Bioenergioterapia i inne formy okultyzmu.

Moderatorzy: duszek_koordynator, Moderatorzy

Awatar użytkownika
tesia
Moderator
Posty: 2063
Rejestracja: poniedziałek, 6 sierpnia 2007, 09:10
Lokalizacja: Mazowsze

Bioenergioterapia i inne formy okultyzmu.

Nieprzeczytany post autor: tesia » środa, 5 marca 2008, 10:40

Poniżej zamieściłam wypowiedź ks. Stefana o bioenergoterapii ponadto zapraszam na stronę http://egzorcyzmy.katolik.pl//index.php ;-)
.


Bioenergoterapia i inne metody zniewalania.

Wielu z nas nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że takie praktyki jak spirytyzm, bioenergoterapia, wróżbiarstwo, horoskopy, karty tarota wystawiają nas na bezpośrednie działanie złych duchów. Dlaczego człowiek, szukając ratunku, ucieka się do tych wszystkich praktyk?

W mojej posłudze kapłańskiej często spotykam ludzi, których życie stało się prawdziwym koszmarem, od kiedy zaczęli szukać rozwiązania swoich problemów u różnego rodzaju bioenergoterapeutów, wróżek i magów. Prawdziwe dramaty zaczynają się, kiedy ludzie przestają wierzyć, że tylko Jezus Chrystus zbawia, uwalnia, uzdrawia. Pan Jezus powiedział Samarytance przy studni Jakubowej: O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej (J 4,10).

Musimy zadać sobie pytanie: Czy pijemy z dobrego źródła? Jest tylko jedno dobre źródło - przebite Serce Zbawiciela, z którego wypływa woda i krew, czyli wszechmocna Miłość Ojca i Syna, a więc Duch Święty, który oczyszcza z wszelkiego grzechu i daje prawdziwe życie. Niestety, niektórzy nie korzystają z tej szansy i uciekają w reiki, bioenergoterapię, medytacje wschodnie, orientalne wierzenia, w ten sposób poddając się działaniu szatana. A wystarczy tylko uwierzyć w to, że jeśli postawię Jezusa na pierwszym miejscu, to On dokona reszty; uzdrowi z niemocy fizycznej (również przez medycynę konwencjonalną, która jest dorobkiem rozumu ludzkiego oświeconego przez Ducha Świętego), duchowej, rozwiąże problemy rodzinne, finansowe.

Szukajcie wpierw Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane (Mt 6,33). Kiedy w życiu pojawia się problem, powinniśmy z nim pójść do Jezusa, a nic uciekać od Niego w pozorne dobro, które zagarniając coraz większe obszary naszego życia, w końcu objawi swoje właściwe oblicze.

Chciałbym przedstawić problem bioenergoterapii, wahadełka, "cudownych dotknięć", odpowiedzieć na najczęściej stawiane pytania, zmusić do myślenia, a może pomóc odnaleźć przyczynę "duchowej" niemocy. Bo człowiek często nieświadomie otwiera się na działanie mocy, które nie pochodzą od Boga.

Według "Mistrza Bioenergoterapii", Ryszarda Ulmana, bioenergoterapeuta, jest swojego rodzaju mobilizatorem i dawcą bioenergii dla klienta z zakłóconą harmonią psychobiologiczną.

Czyli bioenergoterapia nie oddziałuje tylko na chorobę, ale także na duszę, dlatego człowiek żyjący sakramentami nie może liczyć na udany seans. Zdarza się, że w takich przypadkach bioenergoterapeuta odmawia swej pomocy. Pewna kobieta udała się do bioenergoterapeuty, wcześniej jednak poszła do spowiedzi i Komunii świętej, założyła medalik Niepokalanej a rękę trzymała w kieszeni, w której miała różaniec. I wiecie, co jej powiedział uzdrowiciel? Że jej nie pomoże, nic z tego nie będzie, bo nie może się przebić przez jej biopole, coś hamuje przepływ energii.

Bioenergoterapia według Ulmana, to swoiste oddziaływanie jednego organizmu na drugi, przy wykorzystaniu energii własnej. A energia własna (bioenergia) - to energia każdego żywego organizmu, przejawiająca się w dynamicznym funkcjonowaniu tego organizmu. Bioenergoterapeuta to osoba zdolna i predysponowana do lokalizacji zaburzeń w biopolu drugiego człowieka, jak również ich usuwania przy pomocy bioenergii (własnej lub grupowej) i określonych świadomych działań fizycznych lub psychologicznych. Lokalizacja zaburzeń bioenergetycznych jest lokalizacją na ciele drugiego człowieka miejsc o zaburzonej strukturze energetycznej mogących mieć wpływ na całościowe funkcjonowanie organizmu. Wymienione obszary mogą pokrywać się z miejscami uważanymi przez medycynę klasyczną za chore.

Pojęcia biopola i bioenergii określają zjawiska przez naukę nie stwierdzone.

Wiemy już, że w bioenergoterapii chodzi o wykorzystanie energii nieznanej, której konkretne efekty działania widzimy, ale wiemy też, że nie należy ona do świata fizycznego, nie umiemy jej nazwać. Energii tej nie zna fizyka i jedynym podmiotem, które może mieć do czynienia z tymi energiami, jest ciało i psychika człowieka. Osobami, które mogą dokonywać działań w świecie okultyzmu są te, które potrafią wejść w stan fuzji, zjednoczenia z tymi energiami. Osoby takie nazywamy � medium. Medium potrafi otworzyć się na te energie, przyjąć je w siebie i, ewentualnie, później ich używać. I jeśli człowiek-medium używa tych energii, to uprawia magię. Większość manipulacji, dokonywanych przez uzdrowicieli, jest po prostu magią.

