You are hereJak osiągnąć szczęście? / Pielgrzym - cierpienie i szczęście w życiu człowieka

Pielgrzym - cierpienie i szczęście w życiu człowieka


By adminduszek - Posted on 20 wrzesień 2009

"Pielgrzym"

,,Rola cierpienia i szczęścia w kształtowaniu człowieka”

Jestem osobą dziewiętnastoletnią, stojącą u progu dojrzałości. Staram się odnaleźć głębię mojego człowieczeństwa, odkryć prawdę o tym, co w rzeczywisty sposób kształtuje mnie jako człowieka, istotę stworzoną na obraz i podobieństwo Boga.

W moim krótkim życiu doświadczyłam, że tak, jak dobro nie może istnieć bez zła, tak szczęście nie posiada właściwego sobie smaku bez cierpienia.

Jestem teraz oczyma wyobraźni w klasie numer dwadzieścia osiem, w miejscu, gdzie spędziłam najwięcej godzin w czasach licealnych. To sala języka polskiego, w niej biała ściana i sentencje łacińskie; jedna z nich brzmiała: ,,Per aspera ad astra”, co znaczy: ,,przez cierpienia do gwiazd”. Niezwykle trudna to prawda, ponieważ jestem tylko człowiekiem: słabym, wątłym, często ,,rozdwojonym w sobie”, jak pisał w swych sonetach Mikołaj Sęp Szarzyński.

Patrząc po ludzku, cierpienie to coś bolesnego. Przeżywając trudne chwile, często mam poczucie, że Bóg o mnie zapomniał. Próbuję pytać wtedy, dlaczego dopuścił do mojego bólu, ale... czy naprawdę wtedy dzieje mi się krzywda?

Dzisiaj już wiem, że jest inaczej. Nie twierdzę, iż potrafię przyjąć wobec trudności postawę stoickiego mędrca, niekiedy krzyczę z rozpaczy, lecz staram się odnaleźć w tym zdarzeniu głębszy sens.

Moimi pierwszymi nauczycielami mądrej postawy wobec cierpienia byli dwaj księża. Nieżyjący już ks. Jan Twardowski, który powiedział: ,,Spojrzeć na trudność jaka przychodzi, na śmierć jak na bramę, przez którą mamy przejść z Panem Jezusem – to nasze powołanie”. Zaś flamandzki ksiądz Phil Bosmans napisał następujące słowa: ,,Krzyż jest jakby anteną, przekazującą ci Boże natchnienie, Boże informacje. On nie usunie ci twoich cierpień, ale dopomoże zrozumieć ich sens. Dzięki niemu odzyskasz zdolność bycia człowiekiem”.

Jako osoba wierząca, mam świadomość, że w każdym trudnym zdarzeniu kroczy przy mnie Jezus Chrystus, trzyma mnie wtedy za rękę, moje cierpienie ma sens, jest drogą do życia wiecznego, to cegiełka do bycia świętym. Utworem, który unaocznił mi obecność Boga przy człowieku w każdym momencie życia był wiersz Cypriana Kamila Norwida pt. ,,Krzyż i dziecko”. Poeta ukazuje Ojca i dziecko, którzy płyną łodzią, synek się lęka: ,,Ojcze mój! Twa łódź / Wprost na most płynie / Maszt uderzy! ... wróć ... / Lub wszystko zginie / Patrz! Jaki tam krzyż, / Krzyż niebezpieczny...”. Ojciec pociesza swe dziecko, jest pewny, ze przeżyją, mówi: ,,- Synku! Trwogi zbądź! / To znak – zbawienia; / Płyńmy! Bądź, co bądź - / Patrz jak? się zmienia...”. Gdy ocaleli, dziecko pyta: ,,- Gdzie się podział krzyż?”, ojciec odpowiada: ,,- Stał się nam bramą”.

Cierpienie – to dla mnie, droga do zbawienia, lecz ateiści powiedzą, że nie ma w nim żadnego sensu. Przedstawiciele egzystencjalizmu w wydaniu ateistycznym w najlepszym wypadku przyjmą postawę, jaką zaprezentował w ,,Micie o Syzyfie” Albert Camus, który pisze o byciu świadomym swej tragedii i postawie buntu przeciwko absurdowi tej sytuacji. Jedyną formą walki w tym momencie jest działanie, trwanie do końca w swej codzienności, odważne wyjście cierpieniu naprzeciw.

Zostałam powołana do radości i szczęśliwego życia, ale cierpienie nie śpi, każdego dnia otacza mnie swoją obecnością, często przychodzi niespodziewanie.

Przed swym odejściem do Stwórcy Ojciec Święty Jan Paweł II w książce, pt. ,,Pamięć i tożsamość” pisał: ,,Dane mi było doświadczyć osobiście ,,ideologii zła”. To jest coś, czego nie da się zatrzeć w pamięci. Najpierw nazizm. (...) Zarówno naziści w czasie wojny, jak i potem komuniści na wschodzie Europy starali się ukryć przed opinią światową to, co robili. (...) Tak czy owak zła doznanego nie zapomina się łatwo. Można  je tylko przebaczyć. A co to znaczy przebaczyć? To znaczy odwołać się do dobra, które jest większe od jakiegokolwiek zła. Ostatecznie takie dobro ma swoje źródło tylko w Bogu. Tylko Bóg jest takim Dobrem”. Tymi słowami Ojciec Święty przypomniał mi na nowo jako chrześcijance, że cierpienie ma sens tylko wtedy, gdy powierzę je Memu Stwórcy.

Niedawno odkryłam nowy sposób patrzenia na cierpienie, stało się to dzięki książce, pt. ,,Życiodajna śmierć” autorstwa E. Kibler – Ross, w której znajduję stwierdzenie: ,,Wszystkie te próby i nieszczęścia, które sprawiły, że mógłbyś powiedzieć: <<Gdybym wiedział, co mnie w życiu czeka, nie przeżyłbym>> - wszystko to są dary. To hartowanie stali”. Nauczyłam się tego, że moje chwile upadku, strapienia mogą stać się swoistą terapią dla innych ludzi, a są nią na pewno dla mnie. Dzięki pokonywaniu trudności robię zawsze krok naprzód.

Od Kibler – Ross nauczyłam się także, że: ,,Każda trudność jest szansą. Szansą, aby się wewnętrznie rozwijać. Gdyż właśnie wewnętrzny rozwój jest celem istnienia na naszej planecie”. Potwierdzeniem tej prawdy stał się dla mnie artykuł ze styczniowego numeru miesięcznika ,,Charaktery” z roku 2005. W nim przeczytałam historię Dr Leszka Bandacha. Opowiadał on o swym cierpieniu po wypadku samochodowym i późniejszej walce o swoją godność. Pomimo wszelkich trudności, był zdeterminowany; gdy wygrał swe zmagania z chorobą, powiedział: ,,Jestem olimpijczykiem z Seulu, wielokrotnym medalistą mistrzostw świata, Europy i Polski we florecie. Z wynikiem bardzo dobrym ukończyłem studia psychologiczne na Uniwersytecie Śląskim i studia trenerskie na AWF – ie w Katowicach. Egzaminy doktorskie zdałem z wyróżnieniem. To wszystko jest niczym w porównaniu z bólem,  cierpieniem i samotnością, których doświadczyłem po wypadku. Dopiero teraz wiem, na czym polega prawdziwe zwycięstwo zarówno w życiu, jak i w sporcie. To zwycięstwo nad samym sobą, najtrudniejsze ze wszystkich”.

Obcować z cierpieniem będę do końca moich dni. Nie zawsze będzie on dotyczyło bezpośrednio mojej osoby, lecz dziś już wiem, w jaki sposób mogę przejść przez trudne chwile. Muszę jednak pamiętać, że jestem tylko człowiekiem, który potrzebuje ciągłej pomocy. Zrozumiałam, że w momencie gdy doświadczam ,,łatwego szczęścia”, nie odczuwam zadowolenia, zdaję sobie sprawę z tego, że był to chwilowy uśmiech losu, a ja w swej bezczynności wydałam się w jego ręce, zamiast trudzić się do końca i pracując oddawać ten trud Bogu.

Jako człowiek, nie poproszę Stwórcy nigdy o cierpienie, zawsze wybiorę szczęście. Wierzę, że Pan w swym miłosierdziu podaruje mi to, co dobre w Jego oczach, co na nowo przywróci mi godność człowieka i będzie wymagało mojego całkowitego zaangażowania. To nie będzie szeroka i wygodna droga, zaledwie wąska ścieżka, która pozwoli mi na duchowy wzrost.

Nie, nie jestem cierpiętnicą, mam dziewiętnaście lat, szukam szczęścia...

Duszyczka Kalina

Nowi użytkownicy

  • Elżbieta Kwiatkowska
  • maciejka
  • Artur
  • messi0019
  • slawa21

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 0 gości.

Szukaj

www.duszki.pl newsletter

Stay informed on our latest news!

Subskrybuje zawartość