You are hereHistoria Izabeli Olczyk / Odpowiedź

Odpowiedź


Historia Izabeli Olczyk

By adminduszek - Posted on 20 wrzesień 2009

Historia Izabeli Olczyk

„Warto walczyć o swoje szczęście...”

„Mam na imię Iza, dziś jestem dorosłą prawie 24-letnią kobietą. Od dziecka jestem osobą niepełnosprawną. Urodziłam się z niedorozwinięciem górnych i dolnych kończyn. Początkowych kilka lat mojego życia niczym się nie różniło od tego okresu, który przeżywa większość małych dzieci, ja sama nie zdawałam sobie sprawy, że moje ciało różni się od innych. Dorastałam w atmosferze ciepła i zrozumienia, i praktycznie nie wiem, co to znaczy uczucie odrzucenia, niezrozumienia. Nie miałam żadnych kompleksów – aktywnie spędzałam czas wolny, chętnie uprawiałam sport, chodziłam na basen.

Nie pamiętam, kiedy dokładnie zdałam sobie sprawę, że nie jestem taka, jak wszyscy. Nie sądzę jednak, że wiąże się z tym jakieś traumatyczne przeżycie. Po prostu pewnego dnia usłyszałam tą prawdę z ust mojej mamy. I właściwie świat nie runął mi na głowę – życie płynęło tym samym nurtem, mam nadal kochała mnie tak, jak wcześniej, a koledzy i koleżanki nie zadawali niepotrzebnych pytań. Miałam szczęście – dorastałam w czasach, gdy młodzież nie była jeszcze aż tak okrutna. Nikt mi nie dokuczał, nie wytykał palcami, byłam po prostu jedną z uczennic – nikim więcej.

Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy weszłam w okres pokwitania. Pamiętam - zamknęłam się w sobie, dłonie ukrywałam pod długimi rękawami bluzy, a nogi – w zakrytych butach, z którymi nie rozstawałam się nawet podczas upałów. Nagle również kontakty z płcią przeciwną okazały się być zbyt trudne i kłopotliwe. Kompleksy, które trawią każdą przeciętną nastolatkę, w moim wypadku potęgowała niepełnosprawność. Każda owa znajomość przyprawiała mnie o palpitację serca, i to bynajmniej nie z powodu hormonów, ale z zażenowania, że wstydliwa budowa rąk wywoła w moim rozmówcy zakłopotanie.

Wzięłam sobie do serca słowa tych „życzliwych”, że nigdy nie będę pracować, że jestem skazana na miałkie, mało ciekawe życie jako przysłowiowa kura domowa. Uczyłam się w szkole ogólnej, która z założenia przygotowuje do dalszej edukacji, jednak nie widziałam w tym sensu, tak jakbym pogodziła się z tym, że dalsza droga mojego życia była już wytyczona. Nie przeszkadzało mi to jednak w zdobywaniu serc innych ludzi. W klasie licealnej, gdzie przebywało razem ze mną więcej osób niepełnosprawnych, czułam się naturalnie i swobodnie. Koledzy i koleżanki wiedzieli o moim schorzeniu, nikt nie traktował mnie, jak wybryku natury. Poznałam przyjaciół, z którymi los mnie złączył, mam nadzieję, na całe życie, w gronie najbliższych czasem zapominałam, że jestem chora.

Poza murami szkoły było zdecydowanie gorzej, co zresztą nie zmieniło się do tej pory, i myślę, że być może nie zmieni się nigdy. Powodem tego są sami ludzie, ich nieznajomość problemu. Prze ich totalny brak wyczucia byłam niejednokrotnie narażona na przykre komentarze, czy bolesne spojrzenia. Dotyczyło to wszystkich grup społecznych w różnym wieku, o różnym statusie materialnym. Niechlubne wyjątki zdarzały się nawet wśród osób starszych, jednak o tym chciałam powiedzieć w dalszej części.

Tak, jak już wcześniej wspomniałam, w klasie integracyjnej czułam się nadzwyczaj dobrze, wśród swoich, dzięki czemu mogłam się rozwijać i odbudowywać dzień po dniu zachwianą wiarę we własne możliwości. Z roku na rok, było coraz lepiej, już nie zamykałam się na nowe wyzwania, wytyczałam sobie coraz śmielsze cele, niestety, były one na tyle skromne, by nie wykraczać poza sferę kontaktów interpersonalnych.

Momentem zwrotnym w moim życiu było pojawienie się mojego obecnego chłopaka. Mimo mojego kalectwa, pokochał mnie taką, jaką jestem, nie zwracał uwagi na defekty ciała. To wydarzenie sprawiło, że postanowiłam spróbować swoich sił na gruncie zawodowym. Początkowo pracę którą dostałam, nie można nazwać wymarzoną, jednak przyniosła mi ogromną satysfakcję, a także sprawiła, że w końcu udowodniłam sama sobie, że nawet układanie towarów na ciężkich półkach sklepowych może być praca dla mnie. Los szybko uśmiechnął się do mnie za pośrednictwem mojej przyjaciółki, która jak z nieba zesłała na mnie propozycje praktyki w banku na okres wakacji. Zgodziłam się, choć z wielkimi oporami – bałam się reakcji ludzi na mój nietypowy wygląd. Od tego jednak ma się przyjaciół, by wspierali nas w trudnych chwilach, moja przyjaciółka ani na chwilę nie pozwalała dopuszczać do mnie takich myśli, gdy już rozpoczęłyśmy pracę.

Moje obawy jednak nie były tak do końca wyssane z palca. Już wielokrotnie byłam świadkiem żenujących dla mnie sytuacji, które sprawiły mi ogromną przykrość. Zdarzało się to w sklepie podczas podawania pieniędzy kasjerce, w autobusie, na basenie, na plaży. Reakcja ludzi na mój widok jest bardzo różna, najczęściej jednak negatywna. Dzieci boją się mnie, kobiety z obrzydzeniem odwracają głowę, a mężczyźni wymieniają niemiłe komentarze. Próbuje się tym nie przejmować, skupiać na ludziach dla mnie wartościowych, jednak bywa to uciążliwe i nie pozwala mi normalnie żyć.

Czymś, co najbardziej boli, jest nienawiść w oczach tych, którzy się mi przyglądają. Ich wzrok mówi sam za siebie, jest pełen pogardy i wyższości. Oceniają mnie, choć nic o mnie nie wiedza. To jest przykre, całego świata jednak się nie zmieni. Znalazłam jednak sposób na to, jak zjednywać sobie przyjaciół, ignorując jednocześnie tych, którymi nie warto się interesować. Tą moją tajną bronią jest poczucie humoru. Pewnego dnia postanowiłam to wypróbować – dało to rewelacyjne rezultaty, – gdy człowiek akceptuje sam siebie, wtedy otoczenie również go akceptuje. Poczucie humoru jest w moim przypadku lekarstwem na niepogodę w moim życiu. Gdy tylko jakaś sytuacja jest krępująca, natychmiast obracam ją w żart. Pozytywny efekt gwarantowany. Dziś już nie uciekam przed światem, bo już nie muszę.

Już niebawem rozpoczynam studia, mam rodzinę, przyjaciół, prace wszystko co jest potrzebne do szczęścia, i nie przeszkodziła mi w tym choroba – wierna towarzyszka mego życia od narodzin.

Chciałam powiedzieć na koniec, że warto jest walczyć o swoje szczęście, i każda osoba niepełnosprawna powinna tak zrobić. Pobyt w szkole integracyjnej wiele mnie nauczył i pozwolił zrozumieć, że świat stoi otworem także dla mnie. Być może, gdybym do niej nie trafiła, moje życie nie było by tak wspaniałe, jak teraz, a na pewno mniej wesołe – bo bez moich ukochanych przyjaciół. Życzę szczęścia wszystkim tym, którzy dopiero stoją na starcie życiowych wyborów, a których hamuje kalectwo, żeby odnaleźli, tak jak ja, własną drogę w życiu. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, bez wahania wybrałabym tę samą szkołę, bo to ona odmieniła mój smutny momentami los.”

Spisała Sylwia Jaworska

Odpowiedz

Nowi użytkownicy

  • Elżbieta Kwiatkowska
  • maciejka
  • Artur
  • messi0019
  • slawa21

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 0 gości.

Szukaj

www.duszki.pl newsletter

Stay informed on our latest news!

Subskrybuje zawartość