Są więc energie, których nie jesteśmy w stanie kontrolować, a mamy do nich dostęp wyłącznie przez medium, które staje się kanałem przekazującym je. W ten sposób odbywa się większość praktyk tajemnych, okultystycznych dających między innymi pozór cudownych uzdrowień. Medycyna niekonwencjonalna nie może czynić cudów, bo cud jest tylko dziełem Boga.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego, do którego lektury odsyłam, czytamy: Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim - nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich (por. KKK 2117).

Rozumiem, że człowiek zdesperowany, szuka wszędzie ratunku, za wszelką cenę chce odzyskać zdrowie, wiele by oddał czy się zaprzedał, chwyta się tych "ludzkich" sposobów, a kiedy to wszystko zawiedzie, ma pretensję do Boga, którego wcale o pomoc nie prosił, któremu nie zawierzył.

Jaką mocą posługują się bioenergoterapeuci skoro często efekty ich "uzdrowień" są widoczne?

Pierwsze wrażenie jest takie, że rezultaty bioenergoterapii są bardzo dobre. Potrzeba dużo czasu, żeby zauważyć fakty, które pokazują, że następuje tylko zmiana objawów choroby, a nie ma uzdrowienia. Można powiedzieć, że jest przeniesienie symptomów choroby w inną część ciała. Np. z problemów zewnętrznych, czysto organicznych, w problemy głębsze, przejście od problemów somatycznych do psychologicznych: złego samopoczucia, niepokoju, kłopotów, depresji, bezsenności. A potem następuje przejście symptomów do sfery duchowej, a więc problemy z modlitwą, złe samopoczucie w czasie Mszy świętej, drażliwość, nerwowość na modlitwie, aż do bluźnierstwa. Św. Ignacy Loyola w "Ćwiczeniach duchowych" podkreśla bardzo fakt, że szatan na początku zawsze będzie nam dawał takie skutki, które będą wyglądały na dobro, bo gdyby tak nie było, nikt nie szedłby za jego głosem. Ale później stopniowo będzie wprowadzał na drogę, którą zaplanował.

Na comiesięcznych rekolekcjach w Porządziu, pewna kobieta, lekarz medycyny, dawała świadectwo przed Najświętszym Sakramentem. Przez bioenergoterapię straciła prawo wykonywania swojego zawodu. "Leczyła" bioenergoterapią chorą na raka narządów wewnętrznych kobietę, która uczestnicząc w jej seansach, zaprzestała leczenia konwencjonalnego, przyjmowania leków itp. Oczywiście objawy choroby zniknęły, kobieta czuła się coraz lepiej, lecz do czasu, bo nagle jej stan z dnia na dzień bardzo się pogorszył i zmarła. Jej mąż zażądał sekcji zwłok okazało się, że rak bardzo postępował, nigdy nie została uleczona, choć objawy zniknęły. Odbyła się sprawa sądowa, bioenergoterapeutka przestała być lekarzem. Dziś jest bez pracy, jej małżeństwo rozpadło się, przestała wierzyć bioenergoterapii i gdzie tylko może, świadczy o jej zgubnych skutkach.

Bioenergoterapia nosi tylko imię "terapii", ale nią nie jest, ponieważ przeniesienie symptomów nie jest wyleczeniem. Zwracam się teraz do wszystkich, którzy korzystali z usług bioenergoterapeuty, lub jakiegokolwiek innego uzdrowiciela, niech przyjrzą się swojemu życiu. Czy z chwilą rozpoczęcia "leczenia" nie pojawiły się nagłe problemy emocjonalne, rodzinne, problemy ze snem, koncentracją, modlitwą, itp.

Szatan walczy z Bogiem o dusze ludzkie. Jedynym jego celem jest odwieść człowieka od zbawienia i -jak wcześniej wspominałem - posługuje się w tym celu złudnym dobrem, bo gdyby pokazał całą swoją ohydę, nienawiść, każdy umarłby ze strachu. Ukrywając swoją obecność i działanie, wielu ludzi przekonał, że nie istnieje.

Szatan stwarza iluzje szczęścia, powodzenia, miłości, a kiedy już nas pozyska, wtedy zaczyna zniewalać.

Pewna kobieta trafiła do mnie na rozmowę, skarżyła się na to, że nie może mówić różańca, nie była u spowiedzi już 8 miesięcy, gdy wchodziła do kościoła coś ją wypychało, nie mogła nawet słuchać "Radia Maryja", nie wiedziała, co się z nią dzieje. Zapytałem, czy nie była u znachora, bioenergoterapeuty, bądź w dzieciństwie bawiła się w wywoływanie duchów. Odpowiedziała, że nie. Pomodliłem się nad nią. Za dwa tygodnie odwiedziła mnie ponownie ze swoją przyjaciółką. Powiedziała, że błogosławieństwo bardzo jej pomogło, ale stan poprzedni wraca. Szukając przyczyny, ponownie zapytałem, czy nie korzystała z usług uzdrowicieli. Zaprzeczyła, zaczęła jednak opowiadać o problemach z synem, który był alkoholikiem, wracał codziennie pijany do domu, robił awantury, często wyganiał ją z domu. Z tego powodu zaczęła cierpieć na bóle migrenowe i wtedy usłyszała o pewnym księdzu, który leczył wahadełkiem. Postanowiła skorzystać z jego "cudownej terapii uzdrawiającej". Pojechała, poruszał wahadełkiem i - "wszystko, jak ręką odjął".

Babciu - pytam - od kiedy nie możesz mówić różańca, słuchać "Radia Maryja", spowiadać się, a nawet przestępować progu kościoła? Po długim namyśle odpowiada - właśnie "od wtedy".

- Czy chcesz pozbyć się tego wszystkiego?

-Już od dawna - powiedziała ze smutkiem babcia - w moim domu spotyka się Kółko Żywego Różańca, a ja nie mogę w tych modlitwach uczestniczyć.

- Czy wyrzekasz się... Tu następuje wyrzeczenie się szatana i wszelkiego grzechu, potem modlitwa, spowiedź i wyznanie wiary w Jedynego Boga. Szczęśliwa babcia mogła w końcu ze łzami w oczach odmawiać różaniec.

Wracając do mocy bioenergoterapeutów, przytoczę inny przykład. Do pewnej parafii przybył słynny uzdrowiciel - Harris. Po wejściu do kościoła i wyborze miejsca na swój seans kazał zabrać Najświętszy Sakrament z głównego ołtarza, ponieważ Jego obecność przeszkadzała mu w "gromadzeniu energii". Nie muszę chyba mówić, kto nie może uzdrawiać w obecności Jezusa Chrystusa.

Aż dziwi, że w dzisiejszych czasach rozwoju nauki, racjonalizmu i pragmatyzmu następuje taka moda na medycynę niekonwencjonalną, horoskopy, wróżby, magie i różne przesądy.

Zjawisko powszechnie występujące, czy uznane za modne, nie zawsze musi być dobre! Do tego wniosku doszły zapewne władze Łodzi, likwidując tego typu instytut, ale o tym się w mediach nie mówi. W Lyonie spotyka się regularnie pewna grupa ludzi, która z wieloma etnologami i socjologami miejscowego uniwersytetu państwowego, prowadzi obserwację przypadków tzw. uzdrowień uzyskanych za pomocą środków niekonwencjonalnych, po to, by udowodnić ich negatywne skutki. I stwierdzono, że scenariusz tych rzekomych uzdrowień jest jednakowy: najpierw objawy uzdrowienia, pewna poprawa, a potem pojawienie się nowych schorzeń.

Aby uwiarygodnić swoje praktyki i wzbudzić zaufanie, środowisko bioenergoterapeutów zrzesza się w organizacje, które rejestruje, tak że ich działalność jest zalegalizowana, a któż bierze odpowiedzialność za jej skutki, skoro bioenergoterapeutą można zostać po półrocznym kursie?

Nie możemy spraw trudnych, takich jak okultyzm, bioenergoterapia, rozeznawać w sposób czysto ludzki, bo ryzykujemy, że się pogubimy. Nie wolno nam, katolikom, dla których jedynym Panem jest Jezus Chrystus, który przelewając swoją krew wybawił nas od grzechu, bagatelizować tego problemu. Szatan za wszelką cenę chce zawładnąć człowiekiem, odciągnąć go od wiary w Boga i praktyk religijnych, bądź zminimalizować je! Funduje nam więc owe pułapki, które w rezultacie prowadzą do chaosu duchowego i zniewolenia. Na to mamy dar rozeznawania duchów. Otrzymał go każdy w momencie bierzmowania. Są to wewnętrzne poruszenia Ducha Świętego w obszarze naszych relacji z Bogiem, dające nam możliwość rozpoznania woli Bożej. Aby móc z nich korzystać, musimy żyć stale w stanie łaski uświęcającej. Św. Paweł w Liście do Koryntian pisze: Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów; nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stok demonów (por. 1 Kor 10,21).

Pomimo Bożego Objawienia, popartego zdrowym rozsądkiem, wciąż słyszymy o uzdrowicielach, którzy odrzucając modlitwę i medycynę naturalną, uprawiają swoje praktyki i skłaniają szukających u nich pomocy do używania środków niekonwencjonalnych. Wierzę, że lekarze i lekarstwa są Bożymi narzędziami, którymi Bóg posługuje się w dziedzinie leczenia chorób. Większość ludzi wierzy w to, i nie trzeba brać w obronę medycyny, a jedynie opowiedzieć się przeciw uzdrowicielom. Księga Mądrości Syracha mówi wyraźnie, że po odmówieniu modlitwy powinno się sprowadzić lekarza, bo jego też stworzył Pan. Nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny. Jest czas kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby; oni sami będą błagać Pana, aby dal im moc przyniesienia ulgi i uleczenia celem zachowania życia (Syr 38, 12-14).

W sytuacji, kiedy już sięgnęło się po medycynę niekonwencjonalną, najodpowiedniejsze jest poproszenie kapłana o modlitwę o uwolnienie. Wtedy prosimy Pana Jezusa, aby w mocy Ducha Świętego zerwał więzy, które nawiązaliśmy ze światem ciemności za pośrednictwem praktyk okultystycznych. Prawie zawsze radzę, aby dokonało się to w Sakramencie Pokuty, ponieważ wtedy możemy wyznać Bogu to, że szukaliśmy naszego ratunku i wybawienia w sposobach, które nie są do pogodzenia z Ewangelią.

Powinniśmy się też zastanowić, komu służymy? Jaki znak nosimy na piersi, przez który wyrażamy naszą przynależność do kogoś lub czegoś? Jeśli jest to krzyż lub medalik, to jednoznacznie wyrażamy naszą wiarę, ale co, jeśli jest to amulet, znak zodiaku, czy inny orientalny element? Nie pozostaje to niestety bez wpływu na naszą sferę duchową.

Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw władcom, przeciw rządcom tych ciemności... (por. Ef 6, 10-20).
źródło: http://www.milujciesie.org.pl/
JEZUS żyje!!!
ALLELUJA.

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Bioenergioterapia i inne formy okultyzmu.

Nieprzeczytany post autor: migaweczka » poniedziałek, 21 kwietnia 2008, 10:54

Świetny tekst, polecam, naprawdę warto go przeczytać :)

O bzdurze horoskopów

Niekiedy głupota zwycięża zdrowy rozsądek i mądrość. Takim przypadkiem są horoskopy. Bezsensowność i fałszywość horoskopów można wykazać na trzech niezależnych od siebie płaszczyznach: religijnej, naukowej i logicznej.

Horoskopy a religia

„Niechaj się stawią, by cię ocalić, owi opisywacze nieba, którzy badają gwiazdy, przepowiadają na każdy miesiąc, co ma się z tobą wydarzyć. Oto będą jak źdźbła słomiane, ogień ich spali. Nie uratują własnego życia z mocy płomieni” (Iz 47,13-14).

O płaszczyźnie religijnej wystarczy powiedzieć, że każdy, kto czyta i wierzy w horoskopy, uważa Chrystusa za oszukańca. I odwrotnie: każdy, kto uważa, że Jezus jest Prawdą i mówi prawdę, będzie uważał horoskopy za oszukaństwo.

Dlaczego?

Otóż Chrystus zapewnia, że nawet włosy na naszej głowie są policzone (por. Mt 10,30) i nic bez woli kochającego Boga nie może się nam stać. Tak więc – albo wierzę, że jest Boża Opatrzność, że poprzez modlitwę, pracę nad sobą mogę i powinienem wypraszać dla siebie i innych łaski, albo wierzę, że Pan Bóg tu nie ma nic do powiedzenia, a to, co mnie spotka w przyszłym tygodniu, z kim się pogodzę, a z kim pokłócę zależy od ułożenia bezrozumnych planet na tle bezdusznych gwiazd w momencie mego urodzenia. Jednego z drugim absolutnie pogodzić się nie da. Wiara w horoskopy jest grzechem przeciw wierze.

Często dochodzi tu do chorobliwego uzależnienia się od wiary w zabobony czy przeznaczenie. Niejednokrotnie nawet ludzie wierzący szukają pociechy, odpowiedzi na nurtujące ich pytania nie u Boga i w zdrowym rozsądku, ale w horoskopach i u wróżek. Osoby te są zniewolone przez przesądy. Podejmując jakąś decyzję, sprawdzają najpierw horoskop na dany dzień lub układają karty Tarota. Zawierając nową znajomość, pytają spod jakiego jest ktoś znaku, itp.

Przypomina mi się tu pewna historia. W czasie odpoczynku między kolejnymi etapami pielgrzymki w grupie osób ktoś zapytał: “Spod jakiego jesteś znaku?” Nie chcąc robić złej atmosfery i pouczać tego “wierzącego”, odpowiedziałem: “Ja, jako chrześcijanin, spod znaku Krzyża, a ty?”. Pytający chyba zrozumiał, bo więcej nigdy ze znakami zodiaku nie wychylił się, przynajmniej do mnie.

Św. Augustyn ocenia grzechy astrologów bardzo ostro, gdyż mieszają oni niektóre elementy nauk ścisłych z domysłami, wykazują ewidentnie złą wolę, za którą stoją wpływy demonów. Demony kryją się za szacownymi ludźmi, sprawiającymi wrażenie naukowców. Współczesne pomieszanie okultyzmu z elementami nauki nie jest więc czymś nowym. Św. Augustyn poświęca całą rozprawę tematowi wróżbiarstwa kierowanego przez demony: “Siedzą i liczą gwiazdy, przestrzenie, bieg, obroty, badają ruchy, opisują, wyciągają wnioski. Wydają się wielkimi uczonymi. Ta cała wielkość i uczoność to obrona grzechu. Będziesz cudzołożnikiem, bo taka jest twoja Wenus; będziesz zabójcą, bo taki jest twój Mars. Zatem zabójcą jest twój Mars, a nie ty. Wenus jest cudzołożna, a nie ty. Bacz, żebyś ty nie został potępiony zamiast Marsa czy Wenus” (Św. Augustyn, Enarrationes in Psalmos, 140,9).

Zwróćmy uwagę na ważny aspekt astrologicznych przepowiedni – naruszają one prawdę o wolnej woli człowieka i możliwości zasługiwania przed Bogiem. Co więcej, wiara w horoskopy jest po części zrzuceniem odpowiedzialności za własne grzechy, słabości czy też niepowodzenia na przyrodę nieożywioną. Biblia wypowiada się stanowczo przeciwko uprawianiu astrologii. Ojcowie Kościoła uznają ją za formę podporządkowania się złym duchom.

Jeśli jesteś zwolennikiem horoskopów i wróżb, to pamiętaj, iż twoje życie nie jest zaplanowane przez bezduszne gwiazdy! Nie jest igraszką złudzenia! Udowodnił to Bóg, posyłając swojego Syna, by nas zbawił i uszczęśliwił (por. J 3,16). Jezus chce i może rozwiązać twój największy problem, ale nie uczyni tego na siłę. Zamiast do gwiazd, zwróć się do Niego. Twoje życie nie zależy od planet i gwiazd, ale od Boga i twojej z Nim współpracy.

Rządzą planety czy pogańscy bożkowie?

Zwróćmy jeszcze na koniec uwagę, iż mówiąc o wpływie planet, tak naprawdę mówimy o pogańskich bożkach. Nazwy planet wzięto z mitologii. Nadano im imiona pogańskich bóstw. Np. czwarta planet od słońca, której skorupa zawiera dużo pierwiastka żelaza i na ziemskim niebie wygląda jak czerwona plamka, dostała imię pogańskiego boga wojny – Marsa. Podobnie najjaśniejsza na ziemskim niebie planeta otrzymała imię bogini płodności i urody – Wenus. Podobnie jest z innymi planetami.

Charls Strohmer, który porzucił astrologię po ośmiu latach jej praktykowania, zauważa, iż mimo naukowego bełkotu, odwoływania się do wyliczeń tyczących położenia planety, astrologowie nie mówią o wpływie danej planety (która ma taką a taką masę, gęstość, budowę wewnętrzną, właściwości grawitacyjne, itp.), ale w gruncie rzeczy mówią o wpływie danego bóstwa, od którego imienia dana planeta nosi nazwę! Widać więc dobitnie, iż astrologia (nie mylić z astronomią!) nie jest żadną nauką – mimo że sprawia tego pozór! Dlatego wspomniany autor wysuwa wniosek, iż pod każdym publikowanym horoskopem winna znajdować się uwaga: “poniższe rady oparte są na mitologii”.

Tak więc ci, którzy stawiają horoskopy, jak i ci, który w nie wierzą (niekiedy za nie płacą) odwołują się do pogańskich bożków. Przyznają, iż to one wywierają wpływ na ich życie. A jak wiemy, poza Bogiem jedynym, Stwórcą całego wszechświata i Prawodawcą nie ma żadnych innych bożków. Pomijając nawet aspekt religijny, to kompromitacja, że w XXI wieku tylu wykształconych (zdawałoby się) ludzi wierzy w pogańskich bożków i ich wpływy na swoje życie.

Magia – ubliżaniem i kpiną z Prawdziwego Boga

Wiara w horoskopy jest drwiną z kochającego i wszechmocnego Boga. Problem jest szerszy, bo dotyczy wszystkich przesądów i zabobonów. Wiara w nie jest ubliżaniem Panu Bogu. Dlaczego tak zdecydowana ocena? Proszę zwrócić uwagę, iż właściwa postawa stworzenia wobec Stwórcy wyraża się ufnością i zawierzeniem. Jeżeli chcę u Boga coś osiągnąć, padam na kolana i modlę się z dziecięcą ufnością, iż Pan Bóg widzi moją potrzebę i nie pozostawi mej prośby bez odpowiedzi. Wówczas pokazuję Bogu, że uznaję swą zależność od Niego. Pokazuję Mu, że to w Nim szukam pomocy, ratunku, a nie w swoim sprycie, cwaniactwie, układach, itp.

Zgoła inaczej jest z przesądami, których odmianą są horoskopy. Tu pokazuję Panu Bogu, że On mnie nie obchodzi. Jest mi niepotrzebny. Bo szczęście zapewni mi kominiarz i mój guzik, nieszczęście ominę, gdy będę unikał czarnych kotów, witania się w progu, itp.

Na tym tle horoskopy rysują się jako zabobonna wiara, iż to, co mnie spotka jutro czy w przyszłym miesiącu, zależy nie od kochającego Boga w niebie, nie od moich modlitw i wysiłków, ale od bezrozumnych planet i gwiazd, które w momencie mego urodzenia tak a nie inaczej się ustawiły.

Wiara w horoskopy jest grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu i nie dać się jej pogodzić z chrześcijaństwem. Jest pozostałością dawnych pogańskich kultów astralnych, które Biblia jednoznacznie potępia.

Horoskopy a nauka

Aby uzmysłowić sobie, jak wielki poziom nienaukowości wykazują horoskopy, odwołajmy się do kilku faktów. Astrolog, który wyznacza horoskopy, czyni to z układu planet. Położenie każdej z nich na tle odpowiednich gwiazdozbiorów w momencie urodzenia człowieka ma – wg astrologów – wpływać na całe dalsze życie. Uwierzyć w to może ktoś, kto w ogóle nie ma najmniejszego pojęcia o otaczającym nas wszechświecie. Otóż odległości między planetami mierzy się w milionach i miliardach kilometrów. Najbliższe Ziemi Wenus i Mars są odległe – w zależności od położenia na orbicie – o ok. 50-500 milionów kilometrów. Rodzi się pytanie: jak planeta odległa ode mnie o np. 100 milionów kilometrów może spowodować to, że w danym tygodniu zawrę ciekawą znajomość czy też odniosę sukces w pracy? Ale to jeszcze nic. Astrologia powołuje się na dalsze planety np. Neptuna i Plutona, które są odległe od Ziemi o ok. 4-7 miliardów kilometrów.

Ale i to jeszcze nie wszystko. Astrologowie odwołują się również do gwiazd. Podobno i one mają wpływać na nasze życie. Czy ich układ może decydować, co nas spotka? Aby odpowiedzieć na te pytania, wystarczy uzmysłowić sobie, iż najbliższa gwiazda (poza Słońcem) jest odległa od Ziemi o 4,3 lat świetlnych. Cyfra ta, podana sucho, być może nie robi większego wrażenia. Ale gdy uświadomimy sobie, iż promień świetlny w ciągu 1 sekundy przebywa odległość prawie 300 000 km, czyli przez 1 sekundę około 7 razy okrąży Ziemię na równiku i mimo tej zawrotnej prędkości musi biec do nas od tej gwiazdy ponad 4 lata, wówczas odległość ta zaczyna działać na naszą wyobraźnię. Dla ciekawych podaję, iż jest to 40 681 440 000 000 km. Statek kosmiczny, który podróżowałby z prędkością 50 km/s musiałby podróżować do najbliższej gwiazdy ok. 25 800 lat. Pragnę przypomnieć, iż jest to najbliższa gwiazda. Gwiazdy, na które powołuje się astrologia, są znacznie dalej od Ziemi. Ich odległości są rzędu 100 czy 1000 lat świetlnych. Tę odległość nasz statek pokonałby dopiero po ok. 2 580 000 lat, każdej sekundy przemierzając 50 km!

Ponadto gwiazdę oddaloną od Ziemi o 1000 lat świetlnych widzimy taką, jaką była 1000 lat temu. Co więcej, widzimy ją tam, gdzie była 1000 lat temu. Gdyby przestała istnieć, my na naszym niebie jeszcze przez tysiąc lat będziemy ją obserwować. Oczywiście, to wszystko astrologom nie przeszkadza, by stawiać ludziom, podobno bardzo naukowe, horoskopy i przez ludzką naiwność nabijać sobie portfele.

Horoskopy a logika

W myśl astrologii, by horoskop był dokładny, astrolog musi wziąć pod uwagę położenie wszystkich planet w dniu mego urodzenia. Dzieje się tak, ponieważ – jak twierdzi sama astrologia – każda planeta za coś w życiu odpowiada. Gdyby astrolog jakąś planetę pominął, automatycznie horoskop byłby niedokładny.

I tak przez tysiące lat astrolodzy byli dobrze sytuowanymi i wpływowymi ludźmi. Niektórzy z nich zajmowali uprzywilejowane miejsce na dworach królewskich i cesarskich. Władcy (choć nie tylko) często się ich radzili. Astrolodzy niezmiennie powtarzali: “Królu, wziąłem pod uwagę położenie wszystkich planet i wyszło mi, że powinieneś zrobić to i to”. Nawet w przypadku błędnego horoskopu, które zdarzały się najczęściej, astrolog dzięki sprytowi i zabobonnemu lękowi władców, spadał na cztery łapy.

Ta sielanka trwała do XVIII wieku. Wówczas okazało się, że istnieje więcej niż sześć powszechnie znanych planet. Odkryto bowiem Urana. Tak więc w myśl twierdzeń samych astrologów, iż należy znać położenie wszystkich planet, by horoskop był dokładny, miliony wcześniejszych horoskopów należy uznać za warte jedynie wyrzucenia do kosza. Ale astrologowie nie rezygnują: “Rzeczywiście” – mówią – “wcześniej znano tylko sześć planet, ale my mamy już teleskopy, odkryliśmy siódmą z nich i nasze horoskopy są już naprawdę dokładne”. Zdawałoby się, iż nikt nie da się oszukać. Ale niestety, ludzie dalej chodzili do wróżek i astrologów, dalej się ich radzili, często za to słono płacąc.

Przyszedł wiek XIX, odkryto siódmą planetę Układu Słonecznego – Neptuna. Historia się powtórzyła. Astrologowie, by ratować swe zakłamane posady, odkurzyli stare oszukaństwo, twierdząc, że już teraz to na pewno wszystkie planety i ich horoskopy są super dokładne. Historia się powtórzyła, niestety, nie tylko ze śpiewką astrologów, ale również z naiwnością ludzką. Ludzie wcale nie mniej korzystali z ich usług.

Nadszedł rok 1930. Odkryto dziewiątą planetę – Plutona. I znów gorące zapewnienia astrologów okazały się stekiem kłamstw. No, ale w wieku XXI, gdzie nauka i ludzki rozumu tyle osiągnęły, nikt chyba – kolejny już raz – na tę samą śpiewkę nie da się złapać. Jakież jest moje zdziwienie, gdy widzę niemalże w każdym czasopiśmie horoskop na pół czy całą stronę. Mało tego, całe strony wytapetowane są ogłoszeniami typu: “Wróżka prawdę ci powie, tylko zadzwoń 0-700...”. Mamy już wręcz specjalizację na rynku horoskopów: horoskop od miłości, biznesu, nauki, itp. W miastach, szczególnie większych, ogłoszenia: “Wróżka przyjmuje od... do ...”, “Tarot wyjawi największe twoje problemy”. Być może już niedługo ogłoszenia będą oferowały bardziej kompleksowe usługi typu: “Oczy, które widzą przyszłość; ręce, które leczą; uszy, które skaczą”, itp.

Wniosek? Skoro opłaca się reklamować, to tylko dlatego, że znajduje się dziś armia naiwnych, która w oszukaństwa i zabobony jest w stanie nie tylko uwierzyć, ale i za nie zapłacić. Buntowałem się, gdy ktoś mówił: “Głupich nie trzeba siać – sami rosną”. Jednak chyba miał dużo racji. Bowiem często ludzie z tytułami, zdawałoby się wykształceni, wierzą i korzystają z takich zakłamanych usług. A przecież wystarczy tylko trochę logicznie pomyśleć…

Ale mi się sprawdza…

Warto w tym miejscu odnieść się do wielu głosów mówiących o sprawdzeniu się tego czy innego horoskopu. Niejednokrotnie przywołuje się postać francuskiego żyda Nostradamusa, czyli Michela de Nostre-Dame (1503-1566), który w roku 1550 wydał kalendarze astrologiczne zwane Centuries Astriologiques. Zawarte tam czterowiersze dzięki swej wieloznaczności, ogólnikowości i nieokreśloności można w każdej epoce dopasować do wielu wydarzeń i zjawisk twierdząc, iż Nostradamus miał na myśli akurat to, co nam pasuje.

Zwróćmy uwagę, iż horoskopy gazetowe także układane są w formie ogólników, często całkowicie sprzecznych ze sobą. Redakcja jednej z gazet na dany tydzień pisze, iż spotka cię rozczarowanie związane z pracą i bliską osobą, inna zaś tępo zapewnia, że podjęta przez ciebie praca spełni twe oczekiwania. Przy takiej dozie ogólnikowości zawsze coś się komuś spełni na zasadzie prawdopodobieństwa. Przemilcza się przy tym fakty tysięcy chybionych horoskopów stawianych różnym ludziom bądź dotyczących wydarzeń, które miały się rzekomo rozegrać w przyszłości. Np. wybitny matematyk włoski Girolamo Cardano (1501-1576), wynalazca zawieszenia i przegubu, wału, bez których dziś trudno wyobrazić sobie rozwój motoryzacji, prekursor teorii liczb urojonych, był też zwolennikiem astrologii. Postawił sobie horoskop, w którym przewidział datę swej śmierci. Gdy wyznaczony dzień nadszedł, a nic nie wskazywało na śmierć... Cardano popełnił samobójstwo!

Istnieją dziś tzw. zawodowi astrologowie. Przyznają oni, iż horoskopy gazetowe są karykaturą prawdziwej astrologii, która, stawiając horoskopy, traktuje każdego człowieka indywidualnie. Otrzymałem przed laty książkę wydaną w roku 1991. Zawodowy astrolog – Leon Zawadzki, o którym na obwolucie napisano, iż jest “profesjonalnym astrologiem, doradcą, powiernikiem. Tworzy kierunek, który sam nazywa astrologią świątynną”, w swej książce Końca świata nie będzie opisuje, ileż to już wydarzeń przewidział. Ze s. 33 dowiadujemy się, iż praktycznie przewidział wybuch w Czarnobylu, ze s. 34-35 – zamach na premier Indii Indirę Gandi. Co prawda nasz profesjonalista troszkę się zagalopował, gdyż pisał: “Jeszcze przed końcem stulecia zobaczymy Indie zwaśnione i w końcu niefortunnie podzielone”. Jak wiemy, stulecie minęło, a Indie, choć targane konfliktami od dziesiątków lat, nie podzieliły się.

Co prawda już stronę dalej wieszcz zauważa, iż w tym czasie miał miejsce zamach na premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Odpiera zarzut swych przyjaciół, którzy pytali go, dlaczego nie ostrzegł. Wszak kto by uwierzył jakiemuś polskiemu astrologowi? Ale wszystkie te wydarzenia dotyczyły faktów zaistniałych po wydaniu książki. Czytając ją czekałem, czy astrolog świątynny zechce pokusić się o ujawnienie jakichś konkretnych wydarzeń z przyszłości. Wśród mnóstwa ogólników na s. 39-40 pojawia się długo oczekiwany konkret. Czytamy tam: “Ale jeśli już tak bardzo jesteśmy żądni sensacji, to proszę: w roku 1993 zostanie po raz pierwszy od 1945 r. użyta broń jądrowa w wojnie lokalnej na Bliskim Wschodzie…”; dalej padają ogólniki. Poczekałem cierpliwie, aż minie rok 1993 i co?… NIC! Astrolog świątynny, profesjonalny, zawodowy i jak by go jeszcze nie nazwać, chybił z kretesem.

Kłopotliwe pytania!

Co więcej, prawdziwa nauka i logika stawia astrologii wiele pytań, na które nie umie ona odpowiedzieć, np.:

· Dlaczego bliźnięta urodzone w tym samym czasie i na tej samej szerokości geograficznej mają tak odmienne losy?

· Dlaczego do postawienia horoskopu bierze się pod uwagę planety i Księżyc, a pomija się np. komety, planetoidy krążące między Marsem a Jowiszem czy też cztery największe księżyce Jowisza (niektóre większe od naszego)?

· Dlaczego druga planeta ma odpowiadać za powodzenie, miłość czy urodę, podczas gdy jej nazwa jest ustalona z mitologii i z naukowego punktu widzenia Wenus ma taki sam wpływ na miłość i urodę, jak fazy księżyca na rozwój kolarstwa w Mongolii?

· Skoro wyliczenia astrologów są tak dokładne i pewne, to dlaczego w historii ludzkości miliony horoskopów okazały się zwykłymi niewypałami i kompromitacją?

· Co zrobią astrologowie, gdy się okaże, iż odkryto dziesiątą planetę Układu Słonecznego, której do tej pory nie uwzględniają, podobno bardzo dokładne, horoskopy?

· Dlaczego horoskop układa się z datą i godziną urodzenia człowieka, a nie np. jego poczęcia, 3. miesiąca ciąży, wyjęcia z inkubatora w przypadku wcześniaków, itp.?

· Na biegunach (powyżej 66o szerokości geograficznej) przez długie tygodnie zdarza się, iż nie ma żadnej planety. Co więc z tymi, którzy się tam rodzą w tym czasie? Nie można im wystawić horoskopu. Z astrologicznego punktu widzenia nie urodzili się!

· Skoro wszystkie planety wpływają na człowieka, w tym odległe o miliardy kilometrów, to dlaczego w horoskopach nie uwzględnia się planety Ziemi, która jest najbliżej każdego człowieka (wręcz pod naszymi stopami)?!

· itd., itd…

Rzecz jasna, pytań takich można stawiać więcej, ale myślę, iż wystarczą te oraz wcześniejsze nasze rozważania, by przekonać się, jak mądrą jest rada Biblii, by unikać praktyk astrologicznych. Dlatego wciąż aktualne jest wezwania św. Jana: “Nie dajcie zwodzić nikomu!” (1 J 3,7).

Tekst pochodzi z: http://okultyzm.bloog.pl/

Awatar użytkownika
migaweczka
Duszek
Posty: 1778
Rejestracja: sobota, 12 maja 2007, 16:24

Re: Bioenergioterapia i inne formy okultyzmu.

Nieprzeczytany post autor: migaweczka » poniedziałek, 21 kwietnia 2008, 11:35

Powiedzenie wykorzystanie przez autora powyższego tekstu ("Głupich nie sieją - sami rosną") może jest dość obcesowe, ale niestety w wielu przypadkach prawdziwe... Ludzie nigdy nie wezmą na najprostszą logikę, że te wszystkie horoskopy wypisywane (głównie) w kolorowych czasopismach są wyssane z palca.
Sama miałam kilka lat temu trudną rozmowę z koleżanką, której nie potrafiłam udowodnić argumentami, dlaczego wiara w astrologię, wróżby i przepowiednie oraz horoskopy jest zła. Nie potrafiłam jej tego wyjaśnić, bo sama po prostu przyjmuję ten (dla mnie) pewnik "na wiarę",a nie szukam odpowiedzi na pytanie: "dlaczego?" Wierzę Bogu i to mi wystarczy.
Napiszę tu w jaki sposób koleżanka tłumaczyła mi swoją wiarę w tę konkretną wróżbę, o której rozmawiałyśmy, żeby pokazać Wam, jak wróżbici potrafią zmanipulować człowieka, również wierzącego. Otóż, kiedy tylko wspomniałam, że kamienie z runami, z których sobie u kogoś wróżyła są złem i takie działania są niezgodne z naszą wiarą, ona odpowiedziałą mi niezwykle poważnie, że też miała wątpliwości dotyczące tego czy to wróżenie jest zgodne z wiarą w Boga czy nie, ale wróżka powiedziała jej wtedy, że wszystko jest w porządku, bo te kamienie z runami są szczególne. Mianowicie, to Bóg sam zrzucił je na ziemię, bo chciał, żeby ludzie mogli poznać dzięki nim swoją przyszłość. Czy słyszeliście kiedyś większą bzdurę ???? A ona niestety... uwierzyła. Moje słowa niewiele pomogły, bo ostatecznie koleżanka stwierdziła, że "właściwie to traktuje to jak zabawę i nie wierzy w to, co owa wróżka jej tam wywróżyła". Ale traktowanie wróżb jak zabawę również jest niebezpieczne.
Nie pozostaje więc nic innego, jak po prostu zamknąć drogę do wróżb jednym stwierdzeniem, które mnie osobiście wystarczy do tego, żeby nie zajmować się takimi tematami:

Wiara w przesądy jest zaprzeczeniem wolnej woli człowieka i drwiną z kochającego Boga.

Przeczytaj: Świadectwo Jarosława Olszewskiego

Awatar użytkownika
riteczka
Moderator
Posty: 219
Rejestracja: piątek, 12 lutego 2010, 17:37
Lokalizacja: Kanada

Re: Bioenergioterapia i inne formy okultyzmu.

Nieprzeczytany post autor: riteczka » sobota, 1 stycznia 2011, 22:35

A co myślicie o homeopati. Kościół nie zajął stanowiska w tej sprawie,ale każdy z nas coś na jej temat wie.Chrześcijanin wie czym ona jest i jest od niej z daleka,ale jakże wielu ludzi ona zwodzi.Jest to przecież jedna z form okultyzmu.

ODPOWIEDZ