, to jak niby mają się znaleźć poza mną ? Chyba że mamy na myśli ogólnie zarysowany zbiór marzeń różnego rodzaju. [Jest nawet taka strona w internecie ze złotą rybką, gdzie ludzie wpisują marzenia prosząc ową złotą rybkę o ich spełnienie (pomijam jakiekolwiek oceny tego pomysłu)]
Jeśli nie utożsamiamy się z (naszymi) marzeniami, faktycznie łatwiej jest przyjmować to, że się one nie spełniły z jakichś przyczyn. Problem w tym, że często jednak "nakręcamy się" tym marzeniem, czyli zaczynamy się nimi emocjonować, a jak coś nie wyjdzie, to pojawiają się smutek, rozczarowanie, żal czy złość.
Podsumowując, mamy dwie możliwości:
1. marzenia jako częśc życia - emocjonowanie się nimi i radość, gdy się spełnią, albo smutek, kiedy się coś nie uda.
2. marzenia jako autonomiczny byt - nie są częścią mnie ani życia, więc jeśli coś nie wyjdzie, to trudno.

Jeśli dobrze zrozumiałam, to musze przyznać, że opcja druga bardziej mi się podoba, ale jest trudniejsza do wprowadzenia jej w życie :)
teofizyk pisze:Wola Boga, o ile dobrze rozumiemy Objawienie, bylo dac nam wolnosc. Mamy ja - wiec mozemy z niej korzystac odpowiednio :) A zlosci i frustracje sa czyms calkowicie bez znaczenia :) To tylko chwilowe emocje wywolane potencjalnym niepowodzeniem w realizacji planow :) W czym problem - pozloscimy sie i nam przejdzie :)
Podoba mi się to podejście. Nazwałabym je "teorią przejściowości emocji" :mrgreen: Próbuję ową teorię zastosować w życiu, bo zdaję sobie sprawę, że z takim podejściem łatwiej jest żyć ("nie mogę tego zmienić, więc nie widzę sensu w denerwowaniu się czymś, co ode mnie nie zależy"). Nie zmienia to faktu, że jest trudno :)
teofizyk pisze:Przeciwnosci (ale nie - przeciwienstwa) sa jedna z cech dostepnego nam bytu. Widzimy je w naszej fizycznej rzeczywistosci wszedzie (Vide prawa dynamiki)! A prawa termodynamiki i entropia? (...) Stad wiec przeciwnosci, wpisane w nasz byt, nie powinny nikogo dziwic ani specjalnie martwic. Taki jest po prostu swiat, ktory mamy sobie czynic poddanym. Samo to biblijne stwierdzenie zaklada wrecz istnienie przeciwnosci! W czym wiec problem?
Nie kryję, że musiałam dopytać, co to ta "entropia". Ciekawie mi wytłumaczyłeś, iż entropia, to mniej więcej tyle, co bałagan. Podoba mi się prawo o entropii mówiące, iż ona nie maleje. Znam je z autopsji, z własnego pokoju :D Teraz rozumiem. Przyznam, że spojrzałam też do słownika w internecie w poszukiwaniu tego pojęcia i definicja mnie zagięła na całej linii, więc pozostanę przy Twoim wyjaśnieniu ;)
Entropia... podoba mi się to słowo ;)
Powinniśmy zatem zaakceptować przeciwności (tudzież niespodzianki ;)) w życiu biorąc pod uwagę entropię i jej teorię, tak ?
teofizyk pisze:Zaczynam rozumiec... Emocje! Przeciwnosci wymagaja wysilku i generuja czesto "negatywne" emocje. Stad wydaja nam sie moralnie - zle! Wszystko zalezy znowu od indywidualnego nastawienia... Mozna sie rozplakac, wykrzyczec Bogu - albo, dzieki przeciwnosciom udoskonalac sie! Jestesmy egoistami - ale czego chcemy? Chcemy zblizyc sie do doskonalosci, czy tylko odczuwac przyjemnosc?
W ten sposób nie pomyślałam, ale coś w tym jest. Emocje negatywne, czyli te nieprzyjemne i nieoczekiwane. Nastawienie zmienia się diametralnie idąc za nimi, a powinno być odwrotnie. To my powinniśmy zdązyć przed pojawieniem się tych negatywnych emocji pokierować naszym nastawieniem tak, by zneutralizować ewentualne negatywy :)

ODPOWIEDZ